III. Pod krzyżem
- Ksieni
- Siostra wikaria
- Siostra furtianka
- Psyche, zakonnica
- Hanna, wiejska dziewczyna
- Kapelan klasztorny
- O. Blaks, opat
- Błędny Rycerz Słońca
- Mniszki i dworzanie opata
Rzecz działa się na Południu w średnich wiekach.
Wirydarz37 w średniowiecznym klasztorze mniszek. W głębi krużganek38 pod arkadami, przerwany wielką bramą okutą, z małym, zakratowanym okienkiem u góry. Na prawo mury kościoła, na lewo zabudowania klasztorne, ciężkie i ponure. W pośrodku nieco zieleni, ku przodowi z lewej stoi kamienny krzyż z postacią Chrystusa, zwróconą w głąb ku wielkiej bramie. Pod krzyżem kamienny stopień, jakby ławka.
Jest noc, tylko z okien kościoła blask bije. Sygnaturka dźwięczy, zwołując mniszki na jutrznię.
Na odgłos dzwonka pojawiają się Mniszki w białych habitach i przechodzą długim szeregiem przez krużganek, spiesząc do kościoła. Każda z nich niesie w ręku kaganek. Przechodząc koło wielkiej bramy, przyspieszają kroku, niektóre z nich żegnają się. Furtianka, mała, zwiędła staruszka w zakonnym habicie, stoi pod krzyżem z pękiem kluczy w ręku i przypatruje się przechodzącym mniszkom. Tymczasem otwierają się bez szelestu drzwi w klasztornych zabudowaniach i pojawia się w nich Ksieni, wsparta na ramieniu Wikarii, wysoka, do widma podobna, w powłóczystych szatach, w wysokim sobolim kołpaku na głowie i w fioletowych rękawiczkach. W ręku trzyma pastorał, na piersiach ma złoty krzyż biskupi. Postępuje parę kroków i staje niepostrzeżenie za Furtianką.
Po przejściu mniszek sygnaturka milknie; z kościoła zalatuje przytłumiony dźwięk organów.
Ksieni dotyka dłonią ramienia Furtianki.
FURTIANKA
ogląda się z lękiem, a spostrzegłszy Ksienią, klęka pospiesznie i całuje rąbek jej habitu, po czym wstając, mówi:
Wasza Przewielebność... o tak wczesnej porze... już na nogach... i sama...
KSIENI
Pilnuj bramy, siostro! Pilnuj wielkiej bramy!
FURTIANKA
Ależ... Wasza Przewielebność... ja dniem i nocą...
KSIENI
do Wikarii:
Czy uważałaś, z jakim niepokojem przechodziły około tych drzwi siostry nasze? Ten krużganek w naszym klasztorze nie jest dobrze urządzony...
WIKARIA
Tędy najbliższe przejście do kościoła...
KSIENI
Tak... i codziennie te młode, Bogu poślubione dusze idą się modlić, mijając wielką bramę, która nas łączy ze światem. A szatan nie śpi, a pokusa czyha...
FURTIANKA
Brama jest mocna, dębowa i okuta żelaznymi sztabami. Jedyne zakratowane okienko zbyt jest wysoko, aby można przez nie wyjrzeć... Zresztą ja klucze zawsze mam przy sobie — i czuwam...
KSIENI
Są rzeczy, którym ty, siostro, wejścia wzbronić nie zdołasz, których nie powstrzymają żelazne sztaby, ani zamczyste okucia. Wschodzące słońce wpada tutaj przez zakratowane okienko, wiosną zalatuje woń kwiatów i wiatr... i wiatr, który wieje tam, na świecie.
FURTIANKA
Można by zamknąć okno szkłem, oprawnym w ołów albo zabić deskami...
KSIENI
I to nie wystarczy, siostro. Tuż za wielką bramą ciągnie się droga. Tędy przechodzą żeńcy z pól i śpiewają... Głos przez szkło i przez deski przeniknie. Wozy jadą tędy i przeciągają rycerze na parskających koniach, z szumiącymi proporcami w ręku. Hałas tutaj wpada i gwar świata przez tę wielką bramę, a to źle... U nas powinno być cicho, bardzo, bardzo cicho...
