II. Zmierzch bogów

  1. Blaks, prefekt rzymski w Aleksandrii
  2. Arystos
  3. Charmion
  4. Filozof
  5. Stary Grek
  6. Rycerz rzymski
  7. Jeden z biesiadników
  8. Laida
  9. Jedna z kobiet
  10. Psyche, wędrowna śpiewaczka
  11. Stary niewolnik
  12. Biesiadnicy, Kobiety, Niewolnicy, Harfiarze

Rzecz działa się w Aleksandrii, z początkiem naszej ery.

Portyk przed domem rzymskiego prefekta w Aleksandrii. W głąb kolumnada, za nią ściana z szerokim otworem drzwi, zasłoniętym do połowy sznurem podwiązaną, purpurową kotarą. Drzwi te wiodą do sali, z której dolatuje wybuchający co chwila gwar ucztujących biesiadników. — Po lewej stronie ciemna ściana drzew, z prawej kamienna balustrada i schody, wiodące do ogrodów nad brzegiem morza, widnego z dala. Portyk spada również ku przodowi trzema czy czterema szerokimi stopniami.

Pod kolumnami kilku nieruchomych Niewolników, przez uniesioną do połowy kotarę widno Biesiadujących.

Arystos stoi oparty o balustradę.

W sali pośród Biesiadników wybuch gwaru, słychać śmiechy i okrzyki:

Evohe, evohe! Vivat!

CHARMION

wchodzi ze sali i spostrzega Arystosa

Ty tutaj?

ARYSTOS

Widzisz.

CHARMION

Czemu nie na sali?

ARYSTOS

A ty?

CHARMION

Wyszedłem odpocząć, dać piersiom

trochę świeżego powietrza, a duszy

chwilę spokoju. — Nad czym dumasz, starcze?

ARYSTOS

Ha! Myślę, jak was spodliła niewola,

was, co przy stole rzymskiego prefekta

wznosicie okrzyk...

CHARMION

Myśmy ludzie wolni!

ARYSTOS

Znać, żeś pijany już, gdy bez rumieńca

śmiesz to powiedzieć! Ciężka ręka Romy

na karkach greckich wsparła się i gniecie,

lecz srożej jeszcze ciśnie — upodlenie!

W dzisiejszych czasach ten wolnym jedynie

może być, komu jest to obojętne,

zapatrzonemu w głąb własnego ducha,

że tam ktoś włada na świecie, ktoś słucha!

Trzeba być mędrcem, jak dawniej mawiano,

lub, jakby dzisiaj powiedzieć wypadło,

człekiem, co poznał marność tego życia

i marność wszystkich zabiegów jałowych

około tego, co jest do cna marne!

Dziś jedna mądrość i moc już jedyna,

na którą wy się zdobyć nie zdołacie,

to w własnym duchu znaleźć wielki spokój:

wolność — ginących!

CHARMION

Gorzka to jest mądrość!

ARYSTOS

Jeśli ci gorzka, idź do Lizychosa,

który ma słodką dla uczniów i — podłą!

Ja znam tę jedną! Schodzimy ze świata,

próżno się łudzić! Nasza dawna dusza

błąka się kędyś — wygnana — a my już

jesteśmy trupem, co tylko niekiedy,

budząc się, tęskni jeszcze za swą duszą —

lecz gdyby dzisiaj pośród nas stanęła,

już byśmy duszy własnej nie poznali!

Konamy długo, bośmy bujnie żyli,

lecz niemniej przeto śmierć jest nieuchronna...

Już tylko czasem, kiedy wiatr powieje

od morza, śnią się nam przepadłe dzieje —

śnią się nam jeszcze Maratonu błonia

i głuchy tętent tesalskiego konia —

i Kserksesowe zapalone promy —

i ponad Azją wielka łuna — krwawa —

pieśń naszych wieszczów, mędrców naszych sława

i tłum posągów... zwleczonych do Romy!

