Panna III
Za mną, za mną, piękne koło,
Opiewając mi wesoło!
Czuję się, że moja kolej,
A ja nie mam wydać wolej.
Sam ze wszytkiego stworzenia
Człowiek ma śmiech z przyrodzenia31;
Inszy wszelaki źwierz niemy
Nie śmieje sie, jako chcemy.
Nie ma w swym szaleństwie miary,
Kto gardzi Pańskiemi dary;
A bodaj miał płakać siła,
Komu dobra myśl niemiła.
Śmiejmy sie! Czy nie masz czemu?
Śmiejmy sie przynamniej temu,
Że, nie mówiąc nic trefnego32,
Chcę po was śmiechu śmiesznego.
Wystąp ty, coś ciągnął kota33,
A puść sie na chwilę płota34.
Uchowa cię dziś Bóg szkody,
Bo tu opodal35 do wody.
Ciągnie go drugi na suszy36,
Tobie trzeba aż po uszy.
Nieboże mój, kto cię zbłaźnił37,
Żeś tak srogie źwierzę draźnił?
Nie znasz ludzi, co przed kotem
Pierzchają nawiętszym błotem?
A na jego głos straszliwy
Ledwe drugi będzie żywy.
Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,
On przedsię ogonem wzgórę.
Zły z nim pokój, gorsza zwada;
Jeszcze i dziś strach sąsiada38.
Czasem też i z dachu spadnie,
A przedsię na nogi padnie;
I chłop foremniejszy39 bywa,
Gdzie kot we łbie przemieszkiwa40.
A to jako w nim szacować,
Że umie i praktykować41?
A to tak wieszcza42 bestyja,
Że sie zawżdy na deszcz myja43.
Więc44 łowiec niepospolity
A w swych sprawach dziwnie skryty;
K temu rzadko usnie w nocy,
Ale ufa zawżdy mocy.
Kocie, wszytko to do czasu,
Strzeż wilka wyszczekać z lasu45;
A może być i w tym stadzie46,
Co już myśli o zakładzie47.