SCENA TRZECIA
Obszerna sala. Wystrojone panie i panowie, ceremonialnie ustawieni. Mistrz ceremonii wraz z kilkoma lokajami na pierwszym planie.
MISTRZ CEREMONII
Desperacja! Zupełna desperacja! Wszystko przepadło. Pieczyste się skurczyło. Nikt nie gratuluje. Wszystkie vatermördery28 owisły jak melancholijne uszy prosięce. Chłopom od nowa rosną brody i pazury. Żołnierzom rozkręciły się harcapy. Pośród dwunastu niewinnych dziewic nie ma jednej, która nie wolałaby leżeć zamiast stać. W bieluchnych sukienczynach wyglądają jak omdlewające lilie, a i poeta dworski skacze wokół nich, chrząkając jak strapiona świnka morska. Panowie oficerowie utracili wszelki fason, a damy dworu sterczą jak wieszaki. Naszyjniki ich płaczą potem.
DRUGI LOKAJ
Damulki przynajmniej się nie krępują; nie podobna stwierdzić, aby ukrywały wdzięki. Można je podziwiać do pępka.
MISTRZ CEREMONII
Najmilsze dzierlatki. — Precz hultaje! Do okien! Jego królewska mość raczy się zbliżać!
Wchodzi Król Piotr wraz z Radą Stanu.
PIOTR
Księżniczka także gdzieś się zapodziała. Czy ciągle jeszcze nie natrafiono na ślad naszego umiłowanego następcy tronu? Rozkazy moje wykonano? Nie spuszcza się oka z granic?
MISTRZ CEREMONII
Tak jest, wasza królewska mość. Widok z tych okien pozwala nam na pilną kontrolę. do Pierwszego Lokaja Widziałeś co?
PIERWSZY LOKAJ
Piesek szukający właściciela przemknął przez państwo.
MISTRZ CEREMONII
do innego Lokaja
A ty?
DRUGI LOKAJ
Ktoś przechadza się na północnej granicy; ale to nie książę, byłbym go poznał.
MISTRZ CEREMONII
A ty?
TRZECI LOKAJ
Proszę wybaczyć — nie widzę nic.
MISTRZ CEREMONII
To bardzo mało. A ty?
CZWARTY LOKAJ
Także nic.
MISTRZ CEREMONII
Niewiele więcej.
PIOTR
Ależ, moi radcowie, czyż nie powziąłem postanowienia, iż dzisiaj nasz królewski majestat nie będzie się posiadał z radości i że dzisiaj wyprawimy huczne wesele? Czyż nie taka była nasza niecofniona wola?
PRZEWODNICZĄCY
Tak jest, najjaśniejszy panie. Zaprotokołowano i opatrzono pieczęcią.
PIOTR
A czyż nie uchybiłbym sobie, gdybym nie wykonał postanowienia?
PRZEWODNICZĄCY
Gdyby w ogóle można było pomyśleć o kompromitacji monarchy, to byłby wypadek, w którym najjaśniejszy pan niezawodnie by się skompromitował.
PIOTR
Czyż nie daliśmy naszego królewskiego słowa? — Tak jest, niezwłocznie przystąpię do wykonania mojej decyzji i będę się cieszył. zaciera ręce Cieszę się, niezmiernie się cieszę!
PRZEWODNICZĄCY
Podzielamy wszyscy uczucia najjaśniejszego pana, na ile to jest stosowne i właściwe dla posłusznych jego poddanych.
PIOTR
Och, po prostu nie posiadam się z radości! Moim radcom stanu sprawię czerwone fraki, kilku kadetów zrobię podporucznikami, poddanym moim pozwolę — ale, ale — gdzież wesele? Czyż druga część postanowienia nie głosi aby, że dzisiaj wyprawi się wesele?
PRZEWODNICZĄCY
Niewątpliwie, najjaśniejszy panie.
PIOTR
No tak, ale jeśli nie zjawi się książę i nie odnajdzie księżniczka?
PRZEWODNICZĄCY
Tak, jeśli nie zjawi się książę i nie odnajdzie się księżniczka — wtedy — wtedy...
PIOTR
Wtedy co?
PRZEWODNICZĄCY
Wtedy oboje nie mogą się poślubić.
PIOTR
Zaraz, czy aby wniosek jest logiczny? Jeśli — wtedy. — Tak jest! Lecz nasze słowo, królewskie słowo?
PRZEWODNICZĄCY
Niech najjaśniejszy pan pocieszy się przykładem innych monarchów. Słowo królewskie jest czymś — jest czymś takim — jest niczym.
PIOTR
do Lokajów
Nic jeszcze nie widać?
LOKAJE
Najjaśniejszy panie, nic, zupełnie nic.
PIOTR
A ja postanowiłem, że będę się radował! Punktualnie z uderzeniem zegara miałem rozpocząć i cieszyć się pełne dwanaście godzin — ogarnia mnie czarna melancholia.
