SCENA PIERWSZA
VALERIO
O, Boże, od ośmiu dni tropię ideał pieczeni i nigdzie nie mogę go znaleźć.
nuci
Karczmareczko za okienkiem,
Wynijdź do ogródka,
Żołnierzyki przeciągają,
Nie pomoże kłódka.
siada na ziemi
Spójrz waść na mrówki! Najmilsze moje! To godne podziwu, jaki instynkt tkwi w tych drobnych stworzeniach, co za zmysł ładu, jaka pilność... O panie, istnieją tylko cztery sposoby, aby zarobić pieniądze w sposób godziwy: znaleźć je, wygrać na loterii, odziedziczyć lub, w imię boże, ukraść, jeśli kto dosyć jest sprytny, by nie podlegać wyrzutom sumienia.
LEONCE
Te zasady pozwoliły ci dożyć lat wcale późnych, a przecie nie zginąłeś z głodu ani nie skończyłeś na szubienicy.
VALERIO
wlepiając weń tępy wzrok
Tak, mój panie, i to utrzymuję niezachwianie: kto inaczej zdobywa pieniądze, jest łajdakiem.
LEONCE
Albowiem kto pracuje, jest subtelnym samobójcą, a samobójca jest zbrodniarzem, a zbrodniarz jest łotrem. Zatem: kto pracuje, jest szubrawcem.
VALERIO
Tak, a nie inaczej! — A mimo to mrówki są użytecznymi robaczkami. Skądinąd nie tak znów pożyteczne, jak w wypadku gdyby nie czyniły żadnej szkody. Zważywszy to wszystko, szanowne robactwo, nie mogę odmówić sobie przyjemności, aby niektórym z was stopą nie pokiereszować tyłka, nie utrzeć nosa i nie przycisnąć pazurków.