1837

Przekonywam się coraz więcej o tej prawdzie, że u człowieka nigdy nie może być mowy o zewnętrznym oświeceniu, ale tylko o wewnętrznym brzasku; moją ewangelią jest: To, co jest najwyższe w każdej dziedzinie, może się tylko objawić, ale nie jest na zawołanie nawet najbardziej wtajemniczonego kapłana; odkrycia robi się nie przez naukę, ale przy sposobności nauki, i to jednak nadaje jej dosyć godności.

Najwstrętniejszymi są mi korygujące, sztubackie indywidua, jakie znajduje się wśród wszelkich stosunków; pokazują one swoją arogancją, że chodzili do szkoły, ale nie dosyć długo.

Niech człowiek każdą swą czynność wiąże o ile możności z tym sanctissimum duszy, które tylko do niego należy i dlatego jest wieczne i niezmienne; wtedy nie będzie miał powodów do wątpliwości ani czasu do rozpaczy.

Nie powinniśmy się skarżyć, że wszystko przemija. Rzecz najbardziej znikoma, jeżeli nas tylko prawdziwie dotyka, budzi w nas coś wiecznego.

Wielu największą ofiarę złożyłoby Apollinowi — gdyby mu już wcale ofiar nie składali...

Myśl poetyczna, a więc genialna, wyróżnia się od innych bezpośredniością, z jaką występuje, i niezmiennością, z jaką się ustala.

Nie cieszy mnie iskra, która czasem jeszcze strzela z głębin mej duszy, bo zdaje się szydzić ze mnie; zdaje mi się, że tam, gdzie śpi jeszcze trochę ognia, nie powinno być tak zimno. O, wstrętna prawdo!...

Zmierzch jest ujrzaną nocą.

Można sobie pomyśleć humorystyczną historię świata, ale napisać ją może i napisze tylko największy geniusz. Jest to ostatnie zadanie poezji.

Zauważyłem u samego siebie, że człowiek nie tylko — jak już często spostrzeżono — myśli słowami, lecz że wszystko, co myśli, równocześnie w głowie wymawia, i właśnie dlatego, że nie może dwóch myśli na raz wypowiedzieć, nie może ich także w całym rozmiarze zatrzymać — chyba szkicowo, ale i to jest trudne. Tędy można by dojść do ważnych obserwacji nad stosunkiem tego, co się pierwotnie pomyślało, do tego, co się już opracowało; może nawet do przekonania, że nigdzie nie ma dla nas nic pierwotnego, to znaczy, że w chwili gdy sobie jaką myśl uświadamiamy, jużeśmy ją czymś zrobili.

Jesteśmy zawsze tak małymi jak nasze szczęście, ale i tak wielkimi jak nasze nieszczęście.

Mężczyzna traci albo wszystko, albo nic: po utracie przyjaciela wygasa w nim przyjaźń, po utracie kochanki — miłość. U kobiet jest inaczej, w ich bólu i szczęściu jest zawsze dużo kramarstwa.

Jaki wpływ mogły wywrzeć pewne nikczemne zwierzęta, jak węże, owady itp. na wynalezienie i rozwinięcie idei diabła?

Sztuka plastyczna przedstawia u człowieka bunt, u boga władczość: Zeus i Prometeusz.

Mniemam, że z każdym tonem zrozumiałej muzyki łączy się dla duszy jakaś postać plastyczna.

Przygotowywać się do życia i równocześnie żyć, oto najwyższe zadanie.

Zmysłowość jest symboliką pewnych potrzeb duchowych niedających się zaspokoić.

Filister ma często słuszność w rzeczy, ale nigdy w motywach.

Wielu poetów wkłada swoim ludziom w usta słowa odzwierciedlające ich stany; powinny one jednak być także echem ich natury.

Najgorzej czuję się na wiosnę. Te pędy nieskończone przytłaczają mi pierś i zamykają ją, i dopiero gdy lato, pożal się Boże, wyjdzie na targ ze swoimi starymi stereotypami, czuję ulgę i wewnętrzny Wezuwiusz bucha znów dawnym ogniem.

Powtarzanie dawnej lektury jest najlepszą próbą postępów w wykształceniu.

Nie ma gorszego tyrana nad człowieka pospolitego w kole domowym.

Ludzie pospolici chętnie psują swoim dzieciom zabawę, przedtem albo potem.

