LXII

Zbrodnia nie zaszła tam; jej meta w progu

Puszcz; za to zdrowie płynęło obficie

W krainę znaną dotąd tylko Bogu.

Jeśli jej ludzie nie szukają, życie

Oddając za śmierć — w miastach — to z nałogu

Do tej gnuśności, na której pozbycie

Sił im nie staje. Śród dębów i sosen

Ów Boon żył przeszło dziewięćdziesiąt wiosen.