SCENA PIERWSZA

Henryk von der Aue, opuszczony, zdziczały, z nieobciętym włosem, z zaniedbaną brodą, kopie rydlem głęboki dół na polanie. Lewą rękę ma zawiązaną.

Ottaker (knecht Henryka), w rynsztunku, tak jak zeskoczył z konia, zjawia się na krawędzi skały, trzymając się bacznie w pewnym od Henryka oddaleniu.

Ottaker

Woła.

Hej-że! Hej! Hola!... Słuchaj no ty!... Hejże!

Henryk

Słucha. Pod nosem.

Hejże! Hej! Hola! Daj mi święty spokój!

Ottaker

Co ty tam robisz, kosmaty niedźwiedziu?

Henryk

jw.

Dół sobie kopię na wieczne zbawienie.

Ottaker

Czy może szukasz wody?... Może skarbów?

Henryk

Do siebie.

Nigdym nie kopał za bogatszym skarbem.

głośno

Chodź, przypatrzże się173, jeśli masz odwagę!

Ottaker

Waha się.

A może jesteś jednym z ludzi bożych?

Hej żołędniku! Kwap się174! Bardzo proszę!

Henryk

Chwyta łuk i mierzy w Ottakera.

Tak się pokwapię, że mnie popamiętasz!

Ottaker

Milcz, ty ropucho!

Henryk

Kuternoga!

Ottaker

Szara

wesz!... Jadowity ukąsił cię pająk!

Strzelaj, jeżeli chcesz skwitować z życia.

Henryk

Z życia i śmierci. Będę strzelał, drabie!

Ottaker

Jedno słóweczko: czart niech się rozprawia

z tobą, gdy zdechniesz! Powiedz: czy tu mieszka,

w tej dzikiej puszczy, biedny Henryk?

Henryk

Jaki

zwierz?

Ottaker

Ano taki — zwierz z parszywą skórą —

poza tym lwom on krewny i sokołom.

Henryk

Ktoś ty?

Ottaker

Ktom175, brachu, nie ma nic do rzeczy,

Rycerz, iż burzęm już przebył176 niejedną.

Henryk

A tchórz największy pod słońcem.

Ottaker

Co mówisz?

Henryk

To.

Ottaker

Co powiadasz? Zmówże no Ojcze Nasz.

Udaje, jakby chciał się rzucić na Henryka.

Henryk

Dwa Ojcze Nasze! Czemu nie przychodzisz? —

Ottaker

Gdzież bym mordował taką nędzę?!... Słuchaj,

idź swoją drogą, a ino177 mi powiedz,

czy tu nie ugrzązł trędowaty grabia

z Aue, co uszedł z swojego folwarku?

Henryk

Co, grabia z Aue — zbiegł — z swego folwarku?

Czy tarantula ukąsiła ciebie?

Ottaker

Z dzikim śmiechem, wskazującym, że jest podchmielony.

Nie oszalałem! Gdyż bym go inaczej

przecie nie szukał!

Henryk

Zbliż się!

Ottaker

E, nie!

Henryk

Zbliż się! —

Chodź! Dam ci spokój! Bez podstępu, szczerze!

Hm! Trędowaty grabia?... Opowiadaj!

Ottaker

Siada na cyplu skały.

A zatem spokój i zgoda... A ino

wara ode mnie... uważaj... O jakie

siedem mil drogi stąd, na trzęsawiskach,

leży folwarczek — w ręku czynszownika

trędowatego mego pana — wiecie,

któremu godnie dochowuję wiary.

Tak!... Nie wyłupiaj tak ślepiów!... Z nim razem

w kraj cim ja ongi pojechał178 murzyński,

ogniam się mnogo nakrzesał179 z pohańczych180,

wiecie, szyszaków181 i turban niejeden

zwaliłem z konia, niejedna też stalka

prysła na stronę dzięki mnie, powietrze

krając, miast szyi mojego panicza.

Tak jest! Na koniec dotknęło go wstrętne,

wiecie, choróbsko. A czemu? Ot, z mego

kpił amuletu, drwił z wszelkich zamawiań

i zażegnywań! Ale o tym cicho!

Ja mu zostałem wierny! Tak! Z nim razem

ugrzązłem w chłopskiej sadybie, aż oto

on się ulotnił, zbiegł mi, uciekł w góry.

Henryk

Teraz go szukasz?... Czego chcesz od niego?

