XLV

Zresztą tu blisko gdzieś ludzie być muszą.

Negr za odważnie sam z więźniami kroczy.

Widocznie pewny, że go nie uduszą,

Bo straż trzymają nad nim czyjeś oczy.

Krzyknie — to zlecą się — i żegnaj, duszo!

Więc nie powiadać hop, nim się przeskoczy,

Otóż — jesteśmy w domu — mój kochany.

Patrz, co za pałac iluminowany!”