III
Pewnego ranka Złotopiórcia obudziła się jeszcze lżejsza i bardziej znudzona niż zwykle.
— Dmuchnij na mnie! — prosiła dziadka.
Jednakże staruszek nie odpowiadał. Kiedy dziewczynka zbliżyła się do łóżka dziadka, okazało się, że już nie żył.
Wybuchła płaczem. Płakała przez trzy dni i trzy noce. O świcie czwartego dnia postanowiła zwołać ludzi. Ledwo uchyliła drzwi, porwał ją wiatr i powiódł wysoko do góry, niczym bańkę mydlaną...
Złotopiórcia krzyknęła, po czym zamknęła oczy.
Wzięła się jednak na odwagę i przez opadającą na oczy gęstą czuprynę spojrzała w dół: leciała na wysokości przyprawiającej o zawrót głowy.
Pod nią zieleniły się rozległe pola, srebrzyły się rzeki, ujrzała ciemne puszcze, miasta, baszty i klasztory, które przypominały dziecięce zabawki.
Wystraszona Złotopiórcia zamknęła oczy, otuliła się kołdrą swoich bujnych, rozpuszczonych włosów, dając się nieść przed siebie.
— Odwagi, Złotopiórciu! — usłyszała nagle jakiś głos.
Otworzyła oczy i zobaczyła lecących tuż obok Niestrzępa Głogowca, Kruszczycę Złotawkę i Niełupkę Ostu.
— Wiatr niesie nas razem z tobą, Złotopiórciu. Będziemy ci towarzyszyć w podróży i pomagać.
— Dziękuję, drodzy przyjaciele! — powiedziała podniesiona na duchu Złotopiórcia.
Piękna Złotopiórcia, choć chyba jeszcze tego nie wiecie,
wkrótce zostanie królową, więc ogłoście to w świecie.
— Czyj to głos słyszę w uszach od dłuższego już czasu?
— Dowiesz się wieczorem, Złotopiórciu, gdy dotrzemy do Wróżki Młodości.
Złotopiórcia, Niestrzęp Głogowiec, Kruszczyca Złotawka i Niełupka Ostu podróżowali dalej niesieni wiatrem.