SCENA 3
Judyta. — Mirza, powracając.
MIRZA
Czy wołasz mnie, Judyto?... wpatruje się
Jakaż blada!
JUDYTA
Nie! Nie wołałam, lecz zostań. Wypada
Abyś mnie pięknie, och! pięknie przybrała.
MINA
Czy tak?
JUDYTA
Do życia wracam!
MIRZA
Bogu chwała!
Oj! To ci większy pożytek przyniesie.
A zjeść co nie chcesz?
JUDYTA
Nie. Ubierać chcę się.
MIRZA
Zjedz; bo ja chyba nie wytrzymam dłużéj.
JUDYTA
Ty?
MIRZA
Bo, gdy tobie koniecznym się zdało
Głodem, pragnieniem nękać biedne ciało,
Przysięgłam, choć mi post wcale nie służy,
Nic do ust nie wziąć; sądząc, moje dziecię,
Że ty, gdy nie masz nad sobą, to przecie
Widząc to, litość mieć będziesz nade mną.
Ale przez trzy dni ja czekam daremno.
JUDYTA
Takiej miłości chciałabym być godna.
MIRZA
Pójdź zjeść, napić się, boś zapewne głodna,
Spragniona! Ale... napić się... mój Boże!
Pójdźmy się napić... ostatni raz może...
Ciągi od krynic36 przecięli poganie,
Próżno pod murem świeci się zdrój mały,
Już się do niego nikt dziś nie dostanie.
Bo wróg go obległ i wypuszcza strzały.
Po całym mieście obchodzi wołanie:
Że lepiej umrzeć, niż żyć w takiej trwodze.
Jeden, przeszyty, jeszcze się po drodze
Wlókł, by odwilżyć spiekłą w ustach suszę,
Lecz nim zaczerpnął, już wyzionął duszę.
Nigdzie się wróg ten nie pastwił tak srodze;
Tak wodę jego odjęli szpiegierze,
Iż kto ma kroplę, jak skarbu jej strzeże.
JUDYTA
Okropność!... Zamiast, wyszedłszy z ukrycia,
Życiem tak nędznym zdobyć źródło życia!
Mirzo, zbyt długo trzymam się zagrody!..
MIRZA
Patrzaj, Efraim wodę ci przysyła,
Zobacz w tym dowód, jak mu jesteś miła:
Własnemu bratu odmówił tej wody.
JUDYTA
Precz!... On należy do tej ludzkiej rzeszy,
Która i dobrze czyniąc, jeszcze grzeszy.
MIRZA
I mnie to tknęło. Lecz tyś dlań zbyt sroga:
Przyznaj to sama.
JUDYTA
O! nie, moja droga.
Każda kobieta wymagać ma prawo,
By mąż w złej dobie37 był radą i sławą;
Trwożność mężowi mąż wybaczyć może,
Kobieta nigdy. Wybaczym podporze,
Jeśli się złamie; lecz duch nasz nieskory
Wybaczać samą potrzebę podpory.
MIRZA
Czyś ty naprawdę to przypuszczać śmiała,
Że według twego on życzenia zdziała?
JUDYTA
Kto na się rękę podniósł w dni rozkwicie,
I kto bezpańskiem uczynił swe życie,
Ten mógł to zdziałać. Szałem tego nie mień38,
Bo nie ma szałów w tak przeświętej sprawie.
Jam uderzyła w niego, niby w krzemień,
Niepewna, czy go rzucę, czy zostawię;
Szukałam iskry, od której by cała
Płomieniem dusza moja rozgorzała:
Iskry nie było, kamień depczę nogą.
MIRZA
Ale nie pytasz o to, jaką drogą
Dojść tam, gdzie można spełnić czyn ofiarny.
JUDYTA
Łucznik, co pyta, nie trafi w punkt czarny
Na białej tarczy. Jest ręka i oko.
Jak gołębica, szukająca gniazda,
Jam go ujrzała w przestrzeni, wysoko:
Mignął mi, niby zamglona gdzieś gwiazda;
I dusza, która w tej zwątpienia nocy
Pierwsza powstała z powszechnej niemocy,
Musiała powziąć i myśl wyzwolenia.
Lecz idź się posil.
MIRZA
To rzeczy nie zmienia:
Pójdę, lecz z tobą.
JUDYTA
Smutno patrzysz... Zgoda.
A potem użyj całego natchnienia:
Niech będę strojną jako panna młoda;
Dziś powinnością jest dla mnie uroda.
obie odchodzą
Zmiana.
Scena przedstawia otwartą przestrzeń Betulii. Gdzieniegdzie widać tyły domów, pomiędzy drzewami palmowymi i platanami; w głębi zaryglowana brama miejska, nad którą panuje okolica górzysta.