SCENA PIERWSZA
Brygita
Z zakasanymi rękawami napełnia podaną jej przez ojca Benedykta sakwę chlebem, serem itd. Ojciec Benedykt nie ma jeszcze lat pięćdziesięcia91; energiczną, ogorzałą twarz okalają siwe włosy; habit na nim wytarty.
Benedykt
Nie wiem o niczym. I dajcie pytaniom
spokój. Ja jedno wiem, że ojciec jego
człek był rycerny. Gdy ojciec mój konał,
wieśniak, lecz wielce czczony i zamożny,
rzekł mi przy końcu: «A bądź wierny panu»,
nie tylko temu, który jest na niebie —
to chciał powiedzieć — lecz i kochanemu,
ziemskiemu panu, który mu przez lata
spory pomagał zebrać mająteczek,
pił razem wino i z odkrytą głową
za jego trumną szedł jak pielgrzym jaki.
Brygita
Powiedzcie jedno: czy on jest pod klątwą?
Benedykt
Nic wam nie powiem, nic a nic, boć przecie
i wy powody macie — tak, powody,
by mu być wdzięcznym. Widzicie, my tutaj
prawie nie żyjem92 na świecie — nikt o nas
tu się nie troszczy, bądźmy więc głuchymi
w naszej wierności.
Brygita
Kiedyż znów mam dziecku
kazać przyjść do was?
Benedykt
Kiedy tylko chcecie.
Ilekroć ona zawita w me progi,
jasność napełnia mą celę ponurą
i rozszerzają się ściany mej leśnej,
ciasnej kapliczki, Zbawiciel oddycha
i uśmiech zjawia się na uściech93 Maryi,
a ja, przytłoczon94 ciężarem mych grzechów,
znów się podnoszę i, jakby rozszerzon95,
mogę znów patrzeć w dobrotliwe oczy
naszego Stwórcy.
Brygita
Potrząsając głową.
Ojcze, rada słucham,
ale ja nie wiem — tak, nie umiem pojąć,
co wy mówicie. Dziecko się zmieniło;
jakiś ją dziwny trzyma duch w uwięzi —
nawet i tutaj, w tych ostatnich czasach,
tylko to nie jest owy96 duch pobożny,
o którym prawisz.
Benedykt
Być może. Nas biednych,
kiedy archanioł z snu grzesznego budzi,
i pan ciemności również nie próżnuje —
on i na waszą naciera dziecinę.
Lecz ona czuwa, ona jest zbudzoną!
Dlatego, proszę — drogi do świątyni,
drogi do łaski i opieki bożej
wy dziecku temu dziś nie zagradzajcie!
Tak to wygląda, jak gdyby aniołów
nieprzeliczone, niewidzialne ręce
ciągły97 ją z sobą do ołtarza; wówczas
gdy tak spoczywa w rajskim zachwyceniu,
w jedno się z Bogiem stapiając w najgłębszych
tajniach swej duszy — wówczas — ja to czuję —
spełnia się tutaj jeden z owych cudów
które nas, ludzi, wiodą do innego,
do prawdziwego życia.
Brygita
Niech się dzieje —
niechże się dzieje wola Boga. Amen.
Ach! Gdyby tylko była więcej święta
pomiędzy nami. Lecz tu jest ponura
i zamroczona w duchu, tak że nieraz
myślę ze strachem, czy też Bóg w tym dziecku
nie chciał mnie skarać? Ja nie mogę, ojcze,
na żadną dobyć się skruchę, niczego
nie mogę dziś już żałować, tak kocham
to moje dziecko; wiem to — zatwardziałość
grzechu jest wielką. Niech Bóg mnie ukarze —
mnie niech ukarze, nie dziecko.
Benedykt
Nieco zakłopotany.
Tak, prawda!
Myśmy grzesznicy. Grzesznymi jesteśmy
już z łona matki. Ale Bóg, gdy zechce,
może ku chwale swojej wszystko zmienić,
wszystko obrócić na dobre, chociażby
w największej było poczęte słabości
i grzechu: dziecka tego czysta dusza
i nieskalane usta niechaj będą
przed jego tronem nie oskarżycielem,
lecz pośrednikiem.
Oboje odchodzą.