SCENA 5

Judyta i Mirza.

JUDYTA

Stanęłam nad tą przepaścią zbyt wcześnie,

Którą mi, Panie, ukazałeś we śnie.

Lecz gdy się rzucę w to ciemne przestworze,

Czy ty tam będziesz, ojców moich Boże,

Czy mnie tam przyjmiesz w ojcowskie ramiona,

Do ojcowskiego czy przyciśniesz łona,

Czy sprawisz, zgrozy nim przejmą mnie dreszcze,

By pamięć tego zagasła nade mną

Com uczyniła... przebóg! czegom jeszcze

Nie uczyniła? Jestem jak w noc ciemną

Ów człowiek, który w cel zakryty mierzy,

A trafić musi, bo na tym zależy

Cały byt jego. Więc oko przymyka,

Drży jego ręka... nacisnął... wykrzyka

Krzykiem okropnym, bo zwalił on może

To, co mu było najdroższym. O! Boże,

W umysł mój wpija się jakaś myśl dzika,

Jakobym w niego uderzając, razem

Zabiła siebie, za Twoim rozkazem;

Jakoby strzała w niego wymierzona

Miała się zwrócić do mojego łona;

Och! i jakkolwiek wzniosę się wysoko,

Nie może nigdzie minąć go me oko.

Tylko go uczcić nie mogę. I czemuż?...

Mnie się wydaje — duszo moja, przemóż83

Te trwogi — że on ma słuszność: na świecie

Nie ma dobrego i złego, jedynie

Wielkie i małe. Boże! Ty sam przecie,

Który w bezbrzeżnej panujesz dziedzinie;

Zjawiasz się tylko w gromie, w błyskawicy,

Bolesne łono rozdzierasz ziemicy,

Że buchająca z głębin moc płomienia

Oblewa grody i w popiół zamienia;

Z okrytych źródlisk ty wypuszczasz wody,

By przez nie całe wyniszczyć narody.

I on jest takim. Co ja mówię, Boże!

Czyż on tak moją już opętał duszę,

Że ona myśleć inaczej nie może

I ja żyć według jego wskazań muszę?

Ha! On mnie odwiódł od mojego Boga;

Więc zginie. Tylko jeśli zniszczę wroga,

Może Bóg moje odstępstwo przebaczy;

Więc zginie. Czuję: to przeklęte serce

Zdolne pokochać zbójcę i wydziercę;

Więc zginąć musi Holofern: inaczéj

Jam odtrącona. Stań przy mnie, Jehowo,

I niech w tym domu stanie się Twe słowo!

Otwiera zasłonę sypialni. Holofernes spoczywa na łożu: tarcza i zbroja obok niego.

On śpi spokojnie, mam otwartą drogę!

Lecz czyż śpiącego zamordować mogę?

Ach, niedorzeczna! Gdy go sen odleci,

Czyż ramię twoje na czyn się odważy?

Już jakby wietrzyk muska go po twarzy,

Niebawem we śnie może go oświeci

Błysk ducha: wtedy za późno, niewiasto!

Rzeź i pożoga czeka twoje miasto.

A gdy mu obie ręce, wśród płomieni

Dymiąca ziomków twych krew zaczerwieni,

Ty musisz krzyknąć: chwała tobie, chwała!

I doń się modlić, jakoś ślubowała.

Więc... Módl się za mnie, Mirzo!... Tam jest łoże,

Tu miecz... Czas nadszedł... Dopomóż mi, Boże!

Chwyta za miecz Holofernesa i wpada do sypialni: zasłona się zasuwa.

MIRZA

Panie! Bądź przy niej i wskazuj jej drogę!

Wątpiłam; teraz wątpić już nie mogę:

Ona to spełni! Z dala słychać muzykę i okrzyk wojenny

Co to znaczy? Biada!

Jakiż to okrzyk do obozu wpada?

Coraz to bliżej... Jeśli kto w tę stronę

Zaniesie kroki, jesteśmy zgubione!

Muzyka i okrzyki coraz bliższe i dziksze.

Trąby i bębny... Czy mnie słuch nie myli?

To nasi! Czyżby aż tu się przebili?