świątynie nasze, nasze bogi młode

i okrzyk jakiś: za piękno! swobodę!...

Lecz to sny tylko! Tą resztą rupieci

bawim się czasem, jak nieletnie dzieci,

i wrogom naszym — za oddechu prawo

płacimy dawną grecką naszą sławą!

Na własność mamy już tylko — tęsknotę,

która nam porze pierś, ubraną w złote

łańcuchy albo w winogradu liście,

i która po nas zostanie — wieczyście,

kiedy już, smutni, zstąpimy w mogiłę,

świat zostawiając tym, co mają siłę —

i żyć potrafią! — — Jestem gadatliwy

starzec... Ty śmiej się!

CHARMION

Co czynić? Przez żywy

bóg!...

ARYSTOS

Czynić? Nam już żaden nie pozostał

czyn — wszystkie za nas spełnili — ojcowie!

Nam — patrzeć w wieńcu uwiędłym na głowie,

jak za nas inni zdobywają kraje,

a dla rozrywki... liczyć owe zgłoski,

w których grzmiał chwałę naszą Homer boski.

CHARMION

I nic ponad to?

ARYSTOS

Owszem — wino, usta,

śpiew, rozkosz, marna jak wszystko i pusta —

i ta ostatnia jeszcze dzielność nasza:

z dobrą trucizną złota w ręku czasza...

Co do mnie — czas mi odejść.

CHARMION

Dokąd?

ARYSTOS

W nicość,

albo w to wielkie Coś, którego nie znam.

Zbyt długo żyłem...

CHARMION

Ależ — powód?

ARYSTOS

Mówię:

zbyt długo żyłem — umrę bez powodu...

Wielkiej przeszłości smutek na mnie woła,

co spał na białym księgi pergaminie,

ażem go zbudził, starzec — który zginie,

że zbudził smutek ...

Nowy wybuch gwaru i śmiechu wśród biesiadników.

CHARMION

Straszno mi przy tobie!

ARYSTOS

wskazując na salę:

Więc idź tam — śmiać się!

CHARMION

Niepotrzebnie budzisz

tęsknoty dziwne i tę resztkę woli,

która się we mnie do życia wytęża,

łamiesz...

ARYSTOS

Mówiłem już: odejdź ode mnie!

Wiesz, żem w niełasce... Słyszysz, jak tam gwarno?

Idź tam i ciesz się!

CHARMION

I stamtąd uciekłem!

ARYSTOS

Powrócisz — wkrótce!

CHARMION

Nie wiem... może wrócę...

Dusi mnie w gardle powietrze i wściekłość

pierś moją dławi, gdy patrzę, jak gruby

ten barbarzyńca, ten chłop o łbie byka,

przez Rzym nasłany tutaj z namiestnika

władzą — pomiata ludźmi; co są lepsi

od niego...

ARYSTOS

Ciszej!

CHARMION

Muszę ulżyć sercu!...

ARYSTOS

Ciszej! Powiadam. Tu są niewolnicy,

którzy prefekta powiadomić mogą

o twoich słowach!

CHARMION

z lękiem:

Myślisz, że słyszeli?

ARYSTOS

szyderczo:

Oto jest nasza sławna dzielność grecka!

CHARMION

po chwili:

Tak, miałeś słuszność! Jesteśmy zdeptani,

— gorzej: bezsilni — gorzej jeszcze: podli!

ARYSTOS

Znam was, dziedzice zwiędłego wawrzynu!

Kajać się radzi, niezdolni do czynu!

— O miecz się dłoniom serce we mnie modli!

BLAKS

który podczas ostatnich słów Arystosa stanął był we drzwiach pod kotarą:

A cóż to, mili przyjaciele moi?

czyż wina nasze nie są dość wybredne,

żeście wzgardzili pucharem? Z achajskich

winnic są, wierzcie! z Cypru, gdzie rodacy

wasi winograd dla nas sadzą złoty!

