XIV

1. Powiedziała Jochewed do Amrama: — Ukryjmy naszego syna! A Amram na to: — Uczyń według rozumienia twego.

2. I znów rzekła Jochewed: — Schowajmy naszego chłopca! Zaś Amram: — Biada niewolnikowi, co sprzeciwia się rozkazom króla.

3. A może tak rzekł Amram: — Lepiej dziś to zróbmy, zanim nadejdzie bezlitosne jutro. Nie będzie nam jutro lżej: dziecko niechybnie porwą Egipcjanie; cóż nasze uczucia zmienią. A Jochewed na to: — Nie, nie, każda godzina, którą spędzam z mym dzieckiem, jest mi droższa nad wszystko. Czyż nie ty powiedziałeś, że faraon może zmienić rozkaz? Może jutro?

4. Albo tak: — Niechaj rośnie i nauczy się mówić, aby jego słowa stały mu się tarczą, tak jak moje ramię jest mu dziś puklerzem.

5. I jeszcze mówiła Jochewed: — Nie mam żywicy i smoły, nie skończyłam koszyka, brakuje mi trzciny. Dopiero gdy skończę koszyk, niechaj stanie się według rozkazu.

6. Na to Amram: — Nie zdołamy długo go ukrywać. A Jochewed: — Woda jest zimna; poczekajmy, aż Nil będzie cieplejszy.

7. Albo tak mówiła Jochewed: — Wybrałam miejsce. Zaniosłam go tam, lecz wróciłam.

8. Albo tak: — Jutro go zaniosę; pozwól, by został ze mną jeszcze jedną noc. Na co Amram: — Czyń, jak uważasz, lecz pamiętaj, że źle będzie z tym, kto przekroczy rozkaz królewski.

9. I jeszcze mówił Amram: — Dzień w dzień Egipcjanie wielu hebrajskich synów wrzucają do Nilu. A Jochewed na to: — Lepiej by nie rodzić hebrajskim niewiastom, niechaj nie rodzą się dzieci w tej ziemi, gdzie niebo jest niebem niewoli, słońce jest słońcem niewoli, a wody są wodami śmierci. Tak mówiła i gorzko płakała.

10. Pomyślałem sobie, że takimi słowami mogli mówić ze sobą Amram i Jochewed, pełni trwogi o losy swego syna Mojżesza, którego w owym czasie nazywano inaczej, bo jeszcze mało kto wiedział, że jest chłopcem.