SCENA III
Ciż, Filip, Dunois, La Hire, Chatillon i dwaj inni rycerze z orszaku księcia
Filip zatrzymuje się w miejscu — Król chce iść na jego spotkanie, ale go książę uprzedza, a w chwili, gdy chce ugiąć przed nim kolano, król bierze go w swe objęcia.
KAROL
Pośpiech twój tylko uprzedził nas, książę!
Chciałem cię spotkać, lecz szybkie masz konie.
FILIP
Nie dziw! Do mojej powinności dążę.
ściska i całuje w czoło Agnieszkę
Wybacz, kuzynko, ale w mojej stronie
Jest to obyczaj, któremu bez sporu
Piękność ulega.
KAROL
Podług naszych wieści
Na dworze twoim szukać trzeba wzoru
Wdzięcznej godności i krasy niewieściej.
FILIP
Ze wszystkich skarbów burgundzkiej krainy
To jest najdroższe, czem ją niebo darzy.
KAROL
Lecz ty sam, książę, przyznaj się do winy,
Albo się musisz oczyścić z potwarzy.
Że lekceważąc miłość i jej wiarę,
Nie wierzysz w wierność.
FILIP
Najcięższą swą karę
Ma samo w sobie każde odszczepieństwo!
Błogo ci, królu, żeś się w tem z natchnienia
Pięknego serca ustrzegł doświadczenia!
postrzega Arcybiskupa, podaje mu rękę
Witaj, pasterzu! Twe błogosławieństwo
Niech stwierdzi węzły braterskiego związku!
Dawnom cię widział, bo, chcąc spotkać ciebie,
Trzeba iść, widzę, drogą obowiązku.
ARCYBISKUP
O dniu radosny! Teraz mię do siebie
Pan niech powoła! Cóż bym więcej żądał
Widzieć na ziemi, gdym ten dzień oglądał?
FILIP
do Agnieszki
Mówią, kuzynko, żeś swe diamenty
Przedać kazała, by mię ścigać zbrojnie.
O, nie wiedziałem, że duch tak zawzięty
Mieszka w twem sercu. Lecz już koniec wojnie!
Wraca się wszystko, co było stracone:
Pociechy serca i ozdoby stroju.
Patrz, twe klejnoty są też znalezione!...
bierze z rąk dworzanina szkatułkę i podaje ją otwartą Agnieszce
Na wojnę ze mną były przeznaczone,
Przyjm je ode mnie za godło pokoju!
Agnieszka waha się, spoglądając na króla.
KAROL
Przyjm! Jest to zakład podwójnej świętości:
Braterskiej zgody i szczerej miłości.
Agnieszka, płacząc, usuwa się na stronę, król także usiłuje ukryć silne wzruszenie i wszyscy patrzą z mocnem wzruszeniem na obydwóch książąt.
FILIP
spojrzawszy po kolei na wszystkich, rzuca się w objęcia króla
Królu mój!
W tejże chwili trzej burgundzcy rycerze ściskają się z Arcybiskupem, Dunois i La Hirem — Król i Filip pozostają przez czas niejaki we wzajemnych uściskach.
FILIP
Jaż52 cię mogłem nienawidzić?
KAROL
Dość!
FILIP
Nie! Występek powinien się wstydzić!
KAROL
Dość! Wszystko przeszło, wszystko przebaczono!
Był to błąd losu, wpływ gwiazdy złowrogiej.
FILIP
biorąc go za rękę
Naprawię wszystko, wierzaj mi, naprawię!
Francyję całą złożę pod twe nogi,
Żadnej wsi, żadnej lepianki ubogiej
Nie będzie braknąć twych przodków dzierżawie!
KAROL
Gdyśmy złączeni, któż nas zachwiać zdoła.
FILIP
Ach, nie wiesz, królu, jak ciężkie zgryzoty
Truły mi duszę śród twych wrogów koła!
wskazując na Agnieszkę
Czemuś mi tego nie przysłał anioła?
Sam by jej widok wrócił mię do cnoty.
Lecz teraz, teraz żaden podstęp wroga,
Żadna moc piekieł, nic nas nie rozdwoi!
Tutaj się kończy moich błędów droga
Pokój mój, czuję, jest na piersi twojej!
ARCYBISKUP
stając pomiędzy nimi
A więc, książęta, pokój między wami!
Francyja znowu, jak feniks z popiołu,
Wzniesie się, blizny zakryje laurami:
Praca i ziemia bogata darami
Wrócą zamożność i miastu, i siołu53.
Lecz ci, co przez was i dla was zginęli,
Tysiące ziomków, czyż z mogił swych wstaną?
Lecz łzy, co przez was i dla was wylano,
Któż je powróci tym, co je wyleli?
Zakwitnie może przyszłe pokolenie,
Lecz przeszłe przez was było łupem zbójców;
Pomyślność synów nie wskrzesi ich ojców,
Krew ich na wasze opadła sumienie!
Obyż54 z niej przecie wyszła wam przestroga.
By, nim spór kiedy zaczniecie orężny,
Pomnieli naprzód na ludzi i Boga!
Bo wojnę łatwo rozkiełzna potężny,
Lecz wojna nie jest jako sokół, który,
Pojmawszy zdobycz, posłusznemi pióry
Wraca do łowca na dzwonek mosiężny.
Nie! Sęp to dziki, co się krwią rozjada
I gardzi głosem człowieka — i biada
Tym, co go puszczą! A nie zawsze z nieba
Cudowna pomoc zstępuje, gdy trzeba.
FILIP
Tak, królu, anioł walczy przy twym boku!
Lecz gdzież jest ona?
KAROL
Kędy jest Dziewica?
Czyżby się szczęścia chroniła widoku,
Co nam jej własna zjednała prawica?
ARCYBISKUP
Nie dla niej, panie, zgiełk dworskiej zabawy.
Gdy jej powinność nie woła na bitwy,
Gdy nic nie może dla Francyji sławy,
W ustroniu za nią przesyła modlitwy,
I w Bogu tylko, przez Boga natchniona,
Żyje dla Boga.
DUNOIS
Lecz otóż i ona!