CHARMION

z głębokim ukłonem:

Racz nam wybaczyć, panie, lecz gościnność

twoja przeciąga ucztę tak nad miarę,

że już znużenie owłada twych gości.

Wyszedłem tutaj odpocząć, by znowu

móc na cześć twoją wychylać puchary...

BLAKS

Wy Grecy słabe macie głowy! — Szkoda,

że wam bogowie takie wina dali...

CHARMION

Przyznaję panie...

BLAKS

Wam przy ucztach naszych

być za śpiewaków, grajków i tancerzy,

ale czasz w rękę nie brać, ni puklerzy,

te naszym dłoniom przystają!

ARYSTOS

głucho:

A jednak

z Grekami, panie, ucztujesz i walczysz!

BLAKS

do niewolników:

Hej! Przygotować mi statek w przystani!

Dziś z gośćmi mymi chcę zakończyć ucztę

na modrych falach morza! Niech purpurą

pokład okryją i ustawią stoły

w cieniu śnieżystych żagli!

zwraca się w głąb:

A tymczasem

przejdźcie, dostojni przyjaciele moi,

tu pod kolumny! Ustał żar południa

i wiatr od morza zawiewa łagodny...

Mężczyźni i Kobiety cisną się na taras, Niewolnicy wnoszą za nimi stoły i łoża.

BLAKS

Nalać puchary! Niech uczta, przerwana

na chwilę, znowu radosnym wybucha

gwarem! Zajmijcie miejsca, moi mili!

JEDEN Z BIESIADNIKÓW

Zdrowie prefekta!

STARY GREK

Zdrowie Rzymianina!

Niech żyje Roma, światowładna pani,

helleńskiej stawy przesławna dziedziczka!

BLAKS

Miecz nasz wyrąbał nam już sławę — własną!

FILOZOF

Marsową sławę, która stokroć lepsza

od naszej kruchej sławy filozofów.

RYCERZ RZYMSKI

Na cześć Marsowi strząsam krople złote!

LAIDA

Nie Marsa wielbim dzisiaj, lecz Erosa!

czyż nie wiesz o tym, żelazny bałwanie?

I ty uczony człowiecze, co pijesz

bardzo uczenie? Wielbim dziś Erosa!

JEDNA Z KOBIET

Tak, tak! Niech żyje nam Eros! figlarne

bóstwo rozkoszy!

STARY GREK

Rzymski pokój włada

okręgiem świata! Pod skrzydłami Romy

dobrze pić wino i rwać wonne róże!

Pochyla głowę na piersi Laidy.

LAIDA

Precz mi od łona! Cuchniesz winem, starcze!

STARY GREK

Ale mam złoto...

LAIDA

Więc czekaj do jutra,

aż potrzebować będę twego złota,

dziś — Eros włada!

Zwraca się do Charmiona.

BLAKS

Grajcie nam, harfiarze!

Muzyka.

KOBIETA

do Starego Greka:

Ja od Laidy nie mniej jestem piękna...

Siada obok niego na łożu.

LAIDA

do Charmiona, siedzącego pośród biesiadników:

Czemuś ty smutny, mów? Podobasz mi się...

CHARMION

Chciałbym zapomnieć o własnym istnieniu...

LAIDA

Więc skroń tu oprzyj... Czy czujesz, jak serce

bije mi w piersi? Daj mi jeszcze wina,

a potem...

CHARMION

Potem tobą się upiję,

o ty przepiękna, słodka, czarnooka...

BIESIADNIK

Wieńców, róż dajcie! Kędy29 są śpiewacy?

BLAKS

I wina jeszcze! Wina! — Niewolnicy!

FILOZOF

Wina! Filozof woła: wina! — Lejcie

tę mądrość życia w czary nasze złote!

CHARMION

do Laidy:

Ust daj...