PRZEWODNICZĄCY
Wzywa się wszystkich poddanych, aby podzielali uczucia najjaśniejszego pana.
MISTRZ CEREMONII
Tym wszelako, którzy nie mają przy sobie chustek do nosa, ze względów moralności publicznej wzbroniono płaczu.
PIERWSZY LOKAJ
Tam! Popatrzcie! Widzę coś! Coś się rusza! Coś kogoś wyprzedza! Jest to jakby nos, reszta nie przekroczyła jeszcze granicy; ponadto widzę mężczyznę i dwie osoby płci przeciwnej.
MISTRZ CEREMONII
W jakim kierunku?
PIERWSZY LOKAJ
Zbliżają się. Idą ku pałacowi. Oto oni.
Valerio, Leonce, Guwernantka i Księżniczka wchodzą zamaskowani.
PIOTR
Kimże jesteście?
VALERIO
Czyliż wiem? z wolna i kolejno zdejmuje jedną maskę po drugiej Czy tym? albo tym? albo tamtym? Zaiste, boję się, że mógłbym tak obłuskiwać się do samego końca, liść po liściu.
PIOTR
zakłopotany
Ależ — czymś wreszcie musisz acan być.
VALERIO
Jeśli rozkażesz, najjaśniejszy panie. Wobec tego, moi panowie, odwróćcie zwierciadła do ściany i przesłońcie lśniące wasze guziki i nie wpatrujcie się tak we mnie, bym w oczach waszych nie musiał się bezustannie odbijać, gdyż w przeciwnym razie nigdy siebie nie odnajdę.
PIOTR
Jestem zupełnie skonfundowany. Ten człowiek doprowadza mnie do desperacji. Zamęt mam wielki w głowie.
VALERIO
Właściwie pragnąłem powiadomić wielce szanowną publiczność, że nadeszły oto dwa głośne na świat cały automaty, i że ja sam jestem, być może, trzecim z nich i najosobliwszym, to znaczy, jeśli w ogóle wiem, kim jestem, co skądinąd nie powinno budzić zdziwienia, gdyż sam nie wiem, o czym gadam, a nawet nie wiem, co więcej, że tego nie wiem, tak, iż w gruncie rzeczy wielce jest prawdopodobne, że pozwalają mi tylko tak gadać w kółko, a właściwie gadają przeze mnie jeno walce i wydęte miechy, które wszystko to prawią. tonem szeleszczącej maszynerii Popatrzcie, moi panowie i panie, dwie osoby dwojakiej płci, samiec i samiczka, jegomość i jejmość! Kunszt tylko i mechanizm, tektura i sprężyny! Każde z nich posiada misterną, najmisterniejszą śrubkę z rubinu pod paznokciem małego paluszka prawej stopy, wystarczy pocisnąć nieco i mechanizm rusza się pełne pięćdziesiąt lat. Osoby te tak wybornie są zestawione, że nie podobna by ich rozróżnić od innych ludzi, gdyby się nie wiedziało, że urobione są z tektury; właściwie można by je uczynić członkami ludzkiej społeczności. Są wielce szlachetni, gdyż mówią nienagannie. Są bardzo moralni, gdyż wstają z łóżka z uderzeniem zegara, zasiadają do stołu z uderzeniem zegara i kładą się spać z uderzeniem zegara; trawią doskonale, co świadczy o niezakłóconym sumieniu. Są bardzo wstydliwi, gdyż dama nie zna terminu dla określenia pojęcia spodni, a kawaler nie potrafi skradać się schodami za jakąkolwiek niewiastą. Są bardzo wykształceni, gdyż dama śpiewa arie z wszystkich nowych oper, a kawaler nosi mankiety. Uważajcie pilnie, moi panowie i panie, oto są teraz w stadium niezmiernie zajmującym: zaczyna ujawniać się mechanizm miłości, kawaler kilkakrotnie już nosił szal za damą, a dama kilka razy wywróciła oczy i spojrzała ku niebiosom. Oboje szeptali już kilkakrotnie: „Wiara, nadzieja, miłość”. Oboje zdaje się nic nie dzielić i brak tylko maleńkiego słówka: amen.
PIOTR
przystawiwszy palec do nosa
In effigie, in effigie29? do przewodniczącego Powiedz waszmość, jeśli wiesza się kogo in effigie, czy nie jest to równie dobre, jak gdyby powiesiło się go w rzeczywistości?
PRZEWODNICZĄCY
Wybaczy najjaśniejszy pan, jest to znacznie lepsze jeszcze, gdyż delikwent nie ucierpi, a przecie go powieszą.
PIOTR
Oto pomysł. Wyprawimy wesele in effigie!
Wskazuje na Lenę i Leonce’a.
To księżniczka, a to jest książę. — Wykonam moje postanowienie, będę się cieszył. — Niechaj uderzą we wszystkie dzwony, przygotujcie gratulacje, żwawo, dworski kapelanie!
