Do drużby

Zarijadres królewic, jako żyw nie zna wszy,

Tylko piękną Odatę przez sen raz widziawszy,

Miłował ją serdecznie i tak chodził o tym,

Że musiała być jego poślubioną potym8

Toż się i mnie przydało, drużba mój cnotliwy9,

Że nigdy cię nie znawszy, zawżdym był chętliwy

Do twego towarzystwa; a nie mam w pamięci,

Bych cię (co też niemała pobudka do chęci)

I przez sen kiedy widział; ale pismo twoje,

To ciebie oznajmiło i przed oczy moje

Przyniosło, żem cię w głowę lepiej wlepił sobie,

Niżby mi cię był posłał w twej własnej osobie

Wroty sen rogowymi10, gdy poczyna świtać,

A Tytan11 swoje konie w łąkach każe chwytać.

Przeto tego bądź pewien, że cię z tymi liczę,

Którym ja sercem prawym wszego dobra życzę.

A to węzeł jest mocny i nad insze trwały,

Który pięknej Pamięci córki12 zawiązały.

Do dziewki

A co wiedzieć, gdzie chodzisz, moja dziewko śliczna

A mnie tymczasem trapi teskność ustawiczna;

Jakoby słońce zaszło, kiedy nie masz ciebie,

A z tobą i w pół nocy zda się dzień na niebie.

Do dziewki

Daj, czegoć nie ubędzie, byś nawięcej dała;

Daj, czego próżno dawać potym będziesz chciała,

Kiedyć zmarski twarz zorzą, a gładkie zwierciadło

Okaże to na oko, że cię siła spadło.

Już tam służyć nie będą te pieszczone słowa:

„Stachniczku, duszo moja!” — rychlej: „Bądź mi zdrowa,

Maryja, łaski pełna!” — a w ręku pacierze,

Na jakie przy kościele baba pieniądz bierze.

Teraz możesz leliją piękny włos otoczyć,

Teraz możesz zaśpiewać, możesz w tańcu skoczyć;

Po chwili przydzie druga, którą przejdziesz laty,

I rzeczeć: „Weźm ty kądziel; przystojniej mnie z swaty.”

Do Franciszka13

Ani Ulisses, ani Jazon14 młody,

Choć o nich siła starzy nabajali,

Tak wiele ziemie snąć nie objechali,

Jako ty, który od Tybrowej wody15

Szedłeś, Franciszku, przez różne narody,

Aż tam, gdzie nigdy lata nie uznali

I ogniów palić ludzie nie przestali,

Prze mróz gwałtowny i prze wieczne lody.

Więc i w to nie wierz, aby w tej krainie

Medea jaka i Circe nie była16,

Która by ludzi obracała w świnie.

Tak się tu dobrze druga wyćwiczyła,

Żeby tę sarnę, co tak bardzo słynie,

W niedźwiedzia Circę łatwie obróciła.

Do fraszek

Fraszki moje (coście mi dotąd zachowały)17,

Nie chcę, żebyście kogo źle wspominać miały.

Lecz jeśli wam nie g’myśli cudze obyczaje,

Niechaj karta występom, nie personom łaje!

Chcecie li chwalić kogo, chwalcież, ale skromnie,

By pochlebstwa jakiego nie uznano po mnie.

To też wiedzcie, że drudzy swej się chwały wstydzą

Podobno, że chwalnego w sobie nic nie widzą.

Do fraszek

Fraszki, za wszeteczne was ludzie poczytają

I dlatego was pewnie uwałaszyć mają.

A tak ja upominam: Nie mówcie plugawie,

Byście potym nie były z wałachy na trawie;

Ale mówcie przykładem mego Mikołajca:

„Co to niesiesz?” — „Gospodze, z odpuszczeniem: jajca18.”

Do gospodarza

Rad się widzę u ciebie, gospodarzu miły!

Ale wypić tak wiele nie mej słabej siły;

A gdy mi każesz pełnić sobie albo komu,

Jakobyś rzekł: „Nie chcę cię mieć długo w tym domu.”

Do gościa

Bądź ptaka, bądź zająca szukasz po tym boru,

Gościu, słuchaj mej rady, stąp mało do dworu;

Pewniejsza tu zwierzyna, gdzie pełne piwnice

Albo gdzie pszczoły noszą miód za okiennice.

Do Hanny

Na palcu masz dyjament, w sercu twardy krzemień,

Pierścień mi, Hanno, dajesz, już i serce przemień!