SCENA DZIESIĄTA
Pokój w pałacu królewskim.
Książę Alba, Ojciec Domingo.
DOMINGO
Cóż mi powiedzieć macie?
ALBA
Mam ważne odkrycie,
Które dzisiaj zrobiłem — a to należycie
Warto by nam wyjaśnić.
DOMINGO
Ciekawym rozmowy
I waszego odkrycia.
ALBA
W przedsalach królowej
O południu z infantem spotkanieśmy mieli.
Zostałem obrażony. Obaśmy zawrzeli.
Spór nasz stał się za głośnym. Każdy chwycił zbroję102.
Wtem królowa na hałas otwiera podwoje,
Między obu nas staje — obrzuca go wzrokiem
Poufale wszechwładnym — raz nań rzuca okiem —
Księciu ręka drętwieje — spór uściskiem godzi,
Pocałunkiem mnie darzy i wnet gdzieś uchodzi.
DOMINGO
po chwili milczenia
To bardzo podejrzane! Książę mi poddaje
Do rozwagi myśl pewną. W mej piersi — wyznaję —
Ta myśl dawno kiełkuje. Zbiegam od tych marzeń.
Z nikim dotąd nie dzielę postrzeżeń i wrażeń:
Bo są miecze dwusieczne — są i przyjaciele
Niepewni. Tych się boję. Trudności za wiele
Robić w ludziach różnicę, a jeszcze zbadanie
Głębi ludzkiej trudniejsze. Często nam się staje
Z powiernika złym wrogiem wymknięte z ust słowo.
Więc moją tajemnicę pod deskę grobową
Skryłem — aż ją wyjaśnią czasy może bliskie.
Niejedne służby królom świadczone są śliskie.
Pocisk za ryzykowny, jeśli nie dopadnie
Ofiary, przez odbicie w strzelca godzi snadnie103.
Chociaż chciałbym przysięgą stwierdzić to, co mówię,
Przecież świadek naoczny — w podsłuchanym słowie,
Dowód jakiś lub świstek pisany, choć mały,
Więcej by na tej szali ciężaru dodały
Niż uczucia najżywsze.
To szkopuł104 szatański,
Że się właśnie znajdujem na ziemi hiszpańskiej.
ALBA
Czemuż to?
DOMINGO
Bo namiętność gdzieś na innym dworze
Mniej jest baczną na siebie. Tu ona nie może
Wyzwolić się spod prawa czujnego w tej mierze.
Hiszpańskie monarchinie, bardzo temu wierzę,
Trudność mają z grzeszeniem. Lecz nieszczęście chciało,
Że tam właśnie — tam trudność, gdzie by nam się dało
Podejść ją najpomyślniej, i to niespodzianie.
ALBA
Posłuchajcie mnie dalej.
Książę posłuchanie
Miał dzisiaj u monarchy. To godzinę trwało.
O zarząd w Niderlandach prosił — i to z całą
Gwałtownością i głośno. Wszystko na uboczy
W gabinecie słyszałem. Czerwone miał oczy
Od łez, kiedym go spotkał na progu podwoi.
W chwilę potem miał pozór, jakby że nie stoi
O tę godność105 — a nawet nie taił zachwytu,
Że monarcha mnie wyniósł do tego zaszczytu.
„Rzecz wzięła inny obrót — i lepszy” — powiada.
Obłudnym nie był nigdy. Jakże mi wypada
Godzić takie sprzeczności? Infant lekceważy
Pominięcie swych usług — mnie łaską król darzy,
Dając poznać zarazem, że gniew na mnie chowa.
W cóż mam wierzyć? Zaprawdę moja godność nowa
Więcej grozi wygnaniem, niż mi łaskę wróży.
DOMINGO
Do tego zatem przyszło? Do tego? Więc burzy
Jedna chwila, co tyle lat się budowało?
I wy na to spokojni? To was troszczy mało?
Znacież tego młodzieńca? Wam to nie widnieje,
Co nas czeka, gdy władzą kiedyś zwielmożnieje?
Infant — ja mu nie jestem wrogiem. Inne troski
Trują spokój — o tron ten, Boga, Kościół Boski!