RYCERZ

Ci Grecy jednak dobrzy ludzie!

Pije się z nimi przyjemnie i gładko!

FILOZOF

Masz słuszność, panie! Grecy dobrzy ludzie,

umieją cenić waszą łaskę...

ARYSTOS

Podły! ...

KOBIETA

do Arystosa, stojącego wciąż na uboczu:

A cóż ty, starcze? Stoisz na uboczu

i nie chcesz z nami dzielić wesołości,

jeno mlesz w zębach jakieś gorzkie słowa?

BIESIADNIK

Dajże mu pokój — wszak to jest filozof!

FILOZOF

Nie nadużywać proszę tego miana!

KOBIETA

Czyż filozofia zabrania uciechy?

FILOZOF

Owszem, prawdziwa — nawet ją zaleca!

Dlatego właśnie godność filozofa

mnie nie pozwala zgodzić się, by człeka

tak mianowano, co uciechą gardzi!

Stary Sokrates tęgo pijał, wiecie.

BLAKS

Hejże, Arystos! Pójdź tu do nas, proszę!

Pójdź spełnić puchar za me zdrowie... Dalej!

niech się Lizychos przekona, że łeb twój

jest równie mocny, jak łeb Sokratesa —

co jest zaletą w moich oczach!

ARYSTOS

Daruj

prefekcie, ale mnie już odejść pora...

Życzę wam dobrej zabawy!

BLAKS

Więc... każę,

abyś pozostał! Patrz! — Są tu poeci,

tancerki, błazny — brak nam filozofa,

aby nas bawił!

Śmiech.

LAIDA

Wszak jest tu Lizychos!

BLAKS

On? — Tylko błaznem był, jest i zostanie!

Baw nas, Arystos! Błaznów mamy dosyć;

ciebie nam trzeba!

ARYSTOS

Ja mam siwe włosy...

STARY GREK

Włóż na nie wieniec! — I łysi szaleją!

ARYSTOS

Widzę. Wszak twoja czaszka jak kolano...

BLAKS

śmieje się:

Dzielnyś jest w pysku! Pójdź tu, zasiądź z nami.

ARYSTOS

Odchodzę, rzekłem. Lizychos zostanie —

dość go dla ciebie!

FILOZOF

do prefekta:

Czy ty słyszysz, panie?

On mną pomiata!

BLAKS

Wszak to jest obraza!

obraza Romy, która w mej osobie

włada nad wami!

CHARMION

do Arystosa:

Zamilcz! Prefekt gniewny!

ARYSTOS

Nie! Ty, prefekcie, nie władasz nade mną!

Rządź ty żelazną pięścią swą nad ciemną

tłuszczą, przestraszaj te spodlone Greki

i barbarzyńców, co na imię Romy

bledną: dla sług swych zachowaj swe gromy!

Wolnym był, wolny odejdę — na wieki!

Wychodzi.

CHARMION

półszeptem:

Poszedł się zabić...

LAIDA

I co ci o niego!

FILOZOF

Masz słuszność, piękna! Żywych nie powinni

obchodzić tacy, którzy już odchodzą.

Ich wina, jeśli zostać nie umieli...

RYCERZ

półgłosem do prefekta:

Pono Arystos ma znaczny majątek —

Mógłbyś go, panie, skazać na banicję...

BIESIADNIK

do Filozofa:

Patrz na prefekta... Zmarszczył brwi, lecz usta

ma do uśmiechu złożone...

BLAKS

A cóż to?

Dlaczegóż nagle takeście zamilkli?

Czy win już brakło w złotych stągwiach? Czyli

humor wam popsuł ten stary szaleniec?

Na skroń mi świeży z róż podajcie wieniec! —

Jestem dziś łaskaw! Pijcie, moi mili!

Kto zelżył Romę, jeszcze dzisiaj zginie!

Pijcie! Czas o nim zapomnieć przy winie!

