SCENA 6
Już podczas ostatnich słów, pomiędzy ludem ukazuje się Judyta z Mirzą. Poprzedzający, bez Assada; wkrótce potem z lewej strony wchodzi Samaja.
DANIEL
Jakkolwiek wielki wróg i mnogie tłuszcze
Dom wasz obległy — mnie małego dość,
By wielkość zwalić i ukorzyć złość.
Ja mieszkam z wami, ja was nie opuszczę,
Jeśli wy przy mnie zarówno dotrwacie...
Podaj mi rękę, o! drogi mój bracie!...
SAMAJA
Twój brat nie żyje: ukamienowany.
Słowo go twoje zabiło, nie ręka:
Za jego miłość to twoja podzięka.
Razem spędziłem z nim wiek młodociany,
To był przyjaciel mój drogi, jedyny;
Chciałem go bronić: tych było zbyt wielu,
Co na twe słowo wściekli się, Danielu!
Nie poradziłem: on umarł bez winy.
„Niech brat od ciebie opiekę otrzyma!”
Rzekł, gasnącymi spojrzawszy oczyma
Na mnie, gdy stałem z pochyloną głową,
I padł z obliczem smutnie uśmiechniętém;
A ja ci jego to ostatnie słowo
Rzucam płomiennym w duszę testamentem.
DANIEL
usiłuje przemówić, nie może, kończy jęczeniem
SAMAJA
do ludu
Wstydźcie się za to, że jeszcze klęczycie,
Wstydźcie się bardziej za odjęte życie
Temu, co dobrze wam życzył. Azali46
Myślicie, te was złości wasze strzegą?
Żeście, rzucając tak gwałtownie w niego,
W nim własne grzechy ukamienowali?...
Oprzytomniejcież! Powiem wam, jak było:
To, co on mówił z przekonania siłą,
I bez obawy przed Najstarszym, ale
Biorąc do serca wasze własne żale,
Myśmy to we dwóch dziś na wszystkie strony
Obgadywali, a niemiec47 skulony
Siedział jak zawsze, słuchał bez udziału,
Żadnych nie dając oznak tego szału. do Najstarszego:
A ja wam mówię, żem chęci tej saméj,
Co mój druh biedny. Tak! Otworzyć bramy,
Gdy takie widać są Boskie wyroki;
Zdać się na łaskę, niełaskę — bez zwłoki. do Daniela:
Pokaż, iż przez cię przemawiał Pan świata,
Przeklnij mnie, jakeś przeklął swego brata!
DANIEL
w najwyższem uniesieniu chce przemówić i nie może
SAMAJA
Widzicie — prorok!... Ot, przechwałka pusta!
To szatan z piekła odemknął ci usta,
A Bóg je zamknął na powrót na wieki.
Możecież wierzyć, że Pan w wielkiej chwili,
Głos daje niemym, ślepym wzrok daleki,
Po to, by mordy nad braćmi czynili?
DANIEL
uderza się pięśćmi
JUDYTA
wstępując w środek
Nie daj się kusić, betulijski ludu!
Gdy was owiała moc Boskiego cudu,
Żeście w zachwycie upadli przed Panem,
Ścierpicież, aby było powiedzianém
Wpośród was samych i całego miasta,
Że to kłam tylko?
SAMAJA
Czego chce niewiasta?
Judyto zacna, co twe słowo znaczy?
Czyliż nie widzisz, że ten tu w rozpaczy
Miota się? On by krzyczał w niebogłosy,
Gdyby mógł krzyczeć... Daniel wydaje przeraźliwy jęk
On rozpaczać musi,
Póki sumienie własne go nie zdusi,
Póki człowiekiem jest.
do Daniela
Rwij sobie włosy,
Głową w mur trzaśnij, zostaw mózg na murze,
Aby go zbiegła lizać psów gromada;
Oto jedyna ma dla ciebie rada,
Ty, bratobójco! Co przeciw naturze,
To przeciw Bogu!
