Historia Lopeza Soareza
Jestem jedynym synem Gaspara Soareza, najbogatszego kupca z Kadyksu. Mój ojciec, człowiek surowy i nieugięty, chciał, abym wyłącznie oddał się zatrudnieniom kupieckim i nie myślał nawet o rozrywkach, na jakie zwykle pozwalają sobie synowie bogatszych kupców z Kadyksu. Starając się we wszystkim zadowalać mego ojca, rzadko kiedy chodziłem do teatru, w niedziele zaś nigdy nie należałem do tych rozrywek, jakimi w ogóle zabawiają się towarzystwa wielkich miast handlowych.
Ponieważ jednak umysł potrzebuje wypoczynku, szukałem go zatem w czytaniu tych przyjemnych, ale niebezpiecznych książek, które znane są pod nazwą romansów. Powoli zasmakowałem w nich i mimowolna tkliwość owładnęła moim umysłem, ale wychodząc rzadko na miasto i wcale prawie nie widując kobiet, nie znajdowałem sposobności rozporządzenia moim sercem. Tymczasem mój ojciec miał pewne sprawy do załatwienia na dworze hiszpańskim, postanowił więc, że zwiedzę Madryt i oświadczył mi swój zamiar. Z radością przyjąłem tę nowinę, uszczęśliwiony z możności odetchnięcia wolnym powietrzem i zapomnienia choć na chwilę o kratach naszego kantoru oraz pyle naszych magazynów.
Gdy wszystko było już gotowe do podróży, mój ojciec kazał mnie przywołać do swego gabinetu i odezwał się w te słowa:
— Mój synu, jedziesz do miasta, gdzie kupcy nie mają tyle znaczenia, co w Kadyksie, powinni więc zachowywać się poważnie i przyzwoicie, ażeby nie poniżać stanu, który ich zaszczyca, tym bardziej, iż on najdzielniej przyczynia się do pomyślności ich ojczyzny i prawdziwej siły monarchy. Oto są trzy prawidła, według których będziesz postępował pod karą mego gniewu:
Naprzód zakazuję ci wdawać się w rozmowy ze szlachtą. Panowie myślą, że czynią nam zaszczyt, gdy raczą do nas kilka słów przemówić. Jest to błąd, w którym nie należy ich zostawiać, gdyż zaszczyt nasz bynajmniej nie ma nic wspólnego ze stosunkami, w jakie moglibyśmy z nimi wejść.
Po wtóre, rozkazuję ci, abyś nazywał się po prostu „Soarez” nie zaś „don Lope Soarez”: tytuły żadnemu kupcowi nie dodają blasku. Cała jego miłość własna winna polegać na rozległości jego stosunków i przezorności w przedsięwzięciach.
Po trzecie, zakazuję ci raz na zawsze dobywać szpady; zwyczaj ją upowszechnił, nie zabraniam ci więc nosić tej broni. Powinieneś jednak pamiętać, że honor kupca zależy na rzetelności w dotrzymywaniu zobowiązań, dlatego to nie chciałem, abyś kiedykolwiek uczył się szermierstwa.
Jeżeli przekroczysz przeciw któremukolwiek z tych trzech prawideł, narazisz się na mój gniew; w razie jednak wystąpienia przeciw czwartemu wystawisz się już nie na gniew, ale na przekleństwo moje, mego ojca i mego dziada, który jest twoim pradziadem i zarazem pierwszym sprawcą naszych dostatków. Idzie tu o to, abyś nigdy nie wchodził w związki z domem braci Moro, bankierów królewskich.
Bracia Moro słusznie używają powszechnego szacunku i zapewne dziwisz się ostatnim moim słowom, ale daleko więcej się zadziwisz, skoro się dowiesz, jakie zarzuty dom nasz im stawia. Muszę zatem w kilku słowach objaśnić ci całą naszą historię.