Rozdział dziewiąty

Morze Pompowe koło studni. Admirałowie Floty Morza Pompowego. Kolej patykowa i skorupka od jajka.

Poza kolonią jest kierat, który chłopcy pierwszego ranka wzięli za karuzelę i srodze się zawiedli.

Rano Jan wprzęga konia do kieratu, kręci wodę ze studni do pompy i do zbiornika.

Niektórzy, przekonawszy się, że wielkie koło drewniane nie jest karuzelą, dali za wygraną; są jednak tacy, co uważają, że na drewnianym kole jeździ się wcale dobrze. Jeśli tutka od fajerwerku może być lunetą, drzewo — okrętem, gałąź — kotwicą, dlaczego kierat nie ma być karuzelą?

Niby sobie patrzą z daleka, dziwią się, jak też koniowi nie zakręci się w głowie od ciągłego chodzenia w kółko — i nie ma w tym nic zdrożnego; ale niech tylko Jan odejdzie na chwilę, już zaczynają się wozić.

Raz mało co Dałkiewicz nie wpadł pod koło, bo się w sznurze zaplątał, że nawet mu czapka zleciała i dopiero para czapkę mu podniosła; Jan tak się przestraszył, że na pewno dałby mu batem przez plecy, gdyby Dałkiewicz nie uciekł, gdyby Jan miał bat akurat pod ręką.

Kłopot był wielki z kieratem, dopóki Dajnowski i Wiktorowski nie zostali admirałami Zjednoczonej Floty Morza Pompowego i właścicielami całego przylegającego do morza terenu.

Dostojeństwa i przywileje nakładają zawsze ciężkie obowiązki.

Dajnowski i Wiktorowski są właścicielami morza, które się koło pompy utworzyło w dziurze, oni wydają pozwolenia na wszelkie roboty, kanały i porty, bez ich zgody żadna łódź nie ukaże się na wodach pompowych; ale też oni odpowiadają za całość kieratu, za wszystkie wypadki na całym terenie podległym ich władzy.

Wiktorowski ma dwie łódki wycięte z kory scyzorykiem, później jedną z nich podarował Kucharskiemu, sam zrobił inną, z żaglem, pokładem, sterem i ławkami. Dajnowski ma cztery żaglowce.

Z korą na budowę okrętów nie taka znów łatwa sprawa, jakby się pozornie zdawało. Bo korę wolno tylko z pieńków zdzierać, a nigdy odbijać z drzew zdrowych. I dlatego kora, z której ma być rozpoczęta budowa, musi być obejrzana, pozwolenie na pracę wydane; inaczej okręty niezameldowane jako korsarskie będą konfiskowane, a właściciel sądownie ścigany.

Są inne jeszcze ograniczenia, bo i wody do morza zbyt wiele puszczać nie należy; w zamian jednak jest wolność oparta na pewnym posiadaniu.

Dawniej, gdy Jan się ukazał, trzeba było całą flotę chwycić i w nogi, co tylko sił starczy; ubliżało to godności, nie licowało z powagą Morza Pompowego. Teraz, kiedy strona prawna została już wyjaśniona, nic podobnego mieć miejsca nie może.

Wysłana swego czasu do Jana misja dyplomatyczna otrzymała życzliwe przyzwolenie, jakkolwiek w nie dość uroczystej wyrażone formie:

— A bawta się tam, tylko żebyśta mi wody nie puszczali; i koła nie ruszajta, bo was powyganiam.

Akt ten, aczkolwiek nie uwieczniony papierem i podpisami, potwierdził prawa Dajnowskiego i Wiktorowskiego. I szła zabawa.

— Patrz, moja łódka bale przewozi.

— A moja łódka łódkę uradzi58.

— Eee, twoja łódka bokiem idzie.

— Bo ją wiatr tak pcha.

— Patrz, a moja sama skręca.

— A teraz jedna łódka drugą pcha.

— Te, odejdziesz ty tam od koła czy nie?

Teraz już można być spokojnym o kierat.

— Patrz, co piasku nakładłem, i nie tonie.

— Bo łódka musi mieć balast.

— Te, czego patyki wrzucasz? Idź sobie!

Admirałowie czuwają.

— A mój okręt jedzie do Ameryki.

— Moja idzie do brzegu, bo się wody nabrało.

Potem wielką burzę zrobili i ratowali zagrożone okręty.

Morze Pompowe wymaga dużego nakładu pracy, zanim stanie się dostatecznie bezpieczne i zdatne do żeglugi.

Nasamprzód59 wymierzono głębokość i powierzchnię dna zbadano. Powsadzano patyki tam, gdzie jest mielizna lub podwodne skały. Skały, które bardzo przeszkadzały w żegludze, usunięto lub przeniesiono w mniej ważne miejsca. Niektóre mielizny też należało usunąć. Przystąpiono do budowy latarni morskiej.

Starszy inżynier, Bednarski z B, zaczął kopać kanał.

— Daj spokój z kanałem, bo woda wyleci.

Kanał jest dość ryzykownym przedsięwzięciem, bo zagraża wodzie Pompowego Morza; ale nad kanałem można zrobić most i okręty mogłyby przepływać pod mostem.

— A na moście zrobi się kolej.

— A masz scyzoryk?

— Józkowi pożyczyłem i zgubił.

Zaczęto poszukiwać wspólnika do budowy kolei patykowej na moście wiodącym przez kanał Morza Pompowego i wspólnik ze scyzorykiem się znalazł.

Wspólnik nie tylko wniósł scyzoryk, ale szereg znakomitych pomysłów.

— Trzeba zrobić zatokę, port, przystań.

— Rozumie się, że trzeba.

Ktoś chce solniczkę puścić na morze, aby też pływała.

— Odejdź, ofiaro, solniczkę puszcza na morze.

Znaleziono skorupkę od jajka. Dobrze, przyda się.

— Może ją podrobić i będziemy wozili?

— Eee, szkoda psuć: do wożenia mamy piasek i kijki.

Słusznie: skorupka od jajka winna odegrać poważniejszą rolę.

— Wiesz, puść ją tak sobie, niech pływa, niech tymczasem oznacza, gdzie woda głęboka. A potem się już pomyśli, co z nią dalej zrobić.

Tak czy inaczej skorupka od jajka została włączona do inwentarza Morza Pompowego. Co wymyślili admirałowie, do czego później służyła — nie umiem powiedzieć, nie znam dalszych jej losów.