SCENA PIĄTA

Trzy uderzenia w gong. Wchodzą: majestatycznie — Żubr; krokiem żołnierskim — Pułkownik; Birbant i w sukni Homoerotyk pod rękę; Starzec, modląc się, i inni.

POSŁUGACZ

Sami sobie nośta. Chcieliby, żeby za nich robić. Macie sejm, to najmijta110 woźnych i szwajcarów111.

PUŁKOWNIK

Wampir — nie urągać.

HOMOEROTYK

Wielki magu, drogi mistrzu (obejmuje go112). Nie unoś się.

POSŁUGACZ

Poszedł won!

PUŁKOWNIK

Chłopcy, szkoda czasu. Żywo!

MORDERCA

Pomóżcie, panie Marcinie! Będzie prędzej — Profesor zwiedza szpital.

POSŁUGACZ

Niech zwiedza. Co on mi zrobi? Spełniam, co do mnie należy.

Ustawiają ławki, stoły, krzesła.

MORDERCA

Przynieś pan z kancelarii fotel dla Profesora.

POSŁUGACZ

Z kancelarii nie można.

MORDERCA

Odniosę zaraz po posiedzeniu. Ja odpowiadam.

POSŁUGACZ

Co wy tam odpowiadacie.

PUŁKOWNIK

Panowie, siadamy.

WARCHOŁ

Protestuję. Chcę stać.

Siadają — jeden czyta gazetę, jeden gra na mandolinie. Kupiec pisze, dwaj grają w karty.

PUŁKOWNIK

Porządek dzienny. Wybór przewodniczącego.

BIRBANT

Prosit, prosit!113 — zdrowie Julci.

ŻUBR

Giermek, podaj krzesło i mój amarantowy płaszcz.

Restaurator podaje płaszcz.

ROBOTNIK

No — łysy, graj!

Stenograf kładzie przed każdym papier i ołówek.

MORDERCA

Kto znów zamazał tablicę? Panie sekretarzu, trzeba chować kredę.

Stenograf wyciera tablicę, pisze w skrócie znakami.

STENOGRAF

czyta

Senat szaleńców.

Rozdaje kartki.

MORDERCA

Panowie, tylko proszę: jedno nazwisko. Tylko przewodniczący. Nic więcej.

WARCHOŁ

Ja napiszę trzy.

MORDERCA

Odrzuci się pańską kartę. Powtarzam jeszcze raz: jedno.

ROBOTNIK

Jazda — jazda, wiemy. Nie mądrzyj się pan. — Umysłowy pracownik. Inteligent.

MORDERCA

liczy

Jednej kartki brak.

WARCHOŁ

Nie będę głosował.

PUŁKOWNIK

zrywa się

Pisz!

WARCHOŁ

A nie, a nie, nie — nie.

Pisze — oddaje.

PUŁKOWNIK

Panie sekretarzu, proszę. — Pułkownik, Restaurator, Morderca, Pułkownik, Stenograf, Morderca, Pułkownik, Homoerotyk, Pułkownik, Pułkownik...

STENOGRAF

Pułkownik pięć głosów, Morderca — cztery, Restaurator, Homoerotyk, Stenograf — po jednym.

PUŁKOWNIK

zajmuje środkowe miejsce

Siadać.

WARCHOŁ

Jeszcze czego. Ja zasadniczo nie siądę.

PUŁKOWNIK

Bracie Smutny, raczy wasza iluminacja... Modlitwa. Wstać.

Warchoł siada, Robotnik siedzi114.

SMUTNY BRAT

Mistrzu mistrzów, osnuj myśl błękitem, przeniknij ciszą łagodną uczucia nasze. Prześwietlij serca nasze, daj moc wytrwania. Poprzez mury i kraty niech dobry szept zadrga w mózgach i we krwi — daj posłuch. Zezwól odbudować człowieka, życie, świat (wskazuje na globus). Czas. Ciebie. — Cześć roślinom i leśnym śpiewakom. — Cześć korzeniom, konarom, liściom, pąkom, kwiatom, owocom.

BIRBANT

Prosit, prosit. — Pingwinom, pluskwom, baobabom.

RESTAURATOR

Karasiom, szczupakom.

BIRBANT

Karpiom, sandaczom.

PUŁKOWNIK

Precz, błaźnie. Na trzy posiedzenia precz.

WARCHOŁ

Oho, ho, ten numerek nie przejdzie.

ROBOTNIK

Głosowanie. — Militarysta.

BIRBANT

Głosowanko. — Prosit.

HOMOEROTYK

Daj buzi, kochanie.

MORDERCA

Mają słuszność, Pułkowniku.

PUŁKOWNIK

Dobrze. — Więc głosować.

Podnoszą ręce: Pułkownik, Żubr, Morderca, potem Kupiec.