Religia wielu ludzi jest tylko udawaniem się na spoczynek i zaiste można się obawiać, że Bogu nie spodoba się ta ich bogobojność, bo nie jest sztuką iść do łóżka, gdy się jest zmęczonym, lub — co się jeszcze częściej zdarza — nigdy nie wstawać i we śnie, tj. w wierze, nie troszczyć się o tajemnice natury i ducha ludzkiego.

Nasze czasy, to złe czasy. Wielka tajemnica, „wgląd w nicość”, schowana była dawniej pod rygle i zamki, które dziś są uszkodzone: już chłopiec może je oderwać, a młodzieniec je wyłamuje, lecz — ach, czyż orzeł wzlatuje jeszcze, gdy już nie wierzy w słońce? Historia świata stoi teraz przed ogromnym zadaniem; piekło już dawno zdmuchnięto, a ostatnie jego płomienie chwyciły i zżarły niebo, idea bóstwa już nie wystarcza, bo człowiek poznał w pokorze, że Bóg bez ogona, tj. bez ludzkości, którą by karmił, kołysał i uszczęśliwiał, może być Bogiem i sam czuć się szczęśliwym; natura ma się do człowieka jak temat do wariacji; życie jest kurczem, omdleniem lub szałem haszyszowym. Skąd weźmie historia ideę, która by dorównała idei bóstwa lub ją przewyższała? Obawiam się, że po raz pierwszy nie dorosła do swego zadania; wyszlifowała soczewkę, aby w niej skupić ideę swobodnej ludzkości, i zbiera, zbiera promienie do nowego słońca — ach, słońca nie uciuła się żebraniną!

Nie pojmuję, jak człowiek może udźwignąć więcej szczęścia, niż zasługuje; musi to być najnędzniejszy ze wszystkich stanów.

My, ludzie, mamy dlatego tak często słuszność, że tak rzadko mamy zupełną słuszność.

Każda droga do istoty rzeczy na pozór oddala się od niej.

Słowo jest kamieniem pamiątkowym nie tego, co sobie ludzkość przez lat tysiące przy pewnych przedmiotach myślała, lecz tego, że w ogóle przy tym myślała.

Przy rozpatrywaniu znakomitego dzieła sztuki zatrzymywać się nad szczegółami jest oznaką miernej głowy; lecz jest również oznaką mierności dzieła sztuki (poetyckiego czy plastycznego), jeżeli nie można wybrnąć poza szczegóły, jeżeli one niejako zastępują drogę całości.

Niektórzy ludzie tylko dlatego wierzą w Boga, w nieśmiertelność, że nie odważają się sprzeciwić tak ogromnym ideom.

Wszelka mierność w poezji prowadzi do obłudy w charakterze i w życiu.

Jeżeli człowiek wybitny mówi o sobie coś złego, należy mu wierzyć, ale nigdy nie należy podejrzewać go ponadto. Nie mówi on ani za dużo, ani za mało, jeżeli ma odwagę w ogóle coś o sobie powiedzieć.

Dziś doznałem znowu uczucia dziecięcego. Dzieci widzą wszystko jakby poza gazą, rzeczy nie mają jeszcze do nich stosunku. Tak samo ja patrzyłem na ludzi, którzy podczas muzyki wojskowej przepływali tłumami tam i na powrót.

Gdy jaka rewolucja się nie uda, nie uda się cały wiek, bo wtedy filister ma dowód rzeczowy.

Słowa są monetami ducha, które nie , lecz znaczą.

Zwykli ludzie są daleko częściej poetami, gdy mówią, niż gdy piszą; bo gdy mówią, oddziaływa na nich życie i świat i podsuwa im nieraz trafne słowo, wiążące sferę wewnętrzną z zewnętrzną, gdy jednak piszą, są pozostawieni samym sobie.

Jak to źle, że urodziłem się w epoce wypoczywania!

Dziś powziąłem postanowienie, do którego wykonania niech mi Bóg sił użyczy. Dotychczas wszystkie swoje czyny i postępki odnosiłem zbyt jednostronnie do poezji; dziś spostrzegam, że ta droga musi mnie w końcu zredukować do zera. Znaczy to pielęgnować kwiat zamiast drzewa; droga do poety wiedzie tylko przez człowieka. Będę od teraz pracował, pracował dla pracy i dla pożytku, jaki mi ona może przynieść jako człowiekowi.

