18 marca, rano

Jestem rozbity, złamany, bezsilny. Choroba robi straszne postępy. Cierpień prawie żadnych — tylko obezwładnienie, apatia i senność. Dnie całe leżę nieruchomo, z oczyma w sufit albo w ścianę utkwionymi, nie mówiąc nic, prawie nie myśląc. A tu godziny, dnie, tygodnie przechodzą, i tak dążę gdzieś, do jakiegoś nieznanego celu. Co będzie?

List jeszcze niewysłany. Nie mam sił myśleć o tym, a tym bardziej wykonać. Wczoraj trzy razy zaczynałem mówić o tym z Zosią i trzy razy zabrakło mi odwagi. Rozprzęgło się we mnie wszystko. Bywają już takie chwile, że mówię: „a niech tam” — w sekundę potem zimny pot oblewa mi twarz. I tak szarpię się w niepewności, a życie wypływa ze mnie powoli.

Otom jest chory, bezsilny, bezbronny.

A niech tam!