SCENA IV
Otwarty plac przed kościołem katedralnym.
Tłum ludu zapełnia głąb sceny; ze środka jego wychodzą Bertrand, Stefan i Klaudian. Słychać z daleka muzykę koronacyjnego marszu.
BERTRAND
Słyszycie granie? To oni! Już blisko!
Pójdźmy pod kościół! Tam najlepiej z boku
Będziemy widzieć całe widowisko.
STEFAN
Gdzie tam! Nie sposób przecisnąć się w tłoku!
Zostańmy lepiej, gdzie stoim; toć przecie
I stąd coś ujrzym.
KLAUDIAN
Jak żyję na świecie,
Nigdym nie widział tyle razem ludu.
BERTRAND
Cóż za dziw? Któż by nie chciał widzieć cudu,
Nie święcić święta narodowej sławy?
A rzecz też słuszna, aby król nasz prawy
Nie mniejszy przecież miał orszak, niżeli,
Co go w Saint-Denis królem zrobić chcieli;
I by mu każdy, w czyich piersiach bije
Serce francuskie, krzyknął dziś: „Niech żyje!”.