GŁOSY

Niech żyje Roma! Niech żyje i włada!

W tej chwili grający harfiści nagle urywają.

BLAKS

Co to?

LAIDA

Muzyka...?

BLAKS

Niech grają!

NIEWOLNIK

O biada,

panie, ty wybacz... lecz harfiarzom w ręku

prysnęły struny...

BLAKS

Niech nawiążą nowe!

W tej chwili na szerokich stopniach tarasu pojawia się Psyche, wędrowna śpiewaczka, i wstępuje z wolna ku górze, trzymając małą lutnię w ręku.

Za nią postępuje nieśmiało Stary niewolnik.

BIESIADNIK

spostrzegłszy Psychę:

Kto to?

BLAKS

Skąd tutaj?!

STARY GREK

To jakaś żebraczka!

CHARMION

Cóż to za postać jasna! Złotowłosa!

STARY GREK

Masz grosz i ruszaj!

LAIDA

Obtargana, bosa!...

STARY NIEWOLNIK

Była w ogrodzie... wędrowna śpiewaczka...

Wpuściłem, myśląc, że gości zabawi...

do Psychy:

No, idź już! Widzisz, państwo niełaskawi...

BLAKS

Po coś tu przyszła! Tu ciebie nie trzeba!

tutaj ja władam!

PSYCHE

Nie drżyj, zbiegły sługo...

Ja ci nie zajrzę30 władzy ani chleba. —

Wędrówką jestem umęczona długą,

spocznę i znowu pójdę dalej, dalej...

KOBIETA

Co ona mówi?

CHARMION

Czy to z morskiej fali

Kypryda31 wstała?

STARY GREK

To jest obłąkana!

RYCERZ

— Sługo! — powiada do naszego pana!

Precz stąd! Do licha...

KOBIETA

Czekaj! Widzisz przecie,

że to szalona... No, nie bój się, dziecię —

skąd idziesz, powiedz?

PSYCHE

Z dala idę, z dala!

Wiodą mnie lądy, morska niesie fala,

idę...

LAIDA

Na lutni — widzę — trzymasz rękę;

jesteś śpiewaczką? Zaśpiewaj piosenkę!

BIESIADNIK

Dobra myśl! Śpiewaj, śpiewaj, dziewczę hoże!

Grosz ci rzucimy, nawet złoty może!

PSYCHE

zaczyna mówić, przechodząc z wolna w śpiewny ton:

Mnie nie potrzeba srebra ani złota, —

sławna ja byłam z bogactw i piękności,

miałam ja kwietne i rozległe włości,

a dziś mnie nędzną gna przez świat tęsknota,

i oto idę ja, wygnanka bosa:

nieukojona gna mnie w świat tęsknota —

szukam Erosa!

Idę przez góry, przez ziemie i rzeki,

przez miasta złote, przez szumiące morza,

gdzie słońce gaśnie i skąd wstaje zorza;

przez ludy idę, wypadki i wieki,

królewna niegdyś, dziś wygnanka bosa —

przez wieki idę i przez długie wieki

szukam Erosa!

Walą się w oczach moich złote trony

i złote w proch się rozsypują kruże32,

więdną wawrzyny i czerwone róże

i ludy giną, jako sen prześniony —

lecz ja wciąż idę, ja, wygnanka bosa,

gdzieżeś, gdzieżeś, gdzie! Mój śnie! Prześniony!

Szukam Erosa!

Zginął mi niegdyś w błękitów topieli —

na żadnej odtąd nie mogę go drodze

spotkać — i darmo w okrąg świata chodzę:

O! Czyście wy go kędy nie widzieli,

powiedzcie, proszę! — Ja, wygnanka bosa,

błagam was! — Czyście wy go nie widzieli?...

Szukam Erosa!

KOBIETA

ze śmiechem:

Znamy go! Dobrześ trafiła, dziewczyno!