(Z listu) Swojej nędzy nie chcę zawdzięczać nic, tylko mój charakter; wzgardzę siłami mego ducha, jeżeli teraz, skoro się rozwinęły, nie wystarczą mi do utrwalenia mej egzystencji; a jeżeli zatonę w morzu świata, nie będę w tym upatrywał — jakbym to dawniej uczynił — prywatnej nienawiści losu ku mnie, lecz tylko dowód, że nie umiałem pływać. Nie wątp, droga przyjaciółko, w prawdę tego uczucia dlatego, że je przypadkiem wyrażam w metaforze; jestem przekonany, jak najgłębiej przekonany, że życie na dłuższą metę wobec nikogo nie jest niesprawiedliwe, a kto je łaje, nie odróżnia sprawiedliwości od uprzejmości i chce wymusić dla siebie dar jako daninę; biada jednak albo raczej hańba temu, kto ginie dlatego, że go nie obdarowano.

(Z listu) Porzuciłem jurystykę. Wiem, że ten krok wielu zgani mi ostro, ale postępuję w zgodzie z potrzebami mojej natury i nie troszczę się o uwagi świata do tego świętego tekstu, który oczernia i oczerniać musi każdy, kto go nie rozumie. Kto ma już pewne doświadczenia w dziedzinie rzeczy najwyższych, tego zabiłoby długoletnie, niewolnicze pogrążanie się w wiadomościach czysto pozytywnych, jakich wymaga jurystyka. Ale przez to nie zrezygnowałem wcale z poważnego dążenia do wiedzy i nauki. Twierdzisz, że wszelka nauka szkolna nie powiększy talentu poetyckiego ani na włos. To prawda, ale z tego nie wynika, by nią pogardzać lub uważać ją za zbyteczną. Jeżeli poeta w pewnym kierunku posiada więcej, stąd nie płynie, by w innym mógł posiadać mniej — raczej przeciwnie.

Człowiek ma poczucie przyszłości.

Jest głupotą nie upijać się dlatego, że po upiciu się przychodzi wytrzeźwienie.

Jest cechą ludzi wybitnych, że nieraz do rzeczy zwykłych docierają na drodze niezwykłej i że można ich tylko urodzić, ale nie stworzyć.

Wczoraj wieczór przed pójściem na spoczynek doznałem uczucia, jakby mi też było, gdybym miał swoje ciało opuścić. Do tego dobrze zbudowanego ciała czuje się człowiek przywiązanym tak różnorako przez ból i rozkosz, przez potrzebę i nawyk, na podstawie tego ciała, z nim razem i przez nie rozwinęło się to, co nazywa swoim „ja”, to ciało właśnie wiąże go z naturą za pomocą otwartych na wszystkie strony zmysłów. Ba — owo „ja” tylko przez ciało dochodzi do ujęcia samego siebie, jako istoty wypuszczonej na wolność przez prasiły, samoistnej i swoistej, a śmiałe przeczucie trwającego wciąż jeszcze stosunku między źródłem bytu a oderwanym zjawiskiem: człowiek, wypływa raczej z właściwości ciała jak ducha. A teraz pomyśleć sobie: śmierć. Jedna chwila przecina te wszystkie nici: oko gaśnie, ucho się zamyka, ciało zużyte spada w grób i żywioły dzielą je między siebie; tymczasem „ja”, które tylko przez ciało miało obraz samego siebie, tylko przez zmysły miało obraz świata, miałoby wstąpić w nowe sfery, o których nie ma jeszcze wyobrażenia, na nową czynność, której nie rozumie. Jako czysta siła może ono działać tylko poprzez stosunki do innych sił, tylko wtedy, gdy napotka na opór: niedoskonałość maszyny nie jest przeszkodą, lecz, owszem, jest warunkiem czynności duchowej, jedynym mostem między Bogiem a człowiekiem jest ciało. Potrzeba wtedy nowego łącznika, podobnego do starego, opuszczonego. Można się wzdrygać przed chwilą przejściową, w każdym jednak razie powstaje pusta pauza, bardzo krótka może, lecz jest to zupełny zastój życia, prawdziwa śmierć, po której następują drugie narodziny, a więc powtórzenie największego cudu świata. (Pytanie: czy jest możliwa działalność ducha bez ciała? Odpowiedź musiałaby dać fizjologia i psychologia na najwyższym stopniu rozwoju. Jeśli możliwe: stan człowieka, który żył tylko w swoim ciele i przez ciało: konieczność najwyższych idei.)

Wśród największego cierpienia ma się tę rozkosz, że się jest zdolnym do niego.

Wchodząc do glyptoteki monachijskiej miałem uczucie żniwiarza przed zbożem. Każdy posąg to jakieś zamknięte w sobie, szczególne życie, które mam odpieczętować: zadanie bez końca.