Ottaker

Jezus-Maryja-Józef! Głupi jesteś —

Nie chcę niczego!... Chroń mnie Panie Boże

od jego jadów... Niech sobie zatrzyma

to, co posiada... Jadę z nowinami.

rzuca mu pieniądze

Masz tu miedziaka! A jeśli go spotkasz,

to coś mu powiesz, bo juścić182 hołota

z hołotą zawsze się zetknie.

Henryk

Zatrzymaj

swoją sakiewkę... Marny tchórz cię oblazł —

drżysz, abyś czasem, broń Boże, nie spotkał,

którego szukasz. Ja mam za trzy grosze

być twym posłańcem?!

Ottaker

Pociągnąwszy głęboko z skórzanego worka.

Co?... He?... Ja — Ottaker —

niby się boję?... Patrzcie go!... Toć przecie

właśnie onegdaj183 mówił nam pan Hartmann —

rycerz bez trwogi, rycerz nienaganny —

który na Aue dzierży dzisiaj władztwo

w imię naszego pana — oto mówił:

«kto też pomiędzy wami ma najwięcej

niby kurażu184, aby iść wytropić

niedźwiedzia w jamie?». Tak ci185 ja, wyszedłszy,

roześmiałem się: «ja — powiadam — ja mam

dosyć kurażu i ja go wytropię».

Henryk

Cicho, z ponurą ironią.

Wierny pachołku, chodź w moje objęcia.

Ottaker

Gdy Henryk poszedł ku niemu na kilka kroków, skoczył na równe nogi, cofając się.

Piekła! Kim jesteś?...

Henryk

Nie bój się niczego!

Ja ci186 to jestem, twój oparszywiały

pan z Aue.

Ottaker

Panie! Łaski! Nie potępiaj!

Po wszystkie czasy wszak ci wierny byłem

waszej miłości, oprócz tej godziny,

kiedym odjechał od was. My chronimy

włady wasz zamek w Aue! Noc niejedną

leżałem ongi przed waszym namiotem

z ręką do miecza przymarzniętą, panie,

aby spokojnie mogła i bezpiecznie

spać wasza miłość. Nigdym od waszego

nie uciekł187 boku! Błagam: skruszonemu

przebaczcie winę grzesznikowi! Wyście,

panie, pod klątwą, ale rycerz Hartmann

mówi, iż żaden klecha nie ma władzy,

by wam zagrodzić drogę łaski. Chora

jest wasza miłość, więc rycerz powiada,

że gdy Bóg zechce, to będziecie zdrowy.

Zginąłeś, panie, bez wieści... Umarłym

świat was ogłosił i wasz krewniak Konrad,

ale nas tysiąc i dwustu przysięgło

sobie i naszej Przenajświętszej Pannie,

że staniem murem za was, bo żyjecie...

Henryk

Z udaną serdecznością.

Jużem zapomniał188 wszystko i przebaczył —

ni słowa więcej — jużem ci darował!...

Wierny mi byłeś i wierny zostałeś...

Chodź, ty mój dzielny! Znam twoją odwagę!

Niby wilk jaki szarpałeś na kęsy

ciało twych wrogów — bez drżenia. Chodź, druhu,

w te moje progi; stalą i krzemieniem

rozniecę chrust ten, będę ci nie panem,

lecz twoim sługą...

Ottaker

W gwałtownej z śmiesznością graniczącej walce.

Do czarta! Nie mogę.

Henryk

Jak gdyby nic nie zauważył.

Co?

Ottaker

Muszę odejść, panie.

Henryk

jw.

A to czemu?

Ottaker

Rycerz, pan Hartmann...

Henryk

Jest mym sługą! Zostań

taki mój rozkaz.

Ottaker

Po ponownej ciężkiej walce.

Na Boga! Nie mogę!

Weź, panie, łuk ten i wpakuj mi strzałę

w ciemię.

Henryk

Co? Strzałę? Tobie, pielucharzu,

ścierki na ciebie, paska albo końskiej

derki, nie strzały!

podnosi obie ręce do góry

Raz! Dwa! Trzy i cztery!

Umykaj!

Ottaker

Panie! Róbcie co ze sobą,

leczcie się, panie, umaczajcie ręce

we krwi dziecięcej, jak to czynią inni —

miejcie odwagę!...

Henryk

— Pięć i sześć!... Dość tego!

Bohater! Pyskacz! Popatrz się, jak umiesz

zmykać!

Biegnie z podniesionymi rękami w stronę Ottakera, który w panicznym ucieka strachu.