WARCHOŁ

W kwestii formalnej. — Proponuję zmianę imion. — Morderca będzie Bocian, Pułkownik — Wilk, Restaurator — Ryś, Żubr będzie Mamutem.

HOMOEROTYK

A ja?

ROBOTNIK

Świnia.

HOMOEROTYK

Nie chcę.

ROBOTNIK

To bądź małpą. Kupiec może być świnią.

KUPIEC

Ja też nie chcę. — Mogę się nazywać, wiecie jak? — Cukromocz115. — Diabetes mellitus116!

BIRBANT

Ładnie: mellitus117! Niech żyje Antosia! Prosit.

HOMOEROTYK

A ja — Miss Kokainka.

BIRBANT

Nie, bądź śmierdziel, kochanie. Jak przyjaciel ci radzę, jak brat: bądź śmierdziel.

HOMOEROTYK

Ale tylko dla ciebie.

MORDERCA

Proszę o głos.

WARCHOŁ

W kwestii formalnej.

ROBOTNIK

Stul pysk.

MORDERCA

Ależ, panowie.

BIRBANT

Prosit. Zdrowie Zosieńki.

PUŁKOWNIK

Milczeć! — Redaktor ma głos.

MORDERCA

Nie róbcie z siebie wariatów. Właśnie zwiedza szpital Profesor. Powinniśmy odbyć poważne posiedzenie, żeby nie kompromitować siebie i nie zawstydzać doktora. — Pamiętajcie: nie zatracać w chorobie godności.

ROBOTNIK

My zdrowi, on jest chory.

KUPIEC

Pan tak mówi? — To jeszcze mało. — Nie ma zdrowych ludzi. — I ja wariat, i ty, i on. On największy — prima, ef, ef — stuprocentowy, chociaż kryształ, kochany człowiek, doktorek nasz.

ROBOTNIK

To wleź mu bez gliceryny.

BIRBANT

Tfu!

KUPIEC

Są choroby, które bolą i nie bolą, przeszkadzają i nie przeszkadzają. A dopiero doktór118 znajdzie coś już do leczenia.

RESTAURATOR

Opowiem wam pyszny kawał o doktorach. To było podczas krymskiej wojny119, nie, kłamię: tureckiej.

KUPIEC

Znamy, znamy.

MORDERCA

Radziłbym wam zdjąć te przebiory. — Już sam globus wystarcza.

ROBOTNIK

Więc połamać toto.

SMUTNY BRAT

Niee!

MORDERCA

Łamać nie. Niech stoi. I tak już widział. — Głosowaliśmy! — Wczoraj było tak dobrze, a dziś akurat się nie klei.

WARCHOŁ

Dobrze jest, jak jest.

SMUTNY BRAT

Serce się kraje.

RESTAURATOR

I serce, i wątróbka, i przekąski. Kraje120 się i smaruje.

PUŁKOWNIK

Porządek dzienny. — Wybór przewodniczącego — ja! Już. — Otwarcie. — Smutny Brat. — Już. — Obrady.

HOMOEROTYK

Proszę o głos. — Stwierdzam, że krzywda nam się dzieje — nam, którzy mają wrażliwy węch. — Świat nie pachnie, powiem więcej, cuchnie, wyrażę się brutalnie — śmierdzi. — Prawo winno się tym zająć. — Czemu szlachetny zmysł powonienia ma być upośledzony? — Dla wzroku jest niebo, piękne pejzaże, galerie obrazów, rzeźby, pięknie zbudowani chłopcy.

BIRBANT

Wnoszę poprawkę: i dziewczątka.

HOMOEROTYK

Są koncerty dla tych, którzy lubią śpiew, pieśń, muzykę. — Rozbudowano olbrzymim wysiłkiem trudu, czasu, środków, inteligencji to wszystko, co służy na użytek smaku.

RESTAURATOR

Racja. — Proszę o głos.

HOMOEROTYK

Jeżeli, jak słusznie twierdzi Smutny Brat, potrzebna człowiekowi harmonia, a jej brak jest przyczyną klęski duchowej (do Smutnego Brata), prawda? — Winniśmy kształcić dbać, pielęgnować wszystkie zmysły. — Zacznijmy od koncertów węchowych. — Nieduża sala, dywany, fotele, perfumy, zapach ciała, włosów, pończoszki, chusteczki do nosa.

BIRBANT

Rien ne va plus!121Prosit: coś z osobistej bielizny. — Owszem.

HOMOEROTYK

Szpitale psychiatryczne nie rozwiązały problematu seksualnego i dlatego kuleją. — Umiarkowany — prawda, Morderco, powiedziałeś wczoraj — umiarkowany onanizm nie wystarcza. — Szanowny Robotnik zechce mi wybaczyć, ale ta współczesna demokracja nie ma miłego odoru, nie pachnie.