(Z listu — o dziełach sztuki plastycznej) Daleko się jednak nie dochodzi, jeżeli się chce być szczerym i nie pozuje się na Prometeusza ożywiającego posągi. Taka poza jest bardzo łatwa, ale wydobyć z tych rzeczy ich najwewnętrzniejszą i najwłaściwszą treść było mi dziwnie trudne, rzekłbym nawet: niemożliwe. Ci milczący ludzie, ci śpiący bogowie — to ogromne problematy; i zawsze, kiedy patrzę na taki posąg spoglądający na mnie z góry z dumnym, tajemniczym spokojem, ogarnia mnie miażdżące uczucie własnej niemocy a niezmierności i niezrozumiałości natury, męczy mnie ta apoteoza kamienia, i tak walcząc z kwestią ogólną, nie pojmuję nic ze szczegółów.

Na kradzież skarbów genialnych nałożona jest taka kara, że złodziej unosi ze sobą tylko ich cień, który właśnie wystarcza, aby stwierdzić fakt kradzieży.

Trudno nie jeść czereśni dlatego, że się przy tym usta powala. A jednak tego nieraz wymaga moralność.

Ludzie łacniej pomagają temu, kto ich pomocy nie potrzebuje, niż temu, komu by się ona naprawdę przydała.

Aforystyczny styl moich wynurzeń w listach wypływa często z niechęci, jaką każdy odczuwa, gdy chce wypowiedzieć myśl wszechstronnie przemyślaną, którą może już tylko postawić jako czyn albo na zawsze zamilczeć.

Kto chce poznać ludzi, niech studiuje, czym się usprawiedliwiają.

Jest tylko jeden grzech, który można popełnić przeciw całej ludzkości ze wszystkimi pokoleniami, a tym grzechem jest sfałszowanie historii.

Każdy człowiek ma jakiś kącik, o którym sobie myśli: ten znam tylko ja; — jeżeli się chce zaimponować filistrowi, trzeba go aż tam ścigać.

Są wypadki, w których spełnić obowiązek jest grzechem.

Pewien król zapewniał poddanych tak długo, że jest liberalny, aż ośmielili się uwierzyć mu.

Trzeba się strzec przyznawania się do pewnych słabostek. Kiedy na przykład powiedziałem swoim przyjaciołom, że jestem drażliwy, płynie w ich oczach każde moje niepocukrowane uczucie pod flagą drażliwości.

Stworzyć dzieło sztuki przez przedstawienie jego idei — znaczy wiele; gdy idea nie jest fundamentem, lecz tylko zapładnia — to jest wszystkim.

Życie ma jedną muzykę w tysiącznych wariantach.

Wszelkie pisanie jest mieszaniem ingrediencji, które zawsze pozostają te same. Ale każda nowa epoka wywołuje nową receptę, a każda nowa recepta nową medycynę.

Zboże, które ucieka za pojawieniem się żniwiarza: publiczność przed budą cyrkową lub menażerią na jarmarku.

Dziś przechodziłem pomimo rusztowania budowlanego. Przyszło mi na myśl, że gdyby na mnie spadła cegła i zraniła mnie śmiertelnie, to byłoby mi to nawet wtedy nieprzyjemne, gdybym miał w kieszeni nabity rewolwer w celu zastrzelenia się w najbliższym krzaku.

Obrazy, wzięte z zewnętrznej natury dla stanów wewnętrznych, mają siłę nie tylko ilustracji, lecz i dowodu.

Sobie samemu coś przyrzekać i nie dotrzymać jest najbliższą drogą do utraty charakteru i do nicości. Przyrzeczenie, które sam sobie dajesz, niech ci będzie świętsze niż każde inne. Ktoś drugi może się przeciw tobie uciec do ochrony prawa; ale obowiązek, który sam sobie nałożyłeś, nie może się nigdy stać obowiązkiem przymusowym. Uważaj go zawsze za dług honorowy, który masz spłacać swojej naturze.

Straszne jest doświadczenie, że nie tylko najmniejsze, lecz i najwyższe, i największe rzeczy w naturze ludzkiej związane są z przyzwyczajeniem.

Niektórych ludzi trzeba wstrzymywać od powzięcia postanowienia, że coś zrobią, jeżeli mają tego naprawdę dokonać.

Bestia wdziała teraz rękawiczki na łapy! Oto rezultat dziejów świata.

