LXXXII

Znałem go dawniej w świetnych dniach Londynu,

Z przepysznych śniadań sławny był wikary.

Każdy żart listkiem był jednym wawrzynu;

Ta wyższość stała się mu źródłem kary.

O Opatrzności! Czy cię sądzić z czynu?

Jak są niemiłe czasem twoje dary!

Dziś diabła śledzi po linkolnskim bagnie,

Nie psując myśli, ma, czego zapragnie.