My wszyscy tutaj u niego na służbie!

STARY GREK

Niektórzy nawet u niego na... żołdzie!

BIESIADNIK

Daj pokój zatem nierozsądnej tużbie33

i pij wraz z nami na cześć jego wino;

wieczór — o lepszym pomyślimy hołdzie!

Śmiech.

LAIDA

obejmując Charmiona, mówi do Psychy:

Widzisz! Nie trzeba błąkać się po świecie!

tu Eros włada, to figlarne dziecię,

co na przymknięte oczy sypie kwiecie!

PSYCHE

On nie jest dzieckiem! On jest bóg straszliwy,

najstarszy z wszystkich bogów, wiecznie żywy,

z promienną twarzą śród płomiennej grzywy!

On jest jak burza, jak wichr i pożoga,

wichrowe skrzydła w świat go niosą — boga;

za nim tęsknota leci, przed nim trwoga!

On pod swą władzę cały wszechświat garnie,

on uszczęśliwia i zsyła męczarnie —

a w twarz mu spojrzeć nie wolno bezkarnie!

LAIDA

Pleciesz, szalona!

FILOZOF

W orfickim sposobie

jest to pojęcie Erosa! — W tej dobie

już przestarzałe!

STARY GREK

Doskonała sobie!

PSYCHE

jakby tych uwag nie słyszała:

On — jeśli zechce — przepali i strawi,

lecz — jeśli zechce — ciszą się objawi,

i — jeśli zechce — podniesie i zbawi!

W nim ja — wygnanka — jestem zakochana,

przez niego w sercu mym się krwawi rana,

jego ja szukam, wszechwładnego pana!

Wierzę, iż przyjdzie... Chwytam głuche wieści,

słucham, czy skrzydło jego nie szeleści,

czy już nie zstąpił, by z mojej boleści

rozpalić słońce ogromnej miłości,

która przeniknie nawet zmarłych kości!

Przyjdzie on mocny — święty...

BIESIADNIK

Hej, wariatko,

gdy tak rozprawiasz o Erosie gładko,

powiedz, skąd znasz go tak dobrze?

PSYCHE

Jam w lice

jego spojrzała, gdy mię brał, dziewicę;

dziś noszę w sobie jego tajemnicę...

Szukam go...

STARY GREK

Patrzcie! Odżył znów świat bajek!

Oto dziewczyna, co z boga brzemienna

ojca dziecięciu szuka wciąż....

LAIDA

Promienna!

A nie był bogiem tym... wędrowny grajek?

Śmiech.

FILOZOF

Dajcie jej pokój! — To nie jest tak głupie,

co ona mówi... To jest odkupienia

nauka, szkoda tylko, że fałszywa

jak wszystkie inne...

BIESIADNIK

Więc i twoja także?

FILOZOF

A naturalnie! Prawdy z dawien nie ma!

Dla mnie do prawdy zbliżone najwięcej

to, co pozwala żyć w weselu złotym!

STARY GREK

Weź na naukę tę dziewkę szaloną!

LAIDA

do Psychy:

Pomysł cudowny! Chcesz do Lizychosa

iść na naukę? On w sprawach Erosa

jest mistrz nie lada! On cię wnet objaśni,

jakiej miłości trzeba, niebożątko,

by żyć rozkosznie! — Wtenczas może zdołasz

zająć nas pieśnią trochę mniej płaczliwą!

PSYCHE

Jedną pieśń tylko śpiewam wiecznie: żywą!

LAIDA

I dodaj: nudną! Kury tak śpiewają,

gdy bez koguta jaja znosić mają!

CHARMION

do Laidy:

Nie szydź z niej! Widzisz, jak jej czoło płonie!

