LXXXVII
Ze wschodem słońca — lub jeszcze przed świtem
Wstała Gulbieza z bezsennej pościeli,
Wcielona furia — blada, z zębów zgrzytem
Wzięła płaszcz, welon, perły — stoi w bieli.
Słowik, co nosi cierń w łonie przebitem
I smętną głosi pieśń w krwawej kąpieli,
Z mniejszą boleścią pręży piersi chore
Niż ten, co własną namiętnością gore.