Do Jakuba

Że krótkie fraszki czynię, to, Jakubie, winisz?

Krótsze twoje nierówno, bo ich ty nie czynisz.

Do Jana6

Radzę, Janie, daj pokój przedsięwzięciu swemu,

Bo bądź krótko, bądź długo, przedsię przydzie k’temu,

Że się człowiek obaczy, a co mu dziś miło,

To mu będzie za czasem wstyd w oczu mnożyło.

Tę rozkosz, którą teraz tak drogo szacujesz,

Puścisz taniej po chwili, gdy prawdę poczujesz.

A tak, co ma czas przynieść, uprzedź go ty raczej,

Odmień swój bieg, a żagle nakręć w czas inaczej!

Świadomeś słów łaskawych i pięknej postawy,

Zdradę widzisz, znajże więc, co przyjaciel prawy!

A ty, o morska Wenus, chluśni z raz tej paniej,

A pomści się wzdychania i moich złez7 na niej!

Do Jósta

Wiesz, coś mi winien; miejże się do taszki8,

Bo cię wnet włożę, Jóstcie, między fraszki!

Do Kachny

Pewnie cię moje zwierciadło zawstydzi,

Bo się w nim, Kachno, każdy szpetny widzi.

Do Marcina

A więc by ty, Marcinie, przed tym nie ugonił,

Co to siedzi jako wróbl, a oczy zasłonił;

Niech on chwali Żmudzinki, że bywają trwałe;

By miał mądzie jako sam, tedy przedsię małe.

Do Mikołaja Firleja

Jesliby w moich książkach co takiego było,

Czego by się przed panną czytać nie godziło,

Odpuść, mój Mikołaju, bo ma być stateczny

Sam poeta, rym czasem ujdzie i wszeteczny.

Do Mikołaja Mieleckiego9

Nie dar jaki kosztowny, ale co przemogę,

Dam ci parę wirszyków, Mielecki, na drogę:

Boże daj, być się dobrze na wszytkim wodziło,

Byś we zdrowiu oglądał, na co patrzać miło.

Na mię bądź łaskaw, jakoś zawżdy okazował;

Nie był ten łaskaw, kto do końca nie miłował.

Do miłości

Chyba w serce, Miłości, proszę, nie uderzaj,

Ale na każdy członek inszy śmiele zmierzaj!

Do paniej

Co usty mówisz, byś w sercu myśliła,

Barzo byś mię tym, pani, zniewoliła;

Ale kiedy mię swym miłym mianujesz,

Podobno dawnym zwyczajom folgujesz.

Do paniej

Imię twe, pani, które rad mianuję,

Najdziesz w mych rymiech często napisane,

A kiedy będzie od ludzi czytane,

Masz przed inszymi, jesli ja co czuję10.

Bych cię z drogiego marmoru postawił,

Bych cię dał ulać i z szczerego złota

(Czego uroda i twa godna cnota),

Jeszcze bych cię czci trwałej nie nabawił.

I mauzolea, i egiptskie grody

Ostatniej śmierci próżne być nie mogą11;

Albo je ogień, albo nagłe wody,

Albo je lata zazdrościwe zmogą;

Sława z dowcipu12 sama wiecznie stoi,

Ta gwałtu nie zna, ta się lat nie boi.

Do paniej

Pani jako nadobna, tak też i uczciwa!

Patrząc na twą wdzięczną twarz, rymów mi przybywa,

Które jeśli się ludziom kiedy spodobają,

Nie więcej mnie, niż tobie, być powinne mają.