LAIDA

Wolisz ją może niźli mnie, Charmionie?

skacze i odtrąca Psychę

Precz stąd! Ja śpiewam piosnkę o Erosie!

zrzuca z ramion zasłonę i do połowy ciała naga, wykonując lekkie ruchy taneczne, poczyna śpiewać:

Bóg skrzydlaty, Eros-dziecko,

luby łotrzyk złoty,

naciągnąwszy łuk — z pustoty

puścił mi w łono strzałę zdradziecką:

rannam w serce, mrę z tęsknoty —

o luby!...

Ach! Mdlejąca padam w łoże,

ranna z boskiej procy —

we dnie tęsknię, wzdycham w nocy;

i cóżeś zrobił, ty psotny boże?

Któż uleczy mnie z niemocy? —

O luby!...

Pójdź! I wargi złóż gorące

tu, gdzie w piersi rana,

przez Erosa mi zadana,

kiedym samotna rwała na łące

kwiat dla ciebie, mego pana —

o luby!...

O, dziecino boska, pusta!

przyjm za grot swój dzięki!

Słodki lek był na me męki.

O! Jakże słodkie są twoje usta

jak rozkoszny dreszcz twej ręki,

o luby! ...

Zrywa się burza oklasków wśród biesiadników.

STARY GREK

Bosko! Cudownie! Pieśń warta nagrody!

Zdejmuje złotą przepaskę z ramienia i rzuca ją Laidzie. Za jego przykładem inni dają jej podarunki.

LAIDA

rzuca się rozpromieniona na łoże

Dajcie mi puchar wina dla ochłody!

STARY GREK

podaje jej wino, a odebrawszy puchar, pryska niedopitą resztą na Psychę.

A ty — za nudne piosnki masz zapłatę!

BIESIADNIK

Gdy niepotrzebne ci dary bogate,

weź, co dać możem!

Rzuca na nią ogryzkami.

KOBIETA

I opuść nas wreszcie!

PSYCHE

Odejdę od was już na wieki! — Wierzcie!

Przyklęka u stóp kolumny, zasłaniając się rękoma przed pociskami.

LAIDA

z szyderczym śmiechem:

Idź za Erosem!

NIEWOLNIK

wszedłszy od strony ogrodu, mówi do Blaksa:

Panie! Statek jest już gotowy, jakoś rozkazał, i czeka, kołysząc się lekko na modrych falach przystani. Purpurą okryto pokład i w cieniu śnieżystych żagli ustawiono stoły i łoża, na które z góry kapią róże, zwieszające się wieńcami z masztów i rejów...

LAIDA

Na morze! Na morze —

STARY GREK

Prefekcie! Statek! ...

BIESIADNIK

Patrzcie na prefekta!

Co mu się stało? Siedzi niemy, blady,

z błędną źrenicą...

RYCERZ

Hej! Przez wszystkie piekła!

Co to ma znaczyć? Czyżby go urzekła

ta czarownica?!

STARY GREK

Precz z nią! Niewolnicy!

Wziąć ją pod rózgi!

RYCERZ

do Blaksa:

Panie mój!

BLAKS

obłędnie:

Nie wierzcie!

Jam nie był nigdy jej parobkiem! Kłamstwo!

KOBIETA

Co mówisz, panie?

BLAKS

Ja nie znam jej boga —

i jej też nie znam! Idź stąd, idź — królewno!...

CHARMION

Ależ dostojny panie! Zbierz swe myśli!

To jest wędrowna śpiewaczka!...

LAIDA

Szalona!

RYCERZ

Jeśli rzuciła na cię urok — zginie!

FILOZOF

powstrzymuje go

Dajcie jej pokój! Mogą w niej być moce,

których zaczepiać nie warto! My raczej

stąd się oddalmy... Tak mi mądrość radzi...

BIESIADNIK

do prefekta:

Na morze, panie! Statek już gotowy!

Tam cię orzeźwi wnet słone powietrze

i te uroki z twoich oczu zetrze!

BLAKS

przychodząc do siebie:

Tak, tak... na morze... Jakiś dur niezdrowy

myśl nam opętał... Nazbyt mocne wino...

Tak, tak... dur jakiś... Odejdź stąd, dziewczyno

jeżeli nie chcesz dać pod topór głowy! —

Darujcie, mili, tę chwilę słabości,

ale przysięgam na me twarde kości,

że się już nigdy więcej nie powtórzy!

Nigdy — za życia! A teraz na morze!

Dokończyć uczty!

OKRZYKI

Na morze! Na morze!

Biesiadnicy i Kobiety cisną się ku schodom, wiodącym do ogrodów.

CHARMION

zbliża się szybko w przechodzie do Psychy

Chcę znać twe imię...

LAIDA

Pójdź ze mną, Charmionie!

Wychodzą.

STARY NIEWOLNIK

zbliża się do Psychy, która klęczy wciąż z twarzą ukrytą w dłoniach

Dziewczyno, słuchaj... Nie bój się, tamci już odeszli. Przebacz mi, że cię tu przywiodłem... Chciałbym ci wynagrodzić tę mimowolną krzywdę...

po chwili:

Niewiele rozumiałem z tego, coś śpiewała, ale jedno utkwiło mi w pamięci... Ty szukasz jakiejś wielkiej, ogromnej miłości, która cały świat ogarnie, jak pożar... Czy dobrze słyszałem?

Psyche wznosi głowę.

STARY NIEWOLNIK

Mam dobrą wieść dla ciebie. Przynieśli ją tutaj feniccy żeglarze, którzy zawijali do portów Judei...

PSYCHE

Ktoś ty?

STARY NIEWOLNIK

Ja — mający nadzieję... Lecz słuchaj teraz, co ci powiem... W Judei objawił się podobno nowy bóg czy prorok. Tak mi opowiadano...

PSYCHE

Nowy bóg?...

STARY NIEWOLNIK

Zjawił się prorok tej wielkiej miłości,

której ty szukasz. Idzie przez doliny,

idzie przez góry — tam — nad Jordan siny,

i błogosławiąc światu i ludzkości,

odpuszcza wszystkie grzechy, gładzi winy —

a idą za nim maluczcy i prości...

Pono mu boża jasność bije z czoła,

pono lilie, kędy34 stąpi, rosną,

pono on smutnym niesie wieść radosną,

pono umarli wstają, gdy zawoła,

i wszystko nową w krąg zakwita wiosną:

on — błogosławi wszystkiemu dokoła!

Kobiety idą za nim, idą dzieci —

i stada za nim biegną białorune,

a on je wiedzie z sobą w złotą łunę,

co tam jak uśmiech na błękitach świeci —

i tak ma serca w ręku, jakby strunę,

z której, gdy zechce, budzi pieśń, co leci...

PSYCHE

powstaje

Zjawił się! Zjawił się nareszcie! I w takiej postaci? I miłość niesie, powiadasz? Koi ból?...

STARY NIEWOLNIK

Nie ma już bólu, ani zła, ni pychy!

Dzieją się pono niepojęte dziwy:

nikt nie jest smutny ani nieszczęśliwy,

nikt nie jest mały i nikt nie jest lichy,

odkąd na łąki, na wzgórza i niwy

z dobrą nowiną zszedł on! Jasny, cichy...

Młodość on niesie na światy, jak zorzę;

w imię miłości przebacza, pociesza —

a kiedy mówi, to słucha go rzesza,

i wiatr go słucha, i szumiące morze,

pasterz od stada, rolnik od lemiesza —

a kędy35 wnijdzie36, witają go: boże!

Bo on tam pono niebiosa otwiera,

pokój i życie daje wiekuiste;

a które serce przeżegna — jest czyste,

a którą duszę wezwie — nie umiera!...

Chrystus — go zowią...

PSYCHE

wyciąga ręce i rzuca się naprzód z okrzykiem:

O Chryste! O Chryste!