IX

Cóż, że będzie ci złorzeczył

zleniwiałych zwarty huf,

Gdy go z sytej zbudzisz ciszy,

rzucisz kamień w jego muł?

Cóż, że szczeknie poza tobą

rozkiełzanych sfora psów,

Które w obróż pozłocistą

wypasiony pan ich skuł?

Które z smyczy swojej puszcza,

gdy wyprawić trzeba łów

Na zwierzynę, szlachetniejszą

od tych wieszczów płaskich czół

Od pismaków ciasnej piersi,

lecz mającej dosyć tchów,

By bezcześcić ołtarz święty

za magnacki, hojny stół?

Ty spiesz dalej, pieśni nowa —

w ślad melodii własnych spiesz!

Tylko gdy się zbyt rozjuszy

bezkarnością śmiały zwierz

I twym śnieżnym płaszczem szarpnie,

stań i okiem, gdzie się skrzą

Groźne ognie dni idących,

napastliwych wrogów zmierz:

Nie potrzeba rąk podnosić,

wołać jej: A milcz! A leż!

Stchórzy zgraja i z skowytem

lizać będzie stopę twą.