Kapelan dworski występuje, chrząka, kilka razy spogląda w niebo.
VALERIO
Jazda! Przestań się krzywić, jakbyś opił się octem! Do roboty!
KAPELAN DWORSKI
bardzo zmieszany
Kiedy my — albo — czy też...
VALERIO
Zatem i tedy...
KAPELAN
Albowiem...
VALERIO
Działo się to przed stworzeniem świata —
KAPELAN
Atoli...
VALERIO
Pan Bóg nudził się setnie...
PIOTR
Byle krótko, mój drogi.
KAPELAN
opanowując się
Jeśli jego wysokość, książę Leonce, i jej wysokość, księżniczka Lena, raczą wyrazić zgodę oddzielnie i jeśli ich wysokości raczą wyrazić zgodę obopólnie, niechaj wyrzekną głośno i wyraźnie: tak.
LENA i LEONCE
Tak!
KAPELAN
Tedy ja mówię amen.
VALERIO
Świetnie się spisałeś, krótko i węzłowato; zatem mamy przed sobą świeżo utworzoną parę ludzi, a wszystkie zwierzęta w raju gromadzą się wokół nich.
Leonce zdejmuje maskę.
WSZYSCY
Książę!
PIOTR
Książę! Mój syn! Oszukano mnie, jestem zgubiony! idzie gwałtownie ku Księżniczce Kim jest ta osóbka? Każę wszystko unieważnić!
GUWERNANTKA
zdejmuje maskę Księżniczce, triumfująco
Księżniczka!
LEONCE
Lena?
LENA
Leonce?
LEONCE
Ach, miła Leno, myślę, że była to ucieczka do raju.
LENA
Oszukano mnie.
LEONCE
Oszukano mnie.
Lena
O, jakiż traf!
LEONCE
O przeznaczenie!
VALERIO
Śmiech mnie porywa, śmiech mnie porywa. Ich wysokości złączone trafem, trafem przypadły sobie do serca.
GUWERNANTKA
Że też moim starym oczom dane było to oglądać! Błędny królewicz! Teraz mogę umrzeć w spokoju.
PIOTR
Dzieci moje, jestem wzruszony, wielce jestem wzruszony, jestem roztkliwiony. Cieszę się bardzo, jestem najszczęśliwszy z ludzi! Wszelako, synu mój, uroczyście składam władzę w twoje ręce i nareszcie zacznę myśleć w całkowitym spokoju. Synu mój, zostawisz mi tych mędrców, wskazując na Radę Stanu aby wspierali mnie w moich dociekaniach. Chodźcie, moi panowie, chodźmy rozmyślać, spokojnie rozmyślać! oddala się wraz z Radą Stanu Tamten hultaj tak mnie skonfundował, że muszę powoli zebrać myśli.
LEONCE
do obecnych
Moi panowie! Małżonka moja i ja sam niezmiernie żałujemy, że tak długo was dzisiaj trudziliśmy. Pozycja wasza tak jest żałosna, że ani chwili dłużej nie chcemy wystawiać jej na próbę. Udajcie się teraz do domu, lecz nie zapomnijcie przemówień waszych, kazań ni wierszy, jutro bowiem z niezmąconym spokojem żarcik ten powtórzymy od nowa. Żegnajcie!
Wszyscy oddalają się z wyjątkiem Leonce’a, Leny, Valeria i Guwernantki.
LEONCE
Miła Leno, czy widzisz, jak pełne mamy kieszenie, pełne kukiełek i zabawek? Co z nimi poczniemy? Czy przyprawimy im wąsy i przypaszemy szabelki? Lub przywdziejemy im może fraki i każemy uprawiać politykę i dyplomację drobnoustrojów, a sami obok zasiądziemy z mikroskopem? Albo pragniesz może katarynki, wokół której skaczą białe myszy, uprawiając igraszki estetyczne? Czy może wybudujemy teatr?
Lena przytula się doń i zaprzecza ruchem głowy
Ależ ja wiem, czego ty pragniesz; polecimy rozbić wszystkie zegary, zakażemy wszelkich kalendarzy i liczyć będziemy godziny i miesiące wedle kwitnienia kwiatów i dojrzewania owoców. Po czym kraik nasz każemy obstawić zwierciadłami, aby nie było zimy, jeno wieczne lato wśród róż i fiołków, krzewów pomarańczowych i wawrzynów.
VALERIO
A ja będę ministrem stanu i wydam dekret, że kto zapracuje sobie ręce, tego weźmie się pod kuratelę; kto z powodu przepracowania zapadnie na zdrowiu, ukarany będzie więzieniem; każdy, kto się przechwala, że chleb spożywa w pocie czoła, obwołany będzie za wariata i niebezpiecznego szkodnika społeczeństwa; po czym wyciągniemy się w cieniu i prosić będziemy Boga o makaron, o melony i figi, o krtanie muzykalne, ciała klasyczne i o wygodną religię.