SCENA DRUGA

Plac przed pałacem Króla Piotra.

Wójt, Bakałarz, chłopi przystrojeni odświętnie, trzymający gałęzie jedliny.

WÓJT

Kochany bakałarzu, jakże zachowują się pańscy ludzie?

BAKAŁARZ

Tak świetnie trzymają się na nogach, że od dłuższego już czasu zmuszeni są wzajem się podtrzymywać. Wlewają w siebie sporo spirytusu, inaczej nie wytrzymaliby tak długo przy tym upale. Nie peszyć się, moi kochani! Wyciągajcie przed siebie gałęzie, aby pomyślano, że jesteście knieją, a nosy wasze wyglądającymi spośród zieleni poziomkami, a trójgraniaste wasze kapelusze rogami dziczyzny, a wasze łosiowe portki blaskami księżyca. I zapamiętajcie sobie: ten, kto sterczy w tyle, wybiega raz po raz do przedniego szeregu, aby się wydawało, że podniesieni jesteście do kwadratu.

WÓJT

I, bakałarzu, odpowiada waść za stan trzeźwości.

BAKAŁARZ

Rozumie się, ledwo utrzymać się mogę na nogach z trzeźwości.

WÓJT

Uważajcie, moi drodzy, program przewiduje: „Wszyscy poddani, z dobrej i nieprzymuszonej woli, schludnie przybrani, należycie odżywieni i z minami ochoczymi ustawiają się w szereg wzdłuż gościńca”. Niechaj mi nikt nie ośmieli się pisnąć!

BAKAŁARZ

Bądźcie cierpliwi i stateczni! Nie drapcie się za uchem i nie smarkajcie się, dopóki para młodych nie raczy przejechać w karocy ich wysokości, a także rozczulajcie się jak należy, bo w przeciwnym razie ja was tak potrafię rozczulić, że popamiętacie. Pomnijcie, co się dla was czyni! Tak was akurat ustawiono, że z kuchni dolatuje smakowity zapach i pierwszy raz w życiu możecie delektować się wonią pieczeni. Czyście zapamiętali lekcję? Jazda! Wi!

CHŁOPI

Wi!

BAKAŁARZ

Wat!

CHŁOPI

Wat!

BAKAŁARZ

Vivat27!

CHŁOPI

Wiwat!

BAKAŁARZ

Oto, panie wójcie, może się aść przekonać, jak w ludzie wzrasta inteligencja. Niech waszmość zważy, że to łacina. Ale też dzisiejszego wieczoru świecić będziemy na balu dziurami w naszych surdutach i portkach, a kułakami wybijemy sobie na czołach niezatarte kokardy.