SCENA SIÓDMA

Ottegeba

Wchodzi, prowadzona przez Hartmanna. Blada i zmęczona, bosa, w ubraniu pielgrzymim, o kiju.

Ottegeba

Gdzie jestem, panie? Powiedz...

Hartmann

W zamku w Aue.

Ottegeba

Gdzie?

Hartmann

W zamku w Aue.

Ottegeba

Gdzie? W jakiej dziedzinie?

Hartmann

W Szwarcwaldzie, pani, na ojczystej ziemi.

Benedykt

Popatrz się na mnie, już mnie nie poznajesz?

Ottegeba

W uporczywym zamyśleniu.

Przebacz... cokolwiek...

z lękliwą radością, rzucając mu się na piersi

Ojcze Benedykcie!

Nie mów nikomu! Nie mów, kim ja jestem!

Pomóż! Bądź wierny! Dobry! Litościwy

bądź mi, mój ojcze, iżby mnie nie zabił

ten wstyd bezmierny!...

Benedykt

Cicho, dziecko, cicho!

Ja cię ukryję, jeżeli gdzie indziej

nie masz ukrycia.

Ottegeba

Tak, tutaj przy tobie,

w cichej pustelni...

Benedykt

Co?

Ottegeba

Przy tobie, ojcze,

w głębokiej puszczy.

Benedykt

Powróćże362 do zmysłów,

ty moje drogą utrudzone dziecię.

Mylisz się: ptactwo śpiewa o tam, w kniejach!

Tu echo tylko odbija się w zamku.

My nie jesteśmy, dziecko, w moim lesie.

Ottegeba

Jać sobie, ojcze, przypomnąć363 nie mogę364,

gdzie my jesteśmy... Idźmy głębiej w góry!

Słuchaj... Nie! Później... Idźmy! Nie! Nie jeszcze —

kłamałam... Jestem potępiona, ojcze!

Jestem stracona... ojcze...

Benedykt

Nie, dziewico!

Czyn twój przeciwko tobie świadczy, rada

oddałaś życie, by okupić dolę

biednego pana Henryka, atoli365

Bóg ci uczynił, jak Izaakowi —

miłośnie przyjął ofiarę z ołtarza.

Ottegeba

Nie! Ja umarłam na ołtarzu! Obcy,

surowy, dziki pochłonął mnie ogień,

który się palił w szpiku moich kości...

Pragnęłam krzyczeć: puśćcie mnie, wy piekła!

Ale ten wyraz milkł na żądnych ustach —

Bij, zanim umrę, bij, ty zły lekarzu —

takem jęczała — daremnie! Truciznę

nieprzyjaciela wessały już w siebie

spragnione członki. I nim aniołowie

poczęli śpiewać «hosanna», ma żądza

zmarła na piersiach szatana.

Benedykt

Podpierając ją i prowadząc do ołtarza.

Cóż na to

można powiedzieć? Znasz mnie i wiesz dobrze,

iż na szerokiej ziemi nikt mojemu

tak nie jest bliski sercu, jak ty, dziecię.

Miej na uwadze słowa spowiednika:

Lekarz, być może, jest czartem, lecz właśnie

pan nasz w ostatniej chwili był powołan,

by cię ratować. I tak to leżałaś

nie na szatańskim łonie, lecz w uścisku

tego człowieka, o którego duszę

takeś walczyła366, jak on w owej chwili

walczył o twoją.

Ottegeba

W największym wyczerpaniu pada na krzesło.

Kłamałam! Kłamałam!

Nigdym o jego nie walczyła367 duszę

i przeto368 Bóg mnie postawił pod pręgierz.

Zasłania sobie twarz rękami.

Henryk

Wychodzi po cichu z kaplicy i klęka przed nią.

Spójrz wokół siebie! Nie drżyj! Wszak nie jesteś

gołębiem w klatce — a jam nie jest wężem,

abyś drżeć miała przed moim spojrzeniem.

Ale tyś moją, męża, którym jestem,

który jest twoim... a nie kusicielem,

nie! To mnie kuszą, kuszą tak jak ciebie!

A choć ty jesteś czystsza, choć wolniejszaś369

od skaz, to ogień i mnie uszlachetnił,

że, jako pierścień z czystego metalu,

mogę już dzisiaj służyć za oprawę

dla tego wody najczystszej brylantu,

jakim jest dusza twoja.

Przeto370 mała

oblubienico, powiedz mi słóweczko,

ciche słóweczko na ciche pytanie,

a potem możesz wypocząć po strasznych

trudach długiego poranku, co dla nas

skończył się teraz jasnym dniem. Odpowiedz:

żali371 nie chciałaś wrócić mi znów życia

i w zamian za nie dać twego? Więc teraz

daj mi twe życie: moim jest i moim

było od wieków! Wierną, na śmierć wierną

byłaś mi dotąd służebnicą: dzisiaj

po raz ostatni niechaj znajdzie posłuch

u ciebie moja modlitwa: bądź moją

panią! Bądź moją żoną! —

Ottegeba

Rozwarła szeroko oczy, jak w natchnieniu, a potem, jak gdyby oszołomiona wielką światłością, powoli zamknęła je znowu.

Benedykt

W nawałnicy

światła zasnęła, a jednakże jeszcze

widziała glorię.

Henryk

Zaślubiny ziemskie

lub wiekuista śmierć!