WIKARIA
Więc czemu Wasza Przewielebność nie rozkaże zamurować bramy? Zrobiliby to robotnicy z dóbr klasztornych w ciągu jednej doby... Jest przecież drugie, boczne wejście w murze od strony ogrodów.
KSIENI
Niestety, niepodobna zamurować wielkiej bramy. Tędy wchodzą uroczyście do klasztoru dziewice, chcące się poświęcić Chrystusowi, a nade wszystko tędy zajeżdża do nas opat, prawowity władca tych ziem dokoła. Dla niego wielka brama musi stać otworem.
WIKARIA
A prawda, prawda... I dzisiaj właśnie ma przybyć.
FURTIANKA
Dzisiaj? Opat!...
KSIENI
Tak jest.
WIKARIA
Jego Przewielebność opat nasz i pan dał znać przez posły, że objeżdżając swe dziedziny, wstąpi dziś tutaj, aby siostry pobłogosławić...
FURTIANKA
prawie szeptem:
Ostatni raz był tutaj, gdy siostrę Placydę na stosie palono...
Żegna się.
KSIENI
jakby słów tych nie słyszała:
Rozwidnia się już. Trzeba będzie przyrządzić wszystko na przyjęcie godne dostojnego gościa.
do Furtianki:
Ty, siostro, każ zamieść ścieżkę przed bramą. W szarym obrzasku świtania widzę na zawiasach rdzę i zwieszające się pajęczyny... Trzeba oczyścić wielką bramę.
do Wikarii:
A ty daj znać, niech ojciec kapelan przyjdzie do mnie po nabożeństwie. Będę go oczekiwała... Jedna ze sióstr służebnych pójdzie na dzwonnicę i uderzy w wielki dzwon, gdy zobaczy z dala zbliżający się orszak opata.
WIKARIA
Stanie się wszystko, jak Wasza Przewielebność każe. A na wieżę — czy mogę posłać siostrę Psychę? Miała przez ten tydzień spełniać prace służebne...
KSIENI
Nie, nie! Poślij którąkolwiek inną. Siostra Psyche jest zbyt młoda... Wyszedłszy na wieżę, patrzyłaby stamtąd na świat, co się rozciąga dokoła klasztoru, na bory, które przerąbali pracowici rolnicy, i na zamek, wznoszący się na sąsiednim wzgórzu.
WIKARIA
Jak każe Wasza Przewielebność...
KSIENI
Dobrze jednak, żeś mi o niej przypomniała.
do Furtianki:
Siostra Psyche przebywa często samotnie w tym wirydarzu?
FURTIANKA
Tak, przewielebna matko...
KSIENI
I nie spostrzegłaś u niej jakiego... niepokoju?
FURTIANKA
Nie, matko. Cicha jest zawsze. Opiera tylko czoło o podnóże krzyża i duma...
KSIENI
Modli się?
FURTIANKA
Nie wiem. Duma. Raz tylko widziałam, że płakała. Było to w ten dzień, kiedy opat, odbywając sądy, skazał byłą siostrę naszą Placydę na stos za czarnoksięskie praktyki.
KSIENI
Zakazałam o tym wspominać. A co do siostry Psychy: trzeba nad nią czuwać, trzeba czuwać! Zbyt młoda jest i serce w niej jeszcze nieuspokojone... A teraz odejdź, siostro, i czyń, co ci nakazałam. Słońce wnet wzejdzie —
Śpiew i przytłumiony dźwięk organów, który słychać było dotąd, urywa się.
i nabożeństwo w kościele widno39 już skończone...
Furtianka przyklęka i całuje znowu rąbek szaty Ksieni, po czym odchodzi.
Ksieni stoi jeszcze chwilę, patrząc na wielką bramę, a wreszcie odchodzi drzwiami, którymi była weszła, stukając pastorałem po schodach, oparta wciąż na ramieniu postępującej obok niej Wikarii.
Świtanie. Mniszki przechodzą, powracając tą samą drogą z kościoła.
PSYCHE
idąca na ostatku, ociąga się i pozostaje sama w wirydarzu. Staje przed wielką bramą i dotyka jej palcami wyciągniętej ręki, potem odwraca się szybko i idzie pod krzyż. Tutaj siada na kamiennym stopniu i opiera czoło o podnóże... Tymczasem na świecie robi się ranek. Słońce wschodzi i snopem promieni pada przez okienko w wielkiej bramie wprost na Chrystusowe stopy. Psyche podnosi głowę, jakby ze snu zbudzona, i patrzy w zdumieniu na płat jasnego światła.
