LXVI

Owa rumieńce lic na białość ręki

Złożyła; włosów kłąb wzbił się do góry

Nad czołem; sen jej był ciepły i miękki,

Uśmiechała się jak księżyc przez chmury,

Co idzie, ledwie przysłoniwszy wdzięki,

A otula się w swój płaszcz srebrnopióry,

Kiedy już bliska owa nocy chwila,

Gdy mrok wstydliwy z jutrznią się przesila.