11 kwietnia
Jestem rad, jestem nadzwyczajnie rad, że to święta teraz. Zosia, Stach i Amelka są ciągle przy mnie, a to mi nie tylko nie cięży, ale przeciwnie — prawdziwą rozkosz sprawia.
Stacha miękko dosyć namawiałem do wyjazdu do matki. On mi głupstwa gadał, jak zwykle, pomawiając o brak serca i wiary w niego, skoro mogłem choć na chwilę przypuścić, że odjedzie — i, naturalnie, pozostał. Ja chciałem brawować40 altruizmem, nakłaniając go do wyjazdu, choć sam czułem, że nie zdobyłbym się na tyle siły, aby go pożegnać. On dobry, za dobry dla mnie. Nie umiałem nigdy ocenić tej z głębi duszy prawej istoty, pełnej poświęcenia dla drugich, zaparcia się dla siebie samego. Już mu się też za to nie będę mógł odwdzięczyć nigdy!
Teraz, ile tylko zdołam, popieram jego sprawę u Zosi. Co prawda, niewiele tu już jest do zrobienia, a raczej nic zupełnie, bo ona dawno już tę kwestię w swoim sercu rozstrzygnęła. Dość spojrzeć na nich, kiedy siedzą oboje pod oknem i coś ciągle szepczą sobie na ucho, żeby się o tym upewnić.
Nawet Amelka, która o niczym dotąd nie wiedziała, dostrzegła to od razu pierwszego dnia — i, widzę, zaczyna ich traktować w odpowiedni sposób, uśmiechając się pobłażliwie. A mnie nie rażą już te romanse, choć to może niestosowna do nich pora. Trudno — oni tak młodzi oboje, nie potrafią jeszcze robić ze swej miłości ustępstw dla otoczenia. I tu egoizm; ale to także naturalny, musowy egoizm. Wreszcie gdzież go nie ma? Mnie przyjemnie jest nawet patrzeć na nich z boku i obserwować, jak zwykle. Nie przeszkadzamy też im zupełnie, oboje z Amelką odgrywając role starszych, opiekunów. Rozmawiamy o nich ciągle, a ja staram się jak najlepiej usposobić Amelkę względem Stacha, żeby potem była przychylna ich projektom.
Szkoda, że już ich szczęścia oglądać nie będę!
Dlatego też pozostawiam im zupełną swobodę, niemal odganiam od siebie, byle i tej odrobiny ich rozkoszy nie rozwiać. Sam się wygrzewam w tym cieple miłości, raduję nadzieją marzonego ich szczęścia — a to mnie jakimś lepszym, wyrozumialszym czyni. I tu Amelki dzieło — to ona nauczyła mnie w tym źródle szukać ukojenia.