SCENA 7
Poprzedzający. — Achior, wchodzi uzbrojony.
ACHIOR
Otwórzcie bramy! Nie mniemajcie przecie,
Że Holoferna łaskę osiągniecie.
Przysiągł, że naród, co jego potęgi
Niepomny, podda się ostatni, srodze
Wytępi z ziemi: a wyście na drodze
Jego ostatni.
JUDYTA
Przysiągł?
ACHIOR
I przysięgi
Dotrzyma wierniej, niż kto bądź na świecie.
Gniewał się na mnie i uznał za wroga,
Żem mu przedstawiał moc waszego Boga.
Gniew jego — to śmierć. Ale on, jak wiécie,
Zamiast mnie zabić, do was mnie przysyła.
Tak on nie wątpi już, że żadna siła
Upadku miasta nie wstrzyma, iż mnie,
Względem którego nienawiścią tchnie,
Głowę mą ceniąc na złoto — śle przodem,
Pewny, że w ręce ja wpadnę mu sam,
Razem z podbitym przez niego narodem,
I głowę oddam.
WSZYSCY
Nie otworzym bram!
AMMON
Jeżeli miecz ma rozstrzygać, toć przecie
Miecz jest i u nas.
JOZUA
Więc oznaczcież czas:
Boć wszystko koniec musi mieć na świecie.
BEN I HOZEA
Czas, czas oznaczyć!
NAJSTARSZY
Bracia! błagam was!
Pięć dni wytrwajcie; pięć i szóstą noc:
Pięć dni — a Pańska okaże się moc.
JUDYTA
A gdy z pomocą Pan dłużej wytrzyma?
NAJSTARSZY
To wtedy dla nas ratunku już nie ma:
Umrzemy. Jeśli ma pomoc przyjść z nieba,
Więcej niż pięciu dni na nią nie trzeba;
I tak niejeden umrze z tego grona.
JUDYTA
uroczyście, tak jakby wymawiała wyrok śmierci
Tak chcecie... a więc, za pięć dni On skona!
NAJSTARSZY
W ostateczności, ostateczna rada.
Pięć dni wyżyjem: ale nam wypada
Święcony olej rozdzielić i wino;
Spożyć ofiarę. Biadaż mi, och! biada,
Za taką radę!
JUDYTA
Prawda! do Ludu Hej, drużyno!
Kto nie ma do stracenia, ten zwycięża!
Zróbcie wycieczkę choć w kilkaset męża.
Wszak tuż za murem są małe krynice,
Więc się rozdzielcie na dwie połowice:
Jedna niech bramy i odwrotu strzeże,
A druga wody obficie nabierze.
Nie lepiejż młodym, niż, jak radzi stary,
Obdzierać ołtarz ze świętej ofiary?
NAJSTARSZY
Widzisz! Nikt z całej nie ozwał się rzeszy.
JUDYTA
Więc nie rozumiem, ale to mnie cieszy.
Gdy garstka ludzi za murem was straszy,
Tym mniej do miary stosuje się waszéj
To, byście miłe narażając głowy,
Napój ściągali ze stołu Jehowy.
NAJSTARSZY
Ale potrzeba gwałtowna zachodzi,
I to się stokroć, tysiąckroć nagrodzi —
Gdy twoja rada źle jest pomyślana.
Brama otwarta — to śmiertelna rana
Na ciele grodu. Wszak Dawid, w potrzebie
Jedząc chleb święty, nie zjadł śmierci w chlebie.
JUDYTA
Dawid! Ależ to był wybraniec Boży!
Bądźcie jak Dawid przesławnej pamięci,
Czyńcie jak Dawid, a wróg się zatrwoży,
Jedzcie i pijcie, a to was uświęci.
HOZEA
Co będziem słuchać?..
AMMON
Hańba, kto nie słucha!
To jest niewiasta największego ducha
W całej Betulii. Choć wielce zamożna,
Taka jest dobra, tak dziwnie pobożna;
Nędznych odwiedza w najlichszym zakątku,
Szafarką52 mieni się swego majątku,
Nie właścicielką. Gdy złej naszej doli
Pan zechce ulżyć, to tylko jej gwoli53.
JUDYTA
do Achiora
Opowiedz o nim, wszak znasz Holoferna?
ACHIOR
Siła nadludzka i buta niezmierna.
On krwi mej żądny, ale ja go przeto
Nie nienawidzę. Wierzaj mi, kobiéto,
Gdyby miecz podniósł i nadstawił szyję,
I rzekł: „Zabij mnie, bo ja cię zabiję!”...
Ja nie wiem, co bym wybrał.
JUDYTA
Toteż za to
Życiem, wolnością, spłacił cię bogato.
ACHIOR
Bynajmniej! Gdybyż to tak było! Ale
Mnie na myśl biją do głowy krwi fale,
Jak on pogardzać musi takim mężem,
Którego wrogom odsyła z orężem!