(Znam infanta — wzrok mój w jego duszę wnika.)
W niej plan straszny — Toledo — wściekły się zamyka!
On chce zostać regentem i obejść się wcale
Bez naszej świętej wiary. W nim serce w zapale
Gore dla nowej cnoty, która w swojej dumie
Wystarcza sama sobie i żebrać nie umie
U progów żadnej wiary.
Myśleć się odważa!
Głowa jego obrazy jakieś złudne stwarza,
Człowieczeństwu cześć niesie.
Książę! Z tym marzeniem
Czy on wart co na króla?
ALBA
Wszystko przywidzeniem
Jest waszej wyobraźni. Dziś młode pacholę106
Pragnie, dumą wiedzione, odegrać swą rolę.
Cóż ma wybrać innego? Ale te poglądy
Zmienią się — niech w swe ręce raz pochwyci rządy.
DOMINGO
Wątpię ja — on jest dumny z tej swojej wolności.
Nie nawykł do przymusu; a kto chce karności,
Niech umie przymus znosić.
By zasiąść na tronie
Będzież on wart? Olbrzymi duch ten, co w nim płonie.
Potarga sieć państwową przez nas rozpostartą.
Na próżno się starałem tę wolę upartą
Zwątlić życiem rozpustnym. Wyszedł on zwycięsko
Z każdej próby. To straszne taką duszę męską
Widzieć w tak silnym ciele! A Filip dobiega
Końca sześciu krzyżyków.
ALBA
Wzrok wasz gdzieś dostrzega
Przyszłość bardzo odległą.
DOMINGO
Z królową w jedności!
W obu piersiach nurtuje dziś jeszcze w skrytości
Trucizna nowatorstwa, lecz niech tron owładnie,
Wnet się pole rozszerzy.
Znam ja ich dokładnie
Tych Walezych. Słabostką niech król Filip zgrzeszy,
A lękajmy się zemsty, z jaką wnet pośpieszy
Cichy dziś nieprzyjaciel.
Dziś nam szczęście świeci:
Bo niech tylko ich ubiec zdołamy, a w sieci
Wpadną razem oboje.
Królowi rzucony
Znak trwogi — mniejsza o to, że nie dowiedziony —
Da już wielką wygraną, gdy mu spokój struje.
My oba nie wątpimy. Trudu nie kosztuje
Dowieść czynu, o którym ma się przekonanie.
Zawodu nam nie zrobi staranne szperanie.
Odkryjemy coś więcej — zwłaszcza gdy powiemy
Sobie naprzód, że odkryć koniecznie musiemy.
ALBA
Jedno tu najważniejsze zadałbym pytanie:
Kto z nas obu przed królem z ostrzeżeniem stanie?
DOMINGO
Ani jeden, ni drugi. Dowiedz się, mój książę,
Że od dawna tę siatkę tajemniczo wiążę,
I do planu wzniosłego nastawiam ją pilnie.
Lecz ku temu nasz związek nie stoi dość silnie.
Nam potrzebny ktoś trzeci w najważniejszej roli.
Król się kocha tajemnie w księżniczce Eboli.
Podniecam miłość, która lichwę107 niesie w zysku.
Jako króla posłannik wciągnę ją do spisku.
Pod wpływem młodej damy, gdy dzieło dojrzeje,
Niech nam wspólniczka spisku koroną jaśnieje.
Sama tu mnie wezwała. Nadzieje me całe
W niej pokładam. I rychło owe lilie białe,
Godło domu Walezych, w jednej nocnej chwili
Może dziewczę hiszpańskie do ziemi pochyli.
ALBA
Co słyszę? Jestże prawdą, coś wyrzekł? O nieba!
Podziwiam cię! Nad cios ten więcej już nie trzeba.
Ja się zachwycam tobą — dominikaninie!
Niezawodnie zwycięstwo teraz nas nie minie.
DOMINGO
Ktoś nadchodzi — to ona.
ALBA
A więc ja kryjomie108
Zaczekam w bocznej sali.
DOMINGO
Ja was zawiadomię.
Książę Alba oddala się.