ROBOTNIK

Nie pachnie ci pot, to ci zapachnie krew.

HOMOEROTYK

Być może. — Ale tymczasem dym, smary i benzyna. — Nos się mści — oto dlaczego ludzie wrażliwi wpadają w obłędy. Kwiatów więcej, woni.

PUŁKOWNIK

Więc wniosek formalny: kwiaty, perfumy, koncerty węchowe i walka z benzyną. — Panie sekretarzu.

STENOGRAF

Wniosek sto czterdziesty drugi. — Zapisałem.

PUŁKOWNIK

Pan skończył? — Restaurator ma głos.

RESTAURATOR

Szanowny przedmówca — owszem. — Tylko mała poprawka: my nie tylko dla smaku pracujemy, ale i dla oczu, i dla nosa. Przecież się mówi: ślinka do ust idzie. — Szanowny przedmówca — słusznie. — Rozbudowało się, jak to tam, żarcie, smak — podniebienie. Żołądek, proszę panów, rządzi światem. — Gdyby nie było kotła żołnierskiego, nie byłoby wojen, prawda, panie Pułkowniku? Miska zapewnia karność. Kieliszek tworzy postęp. Bez dobrej kuchni i flaszki nie byłoby ani polityki, ani dyplomacji. — Ani sławnych ludzi, ani jubileuszów. — Każdy pomnik — to toasty i strumienie sznapsa122. — Walki ideowe — to rywalizacja między winem, kuflem piwa i czystą z kropelkami. — Siedź tak, psiakrew, noc w noc jeden trzeźwy między pijanymi i patrz. — Jeden się urżnie, drugi podochoci — to cała różnica poglądów. — O to się kłócą.

PUŁKOWNIK

Czy będzie wniosek formalny?

RESTAURATOR

Nie skończyłem. — Rozbudowało się. Ale pytam się ja kogo, dlaczego z jedzenia zrobili uroczystość, a fajdania, za przeproszeniem, się wstydzą? — I to ważne! — Niby równouprawnienie, a dlaczego nie ma darmowych pisuarów dla kobiet? — Idę z żoną po ulicy, aż przykro, ja darmo — a ona — płać. — Jak równość, to równość.

PUŁKOWNIK

Panie sekretarzu, wniosek sto czterdziesty...

STENOGRAF

...trzeci.

RESTAURATOR

Nie skończyłem. — Powinny być laksatoria123 klubowe. Rząd powinien się tym zająć. — Wygodne fotele, stoliki, gazety, szachy, kelnerzy roznoszą na półmiskach irygatory — mogą być nawet kwiaty. Siedzi gość, czyta, rozmawia, i ulży sobie na cały dzień. Kelner, porcję wody z mydłem — gazeta i pół porcji z oliwą. — Dwa czopki kakaowe. Jak długo trwała bitwa pod Waterloo? — Czy myślicie, że Napoleon nie załatwił się ani razu na cienko?

KUPIEC

Oj, jak on mądrze mówi. — Tylko poprawka: nie rząd, a kasy chorych124, albo dlaczego nie inicjatywa prywatna. Etatyzm125 wszystko zabija. Ludzie byliby zdrowsi, weselsi, mniej zdenerwowani.

STARZEC

A ten blagier Guardino twierdzi, że Egipcjanie nauczyli się od Fenicjan; egipscy kapłani o kilka wieków wcześniej stosowali lewatywy. Żyli po sto dwadzieścia lat.

SMUTNY BRAT

Jogowie indyjscy wzięli przykład od ptaków. Ibisy posługują się dziobami.

RESTAURATOR

Dwie ważne funkcje życiowe, cały parter człowieka z frontu i oficyny — upośledzone. Głowa zawisła w powietrzu. Wzywam o renesans parteru, helleński kult fundamentu.

PUŁKOWNIK

Panie sekretarzu, wniosek: laksatoria, purgatoria, ewakuatoria.

ŻUBR

ironicznie

Senatorzy ustroju demokratycznego, wychodki i wąchanie koszul. — Daliśmy im wolność.

ROBOTNIK

Daliście? — Możecie odebrać. — Czemu nie? — Spróbujcie.

WARCHOŁ

W kwestii formalnej. Nie kluby fajdalniane, a związki: kluby byłyby dla wybranych. Nie podpiszę protokołu, żądam dyskusji.

PUŁKOWNIK

Obok wyrazu klub napisz pan w nawiasie: związek.

WARCHOŁ

Przepraszam: związek, a w nawiasie: klub.

PUŁKOWNIK

Zgoda.

WARCHOŁ

Może inni się nie zgadzają.

PUŁKOWNIK

Zgadzają się.

