SCENA XI
Izabela, Joanna i Żołnierze
JOANNA
Ja się nie modlić? Żadna moc na ziemi,
Żadna twa groźba nie wzbroni mi tego!
Boże, to trąby! To pieśń ludu mego!
Śmiało, mój ludu! Z tobą ramię boże,
Z tobą Dziewica! Ach, ona nie może,
Nie może swego sztandaru rozwinąć,
Nie może z wami zwyciężać lub ginąć!
Lecz duch jej wolny z niewolniczej cieśni
Buja nad wami z echem waszych pieśni!
IZABELA
do jednego z żołnierzy
Wstąp tam ku oknu i patrz, co się dzieje!
żołnierz wstępuje ku oknu w górze.
JOANNA
Śmiało, mój ludu! Śmiało! Miej nadzieję!
Bóg nie opuści twojej dobrej sprawy!
IZABELA
Co widzisz?
ŻOŁNIERZ
Widzę obłoki kurzawy,
Lecz nic w niej dojrzeć nie mogę na błoniu.
Ha! Widzę, widzę! Już się zwarli z nami.
Jakiś szaleniec na arabskim koniu,
W tygrysiej skórze leci z żandarmami.
JOANNA
Dunois! Boże, Twa moc niech go wspiera!
ŻOŁNIERZ
Jazda burgundzka na nasz most naciera.
IZABELA
Przekleństwo zdrajcom!
ŻOŁNIERZ
Lord Fastolf go broni.
Co za rzeź! Widzę: zeskakują z koni,
Wręcz się ścinają.
IZABELA
Nie widzisz delfina?
Znaków królewskich?
ŻOŁNIERZ
Nie! Cała równina
Znowu się kurzu zakryła obłokiem.
JOANNA
Oby on mojem mógł poglądać okiem
Lub jam tak mogła, jak on, patrzeć z góry!
Wzrok by mój przebił te mgły i te chmury.
Nic by tam, nic by nie skryło się przed nim!
ŻOŁNIERZ
Bój najzaciętszy wre przy szańcu średnim.
Wszyscy tam nasi.
IZABELA
A nasz sztandar?
ŻOŁNIERZ
W górze!
JOANNA
Oby mi spojrzeć, choć przez szparę w murze!
Wzrok by mój bitwą rządził na wsze strony!
ŻOŁNIERZ
Nieba! Co widzę! Wódz nasz otoczony!
IZABELA
podnosząc sztylet na Joannę
Giń!
ŻOŁNIERZ
prędko
Już jest wolny! Widzę w chmurach pyłu
Lord Fastolf z jazdą zabiega im z tyłu.
Już, już są blisko, ledwie mały przedział!
IZABELA
opuszczając sztylet
Ha! Twój to anioł, a nie on powiedział!
ŻOŁNIERZ
Pierzchają — widzę — pierzchają!
IZABELA
Kto?
ŻOŁNIERZ
Oni!
Tłum się w bezładzie rozsypał po błoni.
Lord sprawił szyki i w pogoń się puścił.
JOANNA
Boże mój, Boże, takżeś mię opuścił?
ŻOŁNIERZ
Kogoś rannego prowadzą w tę stronę.
Wódz, widać, jakiś, bo tłum za nim bieży.
IZABELA
Nasz czy francuski?
ŻOŁNIERZ
Czoło ma zwieszone,
A w tłoku dojrzeć nie mogę odzieży.
Ha, cóż to? Omdlał? Hełm zdjęli mu z głowy —
Dunois!
JOANNA
z kurczowym wysiłkiem wstrząsając kajdanami
Boże! Skrusz mi te okowy!
ŻOŁNIERZ
Patrz, patrz! Ktoś w płaszczu błękitnym ze złotem.
JOANNA
żywo
To król!
ŻOŁNIERZ
Koń jego, dosięgniony grotem,
Wspina się, nasi opadli go z bliska.
Joanna śledzi te słowa w namiętnem poruszeniu
Broni się — widzę — miecz raz po raz błyska.
Znikł!
JOANNA
Czyż Bóg teraz cudu nie uczyni?!
IZABELA
śmiejąc się szyderczo
Teraz masz porę, zbawiaj go, zbawczyni!
JOANNA
w najgwałtowniejszem poruszeniu rzuca się na kolana i modli się gwałtownym naglącym głosem
Słuchaj mię, Boże! Bo wzywam Ciebie,
Ojcze na niebie,
Duszą wierzącą,
Wiarą gorącą!
Ach, nie dla siebie wzywam Cię, Panie!
Nad ludem moim miej zlitowanie!
Ty sieć pajęczą w stalne obręcze,
Ty więzy zmienisz w sieci pajęcze,
Boś Ty Wszechmocny! Bo to się stanie,
Co Ty chcesz, Panie!
Samson wydany na urąganie,
W więzach u wrogów, jak ja w tej chwili,
Wołał do Ciebie: oni szydzili,
A on Ci ufał, stary i ślepy!
I dałeś siłę, że twarde sklepy
Zrzucił na wrogów, boś Pan nad pany!
ŻOŁNIERZ
Tryumf nasz! Tryumf!
IZABELA
Cóż jest?
ŻOŁNIERZ
Król pojmany!
IZABELA
Ha, zginął wreszcie nienawistny wróg!
JOANNA
porywając się z ziemi
Francyja żyje, bo ze mną jest Bóg!
Wstrząsa oburącz i rozrywa łańcuchy — w tejże chwili rzuca się na stojącego u drzwi żołnierza, wyrywa mu z rąk miecz i wybiega — wszyscy zostają w osłupieniu.