SCENA PIERWSZA
Hartmann von der Aue w bogatych szatach, ojciec Benedykt i Ottaker w rynsztunku z aktów poprzednich.
Benedykt
Zajęty rozmową z Hartmannem, podczas której stoi z respektem z dala.
Ponoć w turnieju zginął w Akwizgranie —
jakowyś rycerz ciął go poprzez szyszak.
Ottaker
Gryzie już trawkę.
Hartmann
Jeśli jest naprawdę,
jak powiadacie, a i ja te same
dostałem wieści o Konradzie Grave,
wówczas — pokorny sługa rzec to może —
podwójnie dziwne są nam drogi Pańskie.
Albowiem teraz... Wiecie, że z trudnością
mogłem utrzymać dla dawnego pana
ten gród warowny! — A więc teraz wiatry
przywiały ku mnie ten list z jego silnej,
męskiej prawicy...
Benedykt
Z Włoch?
Ottaker
O nie, znam człeka,
który go przyniósł: jest to pewien węglarz
z doliny Zastel.
Hartmann
I cóż? Czyś go badał?
Ottaker
A jużci, jużci316! Wziąłem go na spytki —
ino317 że, wiecie, ten hycel uparty
milczy jak kłoda, z której pali węgiel.
Benedykt
A więc sądzicie, że jest już w dolinie
Zastel?
Ottaker
Powiesić dam się, jeśli kłamię.
Hartmann
Prawda! Gdzież indziej mógłby on przebywać?
I któż by zresztą pisał list ten — patrzcie!
Jest w nim niejeden ustęp nieco ciemny,
ale odgadnąć można niemal pewno,
że może dziś już będzie razem z nami.
Benedykt
A ten — spojrzycie — list mój, napisany
mową łacińską, pochodzi z Wenecji.
Ottaker
Na świętą Annę! Mnie coś się wydaje,
że on żadnego nie napisał listu.
Hartmann
A cóż zawiera?
Benedykt
Jasnych słów niewiele:
wprawdziem318 go kiedyś — powiada — rozgniewał,
lecz po chrześcijańsku chce mi to przebaczyć...
Ottaker
Dajże nam wszystkim, Boże, odpuszczenie.
Benedykt
...ino że mam się okazać posłusznym
i wczesnym rankiem, w dniu świętego Jana,
mam mu zgotowić319 kaplicę zamkową
w Aue.
Hartmann
Z pełną przeczucia wesołością.
Jesteście tutaj i możecie
wypełnić jego wolę. Weźcie klucz ten —
zawdzięczam Bogu i mym tysiąc trzystu
dzielnym rycerzom i knechtom320, żem dotąd
mógł go utrzymać na kółku321 — a zasię322
jemu zawdzięczam znowu, żem odzyskał
knechtów... więc bierzcie klucz ten i ze skarbca —
o, hrabia Konrad miał k’temu323 niemałą
chętkę — przynieście ciężkie, szczerozłote
naczynia mszalne z cesarza Karola
pradawnych czasów.
Benedykt
Bierze klucz.
Czynię, jak każecie.
Jak wasza miłość sądzi?... Czy wyzdrowiał?
Hartmann
Wzruszając ramionami.
Jać tego nie wiem, ojcze Benedykcie.
Benedykt
Żali324 i do was dotarła wiadomość,
iże cudowny lekarz sprawił swoje?
Hartmann
I to, i inne. Po dwadzieścia razy
mówiono o tym, że umarł w Florencji,
w Padwie, Rawennie, że leży — pochowan325
w Monte Kasyno i że się utopił,
że został przebit326 sztyletem, że w gardziel
Etny się rzucił — a potem stokrotne
chodziły wieści, że go oczyściły
te w Puzzuoli cudowne kąpiele,
że go uzdrowił słynny mistrz w Salernie.
Benedykt
Z westchnieniem.
Czemuż tu wierzyć i coby tu czynić?!
Hartmann
Myśleć, jak myślę ja: dochować wiary.
Benedykt
A Ottegeba?
Hartmann
Ojcze Benedykcie!
Jeżeli pan nasz wyzdrowiał, naonczas
powiem, że nieba zesłały mu świętą
ową dziewczynę, aby żył, a śmierć jej
niech pozostanie już zrządzeniem bożym.
Benedykt
Owszem. A jednak gorżka327 to powinność
dziś go przyjmować: bo com ja w tym czasie
widział i przebył od chwili, gdy dziecko
znikło bez śladu... Myśmy go szukali:
Gotfryd, Brygita i ja — wszędzie, wszędzie
po wsiach i miastach, po wszystkich szpitalach,
w zaułkach nędzy i występku — panie,
to się zapomnąć328 nie da!... Przy tym, panie,
gdybym ja nie był tu spólnikiem329 winy!
Lecz w piersi mojej zarył mi się straszny
wyrzut i nie chce umilknąć.
Hartmann
Znaliście
ową dziewczynę od młodości?
Benedykt
Panie!
Jak swoją córkę, jak swe własne dziecko!
I obym był ją uważał330 za własną!
Abym był dla niej mógł być331 jako ojciec!
A tak najemcą byłem, nie pasterzem.
Hartmann
Mamże332 powiedzieć, co ja o tym myślę?
To Wenus333 tak ją ubrała...
Benedykt
Tak, prawda!
Ziemska to była miłość... Beznadziejna
była to miłość, która musi wszelką
żywić nadzieję i ból wszelki znosić.
I jam był kiedyś na tej błędnej drodze,
jednak omamion blichtrem niebiańskości,
i teraz, ślepiec, poznać jej nie mogłem.
Hartmann
Ja tak nie myślę, ojcze Benedykcie!
Dla mnie to dziecko i dziś jeszcze święte.
To, co się tobie wydało niebiańskim,
zostanie zawsze niebiańskim, a miłość
zawsze jest jedna, ziemska czy niebiańska.
Benedykt
Świecka to mądrość! Owszem! Tylko czemu
takem niewiele miał334 jej w tych okropnych
godzinach próby!
Hartmann
Szła w śmierć za Henryka.
Czemu? Badałem rzecz tę i powiadam:
W śmierci jej miłość święciła tryumfy:
On stał się dla niej miłosnym wyznaniem!
Benedykt
Gdyby to dziecko zginęło, jak mówisz,
rzecz podziwienia godna, cud miłości!
I ja, zaprawdę, znalazłbym pociechę!
Lecz ja nie wierzę — nie! Ta piękna perła
upadła, panie, i zagasła w błocie!
Boże mój! Przebacz panu, mnie — przenigdy!
Hartmann
Do Ottakera, wyglądającego, jakby chciał uciekać.
Dokąd, Ottaker?
Ottaker
Czyni ruch przeczący; zostając z niechęcią.
Hartmann
Cóż się stało? Mówże335!
do Benedykta
Czy wam jest znany ten pachołek, ojcze?
Benedykt
Nie.
Hartmann
Nie? Po uszy siedzi w krotochwilach,
którymi chełpi się nie tylko w stajni
wobec parobków i dziewek, lecz także
lubi uraczyć nimi małe dzieci.
Ottaker
Niech mnie pioruny!... Panie, nie wiem wcale,
co chcecie mówić?
Hartmann
Klnie się, aż się niebo
kurczy, przysięga, aż ropuchy skaczą,
że nigdy biednej córeczce dzierżawcy
o salerneńskim nie mówił lekarzu.
Benedykt
Wy to jesteście?
Ottaker
Co? Jak? Kim ja jestem?
A niech mnie czarci!... Panie! Kląć się nie chcę —
pozwólcie, panie, odejść mi na szaniec.
Ottaker wychodzi.