SCENA IV
Joanna i Rajmund
JOANNA
spokojnie i łagodnie
Widzisz! Przekleństwo ściga za mną wszędzie.
Idź i ty! Po co masz cierpieć daremno?
RAJMUND
Ja miałbym odejść? Któż przy tobie będzie?
JOANNA
O, bądź spokojny! Jest, kto pójdzie ze mną!
Słyszałeś głos tych gromów? Przyjacielu,
One mi rzekły, że mam przewodników.
Co mię, chcąc, nie chcąc, prowadzą do celu.
RAJMUND
Gdzież się obrócisz? Tu obóz Anglików,
Co krwi twej pragną; tam nasi, co ciebie
Sami skazali na wstyd i wygnanie.
JOANNA
Nie bój się! Wszystko widzą tam na niebie,
I to się tylko, co stać musi, stanie.
RAJMUND
Któż cię pożywi? Kto obronić zdoła
Od dzikich zwierząt, dzikszych jeszcze ludzi?
W kim znajdziesz pomoc, gdy cię życie strudzi?
JOANNA
Znam wszystkie zdrowe i pożywne zioła,
Znam biegi planet, po nich w nocach ciemnych
Znajdę mą drogę. Szmer zdrojów podziemnych
Słyszę mem uchem! Niewiele, co trzeba,
Sama natura daje człowiekowi.
RAJMUND
biorąc ją za rękę
Joanno, przebacz, co przyjaciel powie!
Czyżby nie pora przejednać gniew nieba,
Zmyć grzech pokutą i na łonie wiary?...
JOANNA
Jak to? I ty mnie sądzisz godną kary?...
RAJMUND
Ach, czyż nie muszę? To milczenie twoje...
JOANNA
O, to już nadto! Ty jeden na świecie,
Ty mój ostatni, co niedolę moją
Podzielasz ze mną: myślałam, że przecie
Ty mię znasz lepiej!
RAJMUND
ze zdziwieniem
Czyżbyś więc nie była
W zmowie ze złemi?
JOANNA
Ja w zmowie ze złemi?
RAJMUND
I wszystkie cuda, któreś uczyniła,
Czyniłaś z Bogiem i Jego świętemi?
JOANNA
Z kimże by innym?
RAJMUND
I trwałaś w milczeniu,
Gdy jedno słowo mogło zbawić ciebie?
JOANNA
Milcząc, uległam memu przeznaczeniu,
Które tu na mnie zesłał Pan mój w niebie.
RAJMUND
Zniosłaś gniew ojca w niesłusznym zapędzie?
JOANNA
Co szło od ojca, znać przyszło od Boga.
To też ojcowska próba tylko będzie.
RAJMUND
A też pioruny? A twa niema trwoga?...
JOANNA
Niebo mówiło, jam milczeć musiała.
RAJMUND
I mogłaś ścierpieć, że Francyja cała
Będzie podzielać błąd i omamienie?
JOANNA
O, nie! To nie był błąd, lecz dopuszczenie!
RAJMUND
Więc tyś niewinna! I taką sromotę
Zniosłaś cierpliwie!... O, teraz pojmuję,
Teraz się korzę i wielbię twą cnotę.
Kto to mógł zrobić, z tym już Bóg współczuje!
JOANNA
Toż więc rozumiesz, iżby mię posłano,
Gdybym nie ślepo czciła Jego wolę?
Ani śmiej sądzić, że gdy mię wygnano,
Gdy mię skazano na wstyd i niedolę,
Bóg mię opuścił! Nie! On mi przebaczył
I tylko nowy cud swej łaski czyni.
Potrzebę serca mojego obaczył,
Wejść samej w siebie kazał na pustyni!
Gdy mię światowe otaczały blaski,
Wtenczas to, wtenczas, w sercu wrzały burze!
Teraz w ciemnościach świta promień łaski.
Zamęt żywiołów w widomej naturze,
Co zdał się w gruzy roztrząść świat poziomy,
Cud odrodzenia w duszy mojej ziścił.
Myśli wezbrały nad swój cel znikomy,
Jak to powietrze, duch się mój oczyścił,
I to, bez czego byłam mniej niż niczem.
Moc Jego, czuję, wraca w piersi moje.
RAJMUND
O, pójdźmy, pójdźmy przed świata obliczem
Ogłosić prawdę i niewinność twoją!
JOANNA
Kto błąd dopuścił, ten go sam rozjaśni.
Lecz jak i kiedy? Nikt prócz Jego nie wie.
Czas wszakże przyjdzie, że ziomkowie właśni,
Co mię dziś z wzgardą odepchnęli w gniewie,
Uznają prawdę i z gorzką rozpaczą
Razem nade mną i sobą zapłaczą.
RAJMUND
Co? Miałbym czekać, aż traf kiedyś zrządzi!...
JOANNA
biorąc go za rękę
Wszystko chcesz mierzyć na rozum człowieczy,
Co się sam tylko sędzią świata sądzi!
Lecz ja widziałam blask nadziemskich rzeczy.
Ja ci powiadam: jak gwiazdy na niebie,
Jak ziarna piasku w oceanach na dnie,
Bóg z nas każdego policzył u Siebie,
Bez woli Jego włos z głowy nie spadnie.
Widzisz to słońce u kresów zachodu?
Jak to jest pewno, że znów jutro wejdzie
I świecić będzie, tak wierz bez zawodu,
Że prędzej, później, dzień prawdy nadejdzie!