Słońce!
Szybkim, prawie mimowolnym ruchem przypada ustami do kamiennych stóp, słońcem oświetlonych. Trwa to tylko chwilę, gdyż natychmiast odrywa usta i chyląc się z cichym jękiem, ukrywa twarz w dłoniach.
KAPELAN
siwy staruszek w zakonnym ubraniu, wchodzi, powracając z kościoła, a spostrzegłszy Psychę, zatrzymuje się i pyta:
Co tutaj robisz, moja córko? Codziennie, wracając z kościoła, spotykam cię... Czy masz może osobliwe nabożeństwo do tego wizerunku Chrystusa, pod którym cię zastaję?
PSYCHE
Tak, ojcze...
KAPELAN
Czyś łask znacznych od niego tu dostąpiła?
PSYCHE
Nie, ojcze, ale tu rośnie koło krzyża nieco zieleni, której gdzie indziej nie widuję nigdy. Nawet okno mej celi wychodzi na brukowany dziedziniec klasztorny...
KAPELAN
To grzech. Powinnaś być w celi i modlić się tam!
PSYCHE
Byłam w celi przez cały dzień i całą noc. Biczowałam się i leżałam krzyżem na kamiennej posadzce, własną krwią zbroczona, i prosiłam Chrystusa, aby mi pozwolił nie grzeszyć, a jednak... Mój ojcze, ja nowy, ciężki grzech mam na sumieniu...
KAPELAN
Słucham cię, córko...
PSYCHE
Padłam tu twarzą przed stopy Chrystusa —
i tu mnie naszła, pod krzyżem, pokusa...
Słońce tam jasne gdzieś na świecie wstało
i weszło tutaj przez żelazne kraty,
to samo słońce, co tam pieści kwiaty! —
i ozłociło stopę Chrysta białą,
i jam grzesznymi ustami przypadła
do złocistego na krzyżu widziadła!
KAPELAN
Pocałowałaś nogi Chrystusowe, córko...
PSYCHE
Nie, ojcze! Słońce na nich całowałam!
KAPELAN
Ale gdyś przylgnęła ustami do krzyża, uczułaś snadnie, że słońce jest ułudą, marą tylko złocistą i nieistotną: dotknęłaś usty stóp Chrystusowych, córko... mistycznych Lilij Łaski...
PSYCHE
Wargi me, ojcze, dotknęły... kamienia!
KAPELAN
Ty mi się z wielkiego grzechu spowiadasz, moje dziecię! — Powinnaś się starać o rozpalenie w sobie miłości ogromnej, która sprawia, że rzeczy nie wydają nam się tym, czym są zwyczajnie dla oka i palców, ale tym raczej, czym dla ducha być powinny... Kamień ten nie jest kamieniem, bo mistrz nadał mu wdzięczne kształty boskiego Ciała Chrystusa, we śnie mu snadź40 ukazane — nie jest kamieniem, bo przez modlitwę i wodę święconą posiadł wartość wyższą, duchową... Zrozumiesz to i odczujesz, jeśli będziesz doskonale kochać Chrystusa, moja córko.
PSYCHE
Kocham Go, ojcze — lecz Go widzę we śnie
innym niż tutaj... Tu ma twarz boleśnie
skrzywioną kurczem, pełną grozy, męki —
a ja Go jasnym widzę, pośród dzieci,
jak błogosławi pasterzy i kmieci
i smutnych cieszy, i skinieniem ręki
odpuszcza winnym... Widzę Go na łące,
w słońcu! — U nóg ma morze głów szumiące...
KAPELAN
Pamiętaj córko, że Syn Boży zbawił świat nie błogosławieństwem cichym, ale straszną i krwawą męką swoją. Krzyż zatknął w pośrodku tarczy ziemskiej, jak sztandar zwycięski — i w cieniu krzyża jest tylko zbawienie!
PSYCHE
Ojcze! Dlaczego nie w promieniach krzyża?
KAPELAN
Za wiele rozumujesz, córko, za wiele! Pamiętaj, że szatan pozbawił człowieka raju, podszepnąwszy mu pierwsze: dlaczego... Bądź pokorna i cicha i módl się, módl się! Módl się!
