V

Ponad olbrzymie baszty skał,

Nad śmierci mgławe cienie

Duch się unosi — duch, co miał

Wieczności przywidzenie.

Wzniósł się, jak gdyby w blasku zórz,

Nad przepaść, nad głęboką,

A tam od dołu innych dusz

Ciche się cienie wloką.

Pną się w promienny, stromy szczyt,

Nad żleby, ponad granie —

W górę, gdzie wieczny dzierży byt

Nad śmiercią panowanie.

Tak się leniwie pną w ten smug,

Z słonecznych skier utkany,

Jak gdyby miały u swych nóg

Ciężary i kajdany.

Tak się czepiają ostrych ścian,

Tak przy tym kurczą ręce,

Jak pod pieczeniem krwawych ran,

Jak w boleściwej męce.

Tak odwracają błędny wzrok,

Snać bielmem przysłonięty,

Jak gdyby wrogów czarny tłok

Nastawał im na pięty.

Nieraz się potkną, tak się pnąc

Tą przepaścistą percią,

Opiłe winem szczytnych żądz,

By górę wziąć nad śmiercią...

Nieraz się potkną — wtedy śmiech

Rozlega się w przestworzu

Tysiącem strasznych, dzikich ech,

Jak echa burz na morzu.

Jak przeraźliwe echa burz,

Gdy z nieb padają gromy,

A wielkie statki idą już

Na drzazgi i na złomy.

To śmierć wysłała z swoich nor

Widm rozpętane moce

Na ten urwisty, skalny tor,

Skąd wieczny byt migoce;

To niepewności straszny ptak

Bije ciemnymi pióry:

Cień jego pada na ten szlak,

Co wiedzie w jasne góry.

Wyrzut się zrywa, niby szał,

Zadaje duszom razy,

Że obłamują kwiat swych ciał

O te krzemienne głazy.

Że pnąc się w sfery marnych złud,

Nie pomną w swej podróży,

Iż ten nadludzki, płonny trud Rozkwitom ciał nie służy.

I wraz świadomość w ślad tych mąk,

Niby potworna żmija,

Ten swój oślizły pręży krąg,

W dusze się żądłem wpija.

Wpija się w duszę olbrzym wąż,

Ze swojej rad zdobyczy,

Wyrywa wszystką siły miąż9

I syczy, syczy, syczy...

Syczy, że wieki ziemski lud

Wyprawiał swe wybrance

Do tych tajemnych życia wrót,

Na te zawrotne krańce.

I że już długich wieków wiek,

Wspinając się daremnie,

Upadał w przepaść słaby człek,

W jej nieprzejrzane ciemnie.

Że do padolnych tylko niw

Przyrosły byt człowieka:

Tu on kwitnący, tu on żyw,

Aż — końca się doczeka...

I syczy, syczy potwór–gad

Na tej przepastnej perci,

Że wszystko: człowiek, zwierz i kwiat

Podlega jednej śmierci.

Że śmierć nad wszystkim tron ma swój,

Owity w groźne cienie,

Że zmienia wszystko w rozkład, w gnój

I w mrok i w zapomnienie.

Tak syczy... syczy... na ten syk,

Wijący się u zboczy,

Trwoga wyrzuca z siebie krzyk,

Z ust białą pianę toczy

Rozpacz, idąca, niby straż,

W ślady błędnego grona,

Wykrzywia z śmiechu bladą twarz,

Wykręca swe ramiona...