SCENA XI

Ciż i Teobald (wychodzi z tłumu i zatrzymuje się naprzeciw Joanny)

WIELE GŁOSÓW

Jej ojciec!

TEOBALD

Tak jest! Ojciec nieszczęśliwy,

Najnieszczęśliwszy, jaki był na świecie!

Ojciec, któremu sąd Boga straszliwy

Każe oskarżać swe najmilsze dziecię!

FILIP

Ha! Cóż to?

DU CHATEL

Tu się wyda tajemnica.

TEOBALD

do króla

Zwiedziony królu! Zaślepiony ludu!

Myślisz, że boska dźwiga cię prawica?

Nie! Jest to dzieło czarta, a nie cudu!...

wszyscy cofają się z przestrachem

DUNOIS

On jest szalony!

TEOBALD

Nie! Wyście szaleni!

Wy, co myślicie, że Bóg majestatu

Dla lichej dziewki prawa swoje zmieni,

Że przez jej pychę objawi się światu!...

Ale obaczym, czy kuglarka podła

Będzie się ważyć wobec ojca swego!

do Joanny

W Imię Najświętsze w Trójcy Jedynego

Pytam cię: jest żeś święta i niewinna?

Przerażenie i cisza powszechna — wszystkich oczy zwrócone na Joannę, która stoi nieporuszona.

AGNIESZKA

O, nieba! Milczy!

TEOBALD

Bo milczeć powinna,

Bo milczeć musi przed strasznem imieniem,

Przed którem nawet drżą otchłanie piekła.

Ona natchniona! Pod przeklętym cieniem

Drzewa druidów, gdzie krew ludzka ciekła,

Gdzie moc swą dotąd szerzy duch piekielny,

Tam z nim bezbożne zawarła przymierze

I całą wieczność duszy nieśmiertelnej

Za czczy blask świata oddała w ofierze.

FILIP

Dziwna rzecz wprawdzie! Lecz ojciec dziecięcia

Świadom najlepiej, trudno nie dać wiary.

DUNOIS

Co? Wierzyć w gminu szalone pojęcia,

W zabobonnika chorowite mary?...

AGNIESZKA

do Joanny

O, mów, mów! Przerwij to straszne milczenie!

My ci wierzymy, my ufamy w tobie,

Ale rzecz słowo! Zbij czcze oskarżenie!

Winnaś to Bogu, królowi i sobie.

Joanna stoi nieporuszona — Agnieszka oddala się od niej z przestrachem.

LA HIRE

Strach ją oniemił. Bo i kogoż z ludzi

Na taką skargę przestrach nie ogarnie?

zbliża się do niej

Ale, Joanno, niech się duch twój zbudzi!

Jest w niewinności moc, na którą marnie

Wszystkie swe jady wywrze potwarz wściekła.

Ufaj jej, przemów! I w szlachetnym gniewie

Skarć lud, co widział twe czyny, a nie wie,

Kto je mógł zdziałać: duch z nieba czy z piekła?

Joanna stoi nieporuszona — La Hire odstępuje od niej ze zgrozą — poruszenie wzrasta.

DUNOIS

Co są te szmery? Czego chce gromada?

Ona niewinna! Na mą cześć rycerza

Ja ręczą za nią! A kto nie dowierza,

rzucając rękawicę

Niech ją podniesie i niech mi fałsz zada!

Gwałtowne uderzenie piorunu; wszyscy stoją przerażeni.

TEOBALD

Przez tego Boga, który grzmi na niebie,

Mów, czyś niewinna, czyś z Boga natchnięta?

Czy duch zwodziciel nie obłąkał ciebie?

Milczysz, nieszczęsna! A więc bądź przeklęta!

Drugie, mocniejsze uderzenie piorunu — lud pierzcha na wszystkie strony.

FILIP

Boże, ty naucz, co nam czynić trzeba!

DU CHATEL

do króla

Pójdź! Pójdź stąd, królu! Ustąp woli nieba!

ARCYBISKUP

do Joanny

Nie w imię Boga gniewu, lecz litości,

Pytam cię, córko, co ci mówić broni;

Uczucie winy czy gniew niewinności?

Jeśliś niewinna, weź krzyż z mojej dłoni.

Joanna stoi nieporuszona — nowe gwałtowne uderzenie piorunu — Król, Agnieszka Sorel, Arcybiskup, Filip, La Hire i du Chatel odchodzą.