Do gospodyniej

Ciebie zła lwica w ogromnej jaskini

Nie urodziła, moja gospodyni,

Ani swym mlekiem tygrys napawała;

Gdzieżeś się wżdy tak sroga uchowała,

Że nie chcesz baczyć na me powolności

Ani mię wspomóc w mej wielkiej trudności?

O którą samażeś mię przyprawiła,

Że chodzę mało nie tak jako wiła.

Wprawdzie żeć się już nie wczas odejmować;

Ja ciebie muszę rad nierad miłować.

Ty się w tym pomni, masz li mię mieć g’woli

Z mej dobrej chęci czyli po niewoli.

Do gościa3

Jeśli darmo masz te książki,

A spełna w wacku4 pieniążki,

Chwalę twą rzecz, gościu–bracie,

Bo nie przydziesz ku utracie;

Ale jesliś dał co z taszki5,

Nie kupiłeś, jedno fraszki.

Do gościa

Nie pieść się długo z mymi książeczkami,

Gościu, boć rzeką: „Bawisz się fraszkami.”

Do Hanny

Chybaby nie wiedziała, co znaczy twarz blada

I kiedy kto nie g’rzeczy, Hanno, odpowiada,

Często wzdycha, a rzadko kiedy się rozśmieje —

Tedy nie wiesz, że prze cię moje serce mdleje?