Cała nasza działalność wewnętrzna jest i pozostanie wiecznie mniej lub więcej śmiałą grą w ruletę. Stawiamy na jeden lub drugi kolor i mylimy się z pewnością zawsze, ilekroć z tego, że jeden wygrał, a drugi przegrał, wyciągamy wnioski na korzyść lub niekorzyść naszego geniuszu; poniekąd wolną rękę mamy tylko w spożytkowaniu zysków i strat.

Talent podnosi jedno zjawisko w biegu świata tak, jak ono rozwijać się może, i ma zawsze kontrolujący rozum po swej stronie; geniusz pokazuje nam, jakim być musi każdy przedmiot wybrany przezeń jako zadanie, a cała natura stoi w głębi i potakuje. Najwyższego dzieła sztuki nie możemy sobie pomyśleć inaczej, jak tylko w postaci nadanej mu przez poetę, podobnie jak nie możemy sobie wyobrazić inaczej drzewa, góry lub rzeki.

Są chwile, w których człowiek czynem lub słowem wyraża swoją najwewnętrzniejszą i najwłaściwszą treść, nie wiedząc o tym; siła poety ma się okazać w chwytaniu takich chwil. To jest to, co Heine rozumiał przez „głosy naturalne”, a Goethe przez „naiwność”.

Człowiek nie może nigdy ukłonić się jednej prawdzie, nie następując drugiej na piętę.

Z każdym człowiekiem znika ze świata jedna tajemnica, którą mocą swej szczególnej organizacji tylko on właśnie mógł odkryć, a której po nim nikt nie odkryje.

Świat nie chce zbawienia bez zbawiciela: pośrednictwo jest najosobliwszą potrzebą.

Prawdziwy poeta zaspokaja w swych własnych potrzebach także potrzeby całej ludzkości. Stąd wewnętrzna konieczność, która tkwi w każdym podjętym przezeń zadaniu, podczas gdy jego sąsiadom można co najwięcej przyznać, że osiągnęli — swój cel, ale wcale nie, że w tym celu coś osiągnęli.

Jest niebezpiecznie myśleć obrazami, ale tego się nie zawsze da uniknąć, gdyż często, zwłaszcza w rzeczach najwyższych, obraz i myśl są tym samym.

Publiczność oklaskuje ognie sztuczne, nie wschód słońca.

Wielu poetów wprowadza do swojej poezji logikę i myśli, że to znaczy motywować.

Uspokaja mnie trochę to, że znaczna część mojej dawnej lektury coraz bardziej podupada w mojej opinii. Inaczej nie wytrzymałbym niezadowolenia ze swojej własnej działalności.

Filozofia zabiega wiecznie o absolut, który jest przecież właściwie zadaniem poezji.

Ciemność nie jest brakiem światła, lecz przeciwieństwem światła.

Niektórych ludzi więcej uspokaja kłamstwo drugich niż ich własna prawda.

Litość jest najtańszym uczuciem ludzkim. Świat lituje się nawet nad męczennikami zła.

Można żądać od poety co najmniej, aby wszystko motywował i zużytkowywał. Przecież i w życiu fakt jakiś jest dla nas dopiero wtedy faktem, gdy możemy go sobie uzmysłowić według pytań: jak? i dlaczego? A nadto: życie każdy swój objaw potwierdza sobą bezpośrednio, sztuka zaś potrzebuje poręki, którą można zaczerpnąć tylko z prawideł ludzkiej duszy i wszechświata, i z kongruencji5 między tymi prawidłami.

Najlepiej motywuje się ostatecznie przez fakty analogiczne, wzięte z całkiem odmiennych stosunków.

Człowiek potrafi każde swoje nieszczęście wydedukować z jakiejś winy.

Niektóre tak zwane dzieła sztuki są w sztuce tym, czym w filozofii hipotezy. Ale w filozofii można je znosić, w sztuce nie. Do tej kategorii należą prawie wszystkie utwory nowej szkoły francuskiej, która w ogóle, jak się zdaje, zakłada na Parnasie menażerię (Lukrecja Borgia, poskromiona przez miłość macierzyńską, jest tam doskonałym okazem!).

Sztukę można wydedukować z czystej potrzeby rozumu, a rozumowi jest ona z pewnością jeszcze potrzebniejsza niż uczuciu, gdyż osiąga jego właściwy cel: jasność co do początku i związku rzeczy, chociaż osiąga go przez skok.

Cud łatwiej powtórzyć niż wytłumaczyć. I tak kontynuuje artysta akt stworzenia w jego najwyższym znaczeniu, chociaż go pojąć nie może.