SCENA 4

Holofernes, Judyta, Mirza, Podkomorzy

HOLOFERNES

do Judyty

Czy wasze miasto dużo wężów chowa?

JUDYTA

Nie; lecz szaleńców jest dość.

HOLOFERNES

Ani słowa!

Zmieść Holoferna; błyskawicę bożą,

Której pożarem łuny światu grożą

Zagasić nagle; przerwać rozwój wątku,

I nieśmiertelność zagłuszyć w zaczątku;

Rzeknąć: Wasz olbrzym, patrzcie, jaki słaby!

To, nie zaprzeczam, ma swoje powaby.

To znaczy prawie psuć losu układy;

I ja, nie będąc, czym jestem, co tworzę.

Sam, na Baala! skusiłbym się może,

Gdyby to smrodem nie trąciło zdrady.

Ale rzecz wielką spełnić w sposób mały;

Powiedzieć sobie: — lew, a więc wspaniały;

Z tej wspaniałości usnuć nań sieć zdradnie

I patrzeć, aż w nią nieoględnie wpadnie;

Czyn niebezpieczny podjąć, lecz wprzód skrycie,

Nikczemnie, sobie zabezpieczyć życie:

To znaczy z błota lepić swoje bogi.

Ty sama byś to potępiła przecie;

Choćby ofiarą był ci człowiek wrogi,

A wykonawcą najmilszy na świecie.

JUDYTA

Tyś olbrzym wpośród karłów. na stronie Ojców Boże!

Przede mną samą ratuj moją duszę,

Bym nie uczciła, co przeklinać muszę.

To mąż prawdziwy!

HOLOFERNES

do Podkomorzego

Przygotuj mi łoże.

Podkomorzy odchodzi

Słuchaj kobieto. Ręka ma po ramię

Broczyła we krwi, myśl ma spokój łamie,

Słowo jest śmiercią. Świat na wszystkie strony

Zda mi się nędznym: myślę, żem zrodzony

By go ze szczętem znieść, bo na ruinie

Coś się lepszego pode mną rozwinie.

Ludzie mnie klną, gdy grom mój ich oślepia,

Lecz się ich klątwa duszy mej nie czepia;

Dusza zaledwie skrzydłami poruszy,

Klątwa, jak puste nic, opada z duszy:

Więc prawem chyba jest moje działanie.

— „Musisz nie wiedzieć jak to boli, panie.”

Skomlał ktoś z mego palony rozkazu.

— „Nie wiem istotnie” — rzekłem. I od razu

Rękę w płomienie włożyłem na chwilę.

Głupstwo, że o tym rozpowiadam tyle.

JUDYTA

Przestań już, przestań! do siebie Ach! Jam go skazana

Zabić, lub upaść przed nim na kolana.

HOLOFERNES

Tak! Tylko siła i wszystko jest w sile!

Niech ktoś, i owszem, przeciwko mnie stanie,

Niech mnie obali, weźmie panowanie;

Ja tęsknię za nim... Puste to podniebie:

Nikogo większym nie widzę nad siebie.

Miecz coraz głębiej wpijam w łono świata.

Krzyk stamtąd coraz boleśniejszy wzlata,

Żaden się jednak nie zrywa obrońca:

Więc go snadź81 nie ma, jak drugiego słońca.

Jest ktoś przede mną, który idzie przodem,

Który mi piersi uciska kolanem:

Nebukadnezar... Czy równy mi rodem,

Nie wiem, lecz to wiem, że jest moim panem.

Może on jeszcze, za miłą zabawę,

Tę głowę moją rzuci psom na strawę;

Może ja, jego spełniając zamiary,

Raz jeszcze zwiedzę indyjskie obszary.

Wtedy — och! wtedy... Ja wiem, że stanowię

Miarę ludzkości całej, że na głowie

Choć mi przekleństwa tłumów zaciężyły,

Mnie nie roztrącą wiekuiste siły.

Przejdą przede mną zmienne pokolenia:

Ja, niewzruszony, sam mocą ramienia

Panować będę niepodzielnie, z chwałą,

Jak bóstwo, które ze strachu powstało.

JUDYTA

A jeśli niebo gromy piorunowe

Zbudzi wprzód, aby strzaskały twą głowę?

HOLOFERNES

Wtedy ja rękę wyciągnę nad światem,

Jakbym to niebu sprawić kazał sam.

A promień śmierci mnie swym majestatem

Ostatnim kryjąc, niebu zada kłam.

JUDYTA

Ty! Straszny, wzniosły!... Mnie przejmuje trwoga.

Wciskasz się między mnie i mego Boga.

Chcę się doń modlić, myślę bezprzytomnie,

Nie mogę zebrać ducha.

HOLOFERNES

Módl się do mnie!

JUDYTA

Straszny człowieku! Teraz widzę jasno

Że ty zbytecznie ufasz w siłę własną.

Nie zważasz, jaka nastąpiła zmiana;

Że ty ze sługi pozyskałeś pana.

Bo i do czegóż ona tobie służy?