WARCHOŁ

Ale ja się nie zgadzam, żeby oni się zgodzili (wstaje). Proszę zapisać do protokołu, że opuściłem zebranie.

PUŁKOWNIK

Krzesło pan zabierz i odstaw na miejsce.

WARCHOŁ

Nie zabiorę i nie odniosę. — Panie sekretarzu, proszę i to zanotować.

KUPIEC

I taki chce być wariatem.

MORDERCA

Głupiec.

WARCHOŁ

do Kupca

Coś pan powiedział?

KUPIEC

Ja? Ja nic nie mówiłem.

WARCHOŁ

długo patrzy na niego

At!

Wychodzi.

MORDERCA

Panowie, zdaje się, że już idą. — Profesor idzie.

ROBOTNIK

Niech idzie. — Plackiem przed nim padniemy?

ŻUBR

Profesor, cyrulik, konował. — Puszy się toto. — Uczeni! — Nie rodowód, a ile przeczytał Talmudów126. — Nie pieczęć, a plaster. — Nie miecz rycerski, a lawatywa127. Rasa już nie wśród ludzi, a w stajni — już tylko psy są rasowe. — Nikt nie wie128 należnego mu miejsca.

BIRBANT

Gaudeamus129. Niech żyje Helutka.

ŻUBR

Ja, Żubr, mamut, a wy motłoch bez czci i wiary. — Nie udał się świat Panu Bogu. — Srebrniki i miska soczewicy.130 Ty, jucho131, wiarę i honor strać, ty ją ogniem spal, w rzekę ciśnij, porwij w strzępy, utop, udław, zagrzeb w przydrożnym rowie, po pijanemu zgub, ale nie szachruj nią. — Ale on dziś sprzeda i herb, żonę, córkę, siebie, duszę i Boga. — Powiadasz waćpan: zrzucić wariackie przebiory? — A gdzież mamy je nosić, jeśli nie tu? — Jedyny schron, ostatnia reduta. — Wolność — równość — sztandary w rynsztokach.132

ROBOTNIK

Proszę o głos.

KUPIEC

Dylu, dylu na badylu, nie potrzeba smyczka.

BIRBANT

Czarne oczy u dziewczyny, czerwona spódniczka.

ŻUBR

Pułkowniku, radzić trzeba, bo idzie zagłada, pobłądził mistrz.

KUPIEC

Może miał ciasne buty, odciski mu dokuczały. Strzykanie, łamanie. Artretyzm, grypa. Dlatego świat się nie udał.

BIRBANT

A może był ululany. Poczciwy Noe133, zawiany, do arki nie mógł trafić. Stuka kluczem, nieborak, a do dziurki ani weź. Potem drzwi nie zamknął. Całe szczęście, że wszystkiego bydła nie potopił. — Ot, byłaby chryja. Pani Noeowa — lu go w zęby. — A stąd: czcij ojca i matkę, chamie jeden.

MORDERCA

Kultury nie ma, panie hrabio. — Śliwki je, a pestki spluwa na trotuar, co go obchodzi, że ktoś nogę złamie? — W tramwaju drzwi nie zamknie, potrąci i nie przeprosi, bębni na fortepianie przy otwartym oknie, aż pchły zdychają; siedzi w teatrze albo w kinie w kapeluszu i zasłania. Przeszkodzi, zamąci, ubliży. — Miliony tych zatrutych komarów i natrętnych much — ot, co życie obrzydza. — Jeśli nie rozumieją sami, trzeba ich zmusić. — Każdy obywatel ma prawo zabić w obronie własnej, więc strzelajmy. — W obronie własnej.

SMUTNY BRAT

Za to, że pestkę rzucił?

MORDERCA

Tak, bo zagłuszą nas chwasty. Nie wolno zaśmiecać życia.

ŻUBR

Byliśmy braćmi. Fiolet, karmazyn i szara świtka134 pod cieniem wspólnej modlitwy pochylały głowy, jednakimi słowy korzyły się i błagały, jednaki czyniły znak.

PUŁKOWNIK

Dać, hrabio, w pysk, a jak nie pomoże, poprawić. — Będą się i teraz modlili.

ŻUBR

My, Pułkowniku — honor, a dla maluczkich karność.

ROBOTNIK

Panie przewodniczący, maluczki prosi o głos. Już trzeci raz. — Pan przewodniczący nie raczył dosłyszeć albo raczył zapomnieć.

PUŁKOWNIK

Owszem, jest pan zapisany.

ROBOTNIK

Padam do nóżek.

Gong.

GŁOSY

Obiad — obiad.

Zrywają się — wybiegają.

BIRBANT

A dziś wódzia, wódeczka, sznapsik. — Niech żyje nasz kochany doktorek.

Smutny Brat obejmuje rękami globus, tuli się. Starzec się modli.