SCENA PIERWSZA
Fiesko uzbrojony zatrzymuje się przed pałacem Andrzeja Dorii. — Andrzej potem.
FIESKO
Stary dotrzymał słowa — w pałacu światła pogaszone i straży nie ma. Zadzwonię. Dzwoni. Hej, hola! Zbudź się! Zbudź! Doria! Zdradzony, sprzedany Doria, zbudź się! Hola! Hola! Hola! Zbudź się!
ANDRZEJ
na balkonie
Kto dzwonek pociągnął?
FIESKO
odmienionym głosem
Nie pytaj! Uciekaj raczej! Zachodzi już, książę, gwiazda twoja. Genua przeciw tobie powstaje. Zabójcy twoi blisko, a ty spać możesz, Andrzeju?
ANDRZEJ
Pamiętam, gdy groźne morze z moją „Belloną” igrało, spód pękał, złamany upadł maszt najwyższy. — Andrzej spał spokojnie. Któż zbójców nasyła?
FIESKO
Człowiek straszniejszy niż groźne morze twoje — Jan Ludwik Fiesko.
ANDRZEJ
śmiejąc się
Żartujesz, przyjacielu! — Żartuj w dzień lepiej — północ nie jest zwyczajną godziną.
FIESKO
Szydzisz z tego, co cię ostrzega?
ANDRZEJ
Dziękuję mu i idę do łóżka. Fiesko zasnął i nie ma czasu o Doriach myśleć.
FIESKO
Nieszczęśliwy starcze! Nie ufaj wężowi. — Siedm barw tęczowych na grzbiecie mu połyska — a skoro się zbliżysz, zawrót śmiertelny ogarnie cię. Wzgardziłeś zdrajcy donosem. Radą przyjaciela nie wzgardzaj. Na dziedzińcu twoim stoi koń osiodłany. — Uciekaj czym prędzej, z rad przyjaciela nie naśmiewaj się!
ANDRZEJ
Fiesko myśli szlachetnie. Jam go nigdy nie obraził — i Fiesko mnie nie zdradzi.
FIESKO
Myśli szlachetnie i zdradzi cię — jednego i drugiego daje ci dowody.
ANDRZEJ
Mam ja straż przyboczną, której Fiesko nie zwali, jeżeli cherubinów114 nie ma w usługach swoich.
FIESKO
szyderczo
Mógłbym ją prosić, żeby list do wieczności zabrała z sobą.
ANDRZEJ
Nędzny żartownisiu! — Czyś nigdy nie słyszał, że Andrzej Doria ma lat ośmdziesiąt, a Genua — jest szczęśliwą.
Oddala się.
FIESKO
patrząc osłupiałym wzrokiem za odchodzącym
Muszęż tego człowieka pierwej strącić, nim się nauczę, że mu ciężko zrównać. Zamyślony przechadza się chwilę. Nie! Wspaniałomyślność za wspaniałomyślność oddałem — kwita z nami, Andrzeju — a teraz zniszczenie — idź za gwiazdą twoją!
Pospiesza w najdalszą ulicę — trąbią u wszystkich stron — walka zacięta przy bramie świętego Tomasza. Zdobytą otwierają i ukazuje się widok na port morski, gdzie stoją okręty pochodniami oświecone.