XI

My — przeżyci? My, jak kwiaty,

które wczesny zwarzył mróz?

My powiędłą mamy duszę

śród zapadłych, ciasnych łon?

A tak chwiejną, rozwichrzoną,

jak korony białych brzóz,

W które wicher z deszczem wali ?

Wątły będzie jutro plon

Naszej siejby?... Nie przeżyci!...

Naszą pierś rozpiera ból,

Lecz w tym bólu nie wyczerpań,

nie rozkładu mieszka jad:

Życie drga w nim mocą mocy,

co wśród smutnych idzie pól

Chmurnie, groźnie i stanowczo,

by stracony zdobyć świat.

Idzie cicha... Nie dźwięk fanfar,

nie tryumfów głośny wrzask

Towarzyszy jej w tej drodze...

Idzie skromna i na twarz

Nie przywdziewa ni proroków,

ni kapłanów dumnych mask.

Idzie jako prosty żołnierz...

w szarym płaszczu... Idzie w dal

Niewstrzymana... bo iść musi,

choć ma jęk za przednią straż,

A za sobą melancholię

i tęsknicę, cień i żal...