JUDYTA
Więc to okrutnik?
ACHIOR
Jednak nie bez granic,
I nie z natury. Cały świat ma za nic,
Kto bawi54 przy nim. Za jego rozkazem
Jechałem przy nim gór szczytem. Aż razem
Wyjrzy przed nami taka rozpadlina,
Że aż się w głowie zawracać poczyna.
On wspiął ostrogą swego berberczyka55,
Który o lepsze lubił chodzić56 z chmurą:
Ja go wstrzymuję, bo mnie strach przenika.
„Ja nie chcę na dół, ale owszem górą!”
Rzekł i nad przepaść takim prysnął lotem,
Że nim ja ruszył, on był już z powrotem.
Zeskoczył z konia, znużenia ni znaku,
I legł wygodnie do snu na czapraku57.
I jam zsiadł z konia, a zdjęty zapałem,
Kraj jego szaty ucałować chciałem.
Wstyd! W niewolniczym ku niemu zapale,
Gdy mówię o nim, wciąż go tylko chwalę.
JUDYTA
Kobiety lubi on, jak niesie wieść?
ACHIOR
Kobiety?... Lubi, tak jak pić i jeść.
JUDYTA
Myślałam, że inaczéj..
ACHIOR
Byłaś w błędzie.
To jego cacka58.
JUDYTA
Przeklętym niech będzie!
ACHIOR
Co chcesz! Jam jedną z mego ludu znał,
Która, że ją porzucił, zdjęta szałem,
Wkradła się do tej komnaty, gdzie spał,
Gołym sztyletem grożąc mu nad ciałem.
JUDYTA
A on co?
ACHIOR
Śmiał się tak długo, tak długo,
Aż ona padła zalana krwi strugą:
Tak straszną była tego śmiechu siła,
Że własnym nożem przebiła się biédna!
JUDYTA
Dzięki ci! Taka wieść wystarczy jedna,
By bohaterstwo męskie roznieciła.
Wstępuje w pośrodek Ludu, wszyscy ją otaczają półkolem; ona podnosi rękę do góry.
Koniec być musi!
ACHIOR
Judyto! Co tobie?
JUDYTA
w natchnieniu, uroczyście
Powstańcie wszyscy, coście legli w grobie
Za jego sprawą. Otwórzcie swe rany,
Niech się w nie wpatrzę! Dalecy i bliscy,
Których on shańbił, powstańcie tu wszyscy!
Sąd się rozpocznie przed Panem nad pany.
Ukażcie swoje oblicza wybladłe,
Raz jeszcze oczy otwórzcie zapadłe,
Niech w nich wyczytam wyrok wypisany
Na głowę jego. Za was wszystkich mszczę się!
Na sąd cię Boży zwę, Holofernesie!
Więc zbrodnie twoje na widok, na słońce!
Mszczę się za zmarłe, wstawiam za żyjące.
Minął czas gwałtu, powstaje czas kary. do Achiora
Powiedz, czym dość jest piękną do ofiary?
EFRAIM
nadchodząc, do siebie
Z jakimże dziwnym przemawia zapałem!
ACHIOR
spoglądając z bliska na Judytę
Tobie podobnej nigdy nie widziałem.
JUDYTA
do Najstarszego
Z Holofernesem chcę widzieć się sama:
Rozkaż, niech dla mnie otworzy się brama.
NAJSTARSZY
Co ty zamierzasz, jaki jest twój plan?
JUDYTA
To wiedzieć może tylko Bóg, mój Pan.
NAJSTARSZY
dając znak
Niechże się brama dla ciebie otworzy!
EFRAIM
Judyto! Cóż cię tak nagli?
JUDYTA
Duch Boży.
do Mirzy
Czy masz odwagę iść ze mną za bramę?
MIRZA
Mniej bym jej miała puścić cię tam samę.
JUDYTA
Jakom prosiła cię, czy tak się stało?
MIRZA
Chleb, wino, olej — jest; ale za mało.
JUDYTA
Za wiele.
EFRAIM
na stronie
Gdybym wiedział, co się stanie,
Byłbym stanowczo spełnił jej żądanie!
JUDYTA
postępuje kilka kroków ku bramie, następnie zwraca się do Ludu
Ufnością w Boga duszę mą uzbroję.
Módlcie się za mnie, jakby za umarłą!
Imienia mego uczcie dzieci swoje,
By się w pamięci ludu nie zatarło.
Odchodzi z wolna ku bramie, którą zbrojni otwierają. Na odchodzącą pada blask zachodzącego słońca. Po jej odejściu wszyscy, oprócz Efraima, padają na kolana, w skupieniu modlitewnym, któremu towarzyszy daleka muzyka.
EFRAIM
Gdybym ją mógł ocalić!... Ach! Co czyni?
Ha! Pójdę za nią do tej lwiej jaskini.
odchodzi