AMMON
On słusznie powiada.
BEN
Czyn bratobójczy nie może ujść płazem!
JUDYTA
do Samai
Czyś ty jest Panu świata drogoskazem?
Wszakże to każdą Pan uświęca drogę,
Po której stąpa?
SAMAJA
Zgodzić się nie mogę,
By zbożnym było, co wstrętne naturze.
Jeśli zamierzył Pan uczynić cud,
Czemu nie każe rozpęknąć się chmurze,
Aby spragniony napoiła lud?
Czemu, gdy jęczy jego rzesza wierna,
Nie zmieni cudem serca Holoferna,
Byśmy w odwrotnym ujrzeli go szyku
Odchodzącego od nas?
HOZEA I AMMON
zamierzając się na Daniela
Giń, grzeszniku,
Który sprawiłeś kuglarskimi dziwy,
Że śmiercią zginął człowiek sprawiedliwy!
SAMAJA
wstępując pomiędzy nich i Daniela
Kaina ramię nie dotknie niczyje,
Wyrzekł Pan. — Ja zaś w sobie ten głos Pana
Słyszę dziś. Kain sam siebie zabije!
Jeśli ten człowiek dożyje do rana,
Grzech swój udźwignie przez dzień i noc całą,
Niechby się według jego głosu stało;
Schnijcie powoli, lub czekajcie, aże
Dla wyzwolenia was cud Pan pokaże.
Lecz jeśli umrze, o! to moja rada,
Abyście idąc za głosem Assada,
Otwarli bramy. Jeśli was tak gniecie
Grzechowy ciężar, że tuszyć48 nie śmiecie,
By cud się zjawił dla was za bramami,
I was wybawił — wyrżnijcie się sami.
Ogłoście święto mordu; niech druh druha,
Syn ojca, matki, brat brata usłucha,
W dowód miłości nóż wbije mu w serce,
I niech się wzajem wytępią morderce!
Niemego biorę do domu.
do Daniela
Więc w drogę!
do siebie
Tegoż ja przecie dopuścić nie mogę,
By przez jednego obłąkańca cała
Społeczność miejska zagubić się dała.
Zamknę go z sobą, podam mu nóż w dłonie,
I póty będę szeptał mu, aż skłonię,
Aby się zabił: potem zobaczemy...
Szczęście, że nie jest głuchy, tylko niemy.
Samaja i Daniel wychodzą
AMMON
Poddać się... poddać! To środek jedyny.
BEN
Więc nie czekajmy dłużéj..
HOZEA
Ni godziny!
AMMON
Do bram!
WSZYSCY
Otwierać!
JOZUA
mieszczanin
A czyja w tym sprawa,
Że miasto dotąd wciąż oporem stawa?...
To nasi starsi i nasi kapłani...
JUDYTA
na stronie
O, nędzna tłuszcza! Ona teraz gani
Tych, którzy jedni sprawili to przecie,
Że ten lud, nicość, dziś jest czemś na świecie.
głośno
Podłym postępkiem w tej nieszczęsnej chwili
Chcecież pokazać, żeście zasłużyli
Na to nieszczęście?
JOZUA
Ja gdym o pochodzie
Holofernesa wieść zasłyszał w grodzie,
Wraz49 pomyślałem: co wszczynać niesnaski,
Wyjść przeciw niemu i ubłagać łaski.
Dziś byśmy sobie siedzieli w spokoju,
Mieli dostatek jadła i napoju.
A teraz, cóż się zrówna z nędzą naszą?
Chyba męczarnia, którą w piekle straszą.
WSZYSCY
Biada nam! Biada naszej krwi!
JOZUA
Więc śmiało!
Wydalić z miasta precz starszyznę całą,
Holofernowi wydać ją! Jeżeli
On przebaczenie opornej udzieli,
To dobrze; jeśli przeciwnie, niech raczéj
Zamiast nas, ona jemu się tłumaczy.
AMMON, BEN I HOZEA
Czy nas to zbawi?
JUDYTA
To do tego zmierza,
Jakbyście w jakiejś niebezpiecznej chwili,
Zamiast się bronić, dzielnego płatnerza50,
Co wam miecz ukuł, w podziękę zabili!
AMMON, BEN I HOZEA
Czy to pomoże?
JOZUA
Zapewnić was mogę:
W starszyznie dajem nie rękę, nie nogę,
Lecz głowę naszą!
WSZYSCY
Dobrze mówi! Zgoda!
JOZUA
do Najstarszego, który się nieruchomie przypatruje
A cóż ty na to?
NAJSTARSZY
Dla mnie żadna szkoda.
Gdyby pomogło, sam bym wam poradził;
Osiemdziesiąty rok ciężko mi służy,
I czas mi wielki do wielkiej podróży:
Ojce wołają, bym się k’nim sprowadził.
Mnie tam o kilka oddechów nie chodzi.
Choć przyzwoitszy grób mieć mi się godzi,
Niż we wnętrznościach dzikiego zwierzęcia.
Lecz jeśli to ma uciszyć gniew księcia,
I o grób mniejsza: ja jestem gotowy,
I dar wam czynię z mojej siwej głowy;
Tylko się śpieszcie z rozrządzeniem ciała,
By was przypadkiem śmierć nie skrzyżowała.
Pozwól mi jednak raz jeszcze, narodzie,
Użyć tej głowy ku własnej wygodzie.
Wszak nie ja jeden, lecz słyszę, wskazani
Są wszyscy starsi i wszyscy kapłani?
Nie łaskaż przejrzeć, jaka liczba będzie
Tych, którzy stanąć mają w ofiar rzędzie?
Jeśli sam ginąc, mogę zbawić — zginę;
Lecz niech za wszystkich wszystką przyjmę winę!
JUDYTA
groźnie
O! wy bezduszni! Słyszycie te słowa,
I jeszczeż wasza nie zgięła się głowa
Pod stopy starca, który tak bez granic
Wam się oddaje!
JOZUA
Człek to niedzisiejszy:
On wie, że opór nie zdałby się na nic;
Wymyślił inny, własny a silniejszy.
Niechaj i jagnię ma język tak gładki,
To ani jedno nie pójdzie na jatki.
Nie ciebie jedną wzruszył on wśród nas.
JUDYTA
Sam sobie nie mógł on zaprzeczać; lecz
Cały wasz zamiar zniweczyć miał czas.
Mógł się on zabić i chwycił za miecz;
Jam to spostrzegła i podeszłam wraz,
By mu przeszkodzić. Lecz błysło niebawem
Zwycięstwo ducha na obliczu prawém:
Jakby zawstydzon, cofnął rękę drżącą,
I spojrzał w niebo łzawo i gorąco.
NAJSTARSZY
do Judyty
Nazbyt szlachetnie przedstawiasz mnie: jam
Słuchał tylko; rozkazał Ten... tam!
wyciąga rękę do nieba
AMMON I BEN
do Jozuara
Zła twoja rada i na nic nam zda się.
HOZEA I LUD
My nie pójdziemy za nią, Jozuasie!
JUDYTA
Dzięki wam!
JOZUA
Ale na to zgoda przecie,
Że bramy sami otworzyć każecie;
Bo wróg, najdzikszy nawet, mniej się sroży,
Kiedy przeciwnik bramy mu otworzy,
Niż gdy je musi otwierać przebojem.
Jeśliś dotknięty przełożeniem51 mojém,
Jutro przeproszę cię... gdy będziem żyli.
Teraz daj rozkaz i ruszajmy w drogę
Do bramy!
JUDYTA
do Najstarszego
Odrzuć ten rozkaz.
NAJSTARSZY
Nie mogę.
Już i sam nie wiem, co radzić w tej chwili.