Nie, by nad sobą objąć panowanie;

Ty jej zażywasz zuchwale, jak burzy,

Sądząc, iż ona za wszystko ci stanie,

Na łup oddajesz ją żądzy wszelakiéj:

Jeźdźcze, ty własne zajeżdżasz rumaki.

HOLOFERNES

Judyto, słusznie ty śmiejesz się ze mnie.

Kobiecie rzecz tę tłumaczyć daremnie,

Do której ona nigdy się nie wzniesie.

JUDYTA

Ucz się szanować mnie Holofernesie!

dumnie

Widzisz kobietę, która śmierci grotem

Przyszła cię przeszyć i oznajmia o tém.

HOLOFERNES

Oznajmia o tym! By w tym samym czasie

Uniemożliwić w czynie wolę własną;

Jest to lęk skryty, co za wielkość ma się.

Ja cię przenikam, widzę ciebie jasno:

Umysł twój bywał do wielkości skory,

Lubiłaś zawsze nadzwyczajne wzory,

I tamci głupcy tobie uwierzyli.

Teraz twa dusza do ziemi się chyli,

Boś tu pierwszy raz spostrzegła człowieka,

I teraz inne cię wyjście nie czeka

Od zwątpień tkwiących w głębi twego łona,

Tylko dla wroga cześć nieokreślona.

Szukasz więc prądu, na którego fali

Mogłabyś zwrócić bieg i płynąć daléj;

I w najtajniejszych głębiach swej istoty

Myślą przebiegasz te wszystkie obroty,

Jak by mnie wtrącić w samoponiżenie

A samej z prochu wznieść się nieskończenie.

Gdybym, nieprawdaż, kazał cię w kajdany

Zakuć, umęczyć i zabić nareszcie,

Byłby to dla cię tryumf niesłychany!

Kobiety! Jakże wy śmieszne jesteście!

Przyszłaś mnie zabić, ty, dumna niewiasto,

By swe ocalić zagrożone miasto?

A czy wiesz, jaka wzroku mego siła?

Gdybyś mi wino zatruła w tym dzbanie,

Spojrzałbym tylko na ciebie i na nie...

I ty byś sama czarę wychyliła.

JUDYTA

Prawdą więc były Achiora słowa:

Nad wszystkie głowy Holoferna głowa.

HOLOFERNES

Wielka umysłem a słabego serca!

Chwiejesz się; tyś mnie nareszcie pojęła.

Przy moim łożu stał już raz morderca:

Lecz zamiast żwawo przystąpić do dzieła,

Dzwoniąc zębami błagał wszystkie bogi

Aby do czynu dodały mu siły.

Aż mnie te modły jękliwe zbudziły...

Pada przede mną, głosem pełnym trwogi

O przebaczenie prosząc. Ja mu dałem

Od tejże doby82 straż nad moim ciałem,

I odtąd wszędzie zasnąć mogłem śmiało:

Padł przy mnie w bitwie ugodzony strzałą.

JUDYTA

do siebie, w pomieszaniu

Ja chcę, ja muszę... Cicho, serce zdradne.

W jakąż ja hańbę na wieczność popadnę,

Jeśli nie zdołam...

HOLOFERNES

ściskając jej rękę

Powiadam ci szczerze,

Judyto: gdyby mi moi żołnierze

Jeńcem przywiedli wyższego człowieka,

Nie złość spotkałaby go, lecz opieka.

I gdyby to był przeciwnik mój srogi,

Jak ty mi groził, jak ty patrzył dumnie,

Przeszkody bym mu usuwał z pod nogi

I włos by jemu nie spadł z głowy u mnie.

Bo ja znam tylko jeden grzech: jeżeli

Na wielkość mały rzucić się ośmieli,

I gdy w koronę ustroić się stara.

Toż czciłem nawet Nebukadnezara

Póki zbytecznie nie zatył. bardzo poważnie

Judyto!

Gdybym mógł ulec przed jaką kobiétą,

To tą kobietą ty jesteś jedyna;

I ty byś była matką mego syna,

Czyli, jak u was nazywają, żoną!

Ale nie minął okres pięciodniowy:

Więc gdy do jutra nie zdejmiesz mi głowy,

Jaka ci kara ma być wymierzoną?

JUDYTA

Wtedy przed tobą padnę na kolana,

Czcząc jako mego jedynego pana

I Boga ojców moich.

HOLOFERNES

Zgoda!... Wreszcie:

Czy tak, czy owak, jutro będę w mieście.

Już moi zbrojni tak je opasali,

Ze tylko stuknąć, a brama się zwali. odpasuje miecz

Teraz ja spać chcę, udam się na łoże.

Jak ja, wojownik, snu czekać nie może:

Ja jemu rozkazuję; i z wysokiéj

Kolebki życia jednym żwawym skokiem

Nurzam się w morzu ciemnym i głębokiém,

Gdzie się do życia czerpią nowe soki.

Ty drżysz, kobieto, i cofasz się wstecz?...

Chcesz być mym stróżem?... To leży mój miecz!

Odchodzi do sypialni. Judyta idzie, tak jakby także chciała odejść, ku drugiej stronie sceny; potem staje i wolno powraca na środek.