PSYCHE
Ojcze! Ja grzeszna — modlić się nie mogę!
Dla Chrysta przeszłam te okute wrota —
dlaczego, ojcze, w sercu mym tęsknota?
czemu odczuwam, miast41 pokoju, trwogę?
KAPELAN
Nie jesteś jeszcze doskonała. Pracuj nad sobą: to jedno rzec ci mogę...
PSYCHE
Ojcze...
KAPELAN
Zamilcz! Zbyt już długo rozmawiam z tobą! Nie powinnaś pytać, bo każde pytanie jest grzechem. Ja, odpowiadając, pomagam ci tylko do grzechu. Współwinnym twoim jestem — módl się za mnie i za siebie!
Wychodzi.
Wkrótce po odejściu Kapelana wbiega Hanna, młoda wiejska dziewczyna, prawie dziecię jeszcze. Wnosi wiadro wody, zydel i szmat grubego płótna i zabiera się do oczyszczenia wielkiej bramy. W ciągu roboty staje na zydlu i wygląda na świat przez zakratowane okienko.
PSYCHE
która, schylona pod krzyżem, nie zauważyła jej wejścia:
O Boże! O Boże...
HANNA
ogląda się z lękiem
A! To wy, siostro Psyche! Przestraszyliście mnie...
PSYCHE
podnosi głowę; dopiero teraz spostrzegła Hannę
Co tu robisz, dziecko?
HANNA
Kazano mi oczyścić i umyć wielką bramę. Jego Przewielebność opat dzisiaj przyjeżdża!
Powraca do roboty.
PSYCHE
jakby do siebie:
Opat... który skazał na śmierć siostrę Placydę za to, że tęskniła, że szukała...
Wstrząsa się.
Grzech! Grzech!
HANNA
wyglądając znów okienkiem:
Siostro... a jak tam pięknie na świecie!
PSYCHE
drgnęła, powtarza jak echo:
Na świecie!...
HANNA
Tak. Stąd nie widuje się świata prawie nigdy. Wszystkie okna wychodzą na podwórze, zamknięte ze wszech stron wysokimi murami... O! Tu nie jest wcale pięknie! — Ale przez to okienko w wielkiej bramie widno42 łąki, takie szerokie, wielkie łąki pełne kwiatów! Jeszcze niedawno temu biegałam po nich. Siostro Psyche, czy wyście kiedy widzieli te szerokie łąki?
PSYCHE
Nam nie wolno patrzeć na świat, dziecię.
HANNA
A prawda! — Szkoda.
PSYCHE
po chwili, patrząc na Hannę:
Skąd się ty wzięła tutaj, ptaszyno? — Wśród czarnych murów klasztoru?...
HANNA
Ach! Ja... Mnie tu matka oddała do posług; za wiele nas było w domu... Ale wy!... Patrzę na was i zdaje mi się, że wy powinniście byli zamieszkać, jak ta złotowłosa kasztelanka — w tym zamku naprzeciw, który widać przez to okienko!.. O! Stąd dużo, dużo pięknych rzeczy widno43!
Zagląda.
Teraz jacyś ludzie przejeżdżają drogą, pewno kupcy, bo ciągną za nimi ładowne wozy... Skąd oni też mogą jechać, siostro Psyche, i dokąd?
PSYCHE
W świat! — I ze świata...
HANNA
Świat jest bardzo, bardzo wielki! — Aż straszno pomyśleć! I tylu na nim ludzi... Widziałam już pasterzy i rolników, i księży, i panów w złocistych szatach, którzy przejeżdżali tą drogą w towarzystwie pięknych pań, w pozłacanych kolasach... Ojciec kapelan mówi, że świat jest potępiony; czy ci wszyscy ludzie będą potępieni, siostro Psyche?
PSYCHE
Nie wiem.
HANNA
To któż mi to powie?... Ale raz... Nie, nie! Już parę razy! — W ostatnich dniach — widziałam tu jakiegoś rycerza na wielkim koniu, okrytego pyłem, jak gdyby jechał z daleka... Złote promienie miał na hełmie i złote słońce wymalowane na paiży44 i wielkie, szumiące skrzydła u ramion. Myślałam, że jedzie na turniej do zamku, ale on, wjechawszy w dolinę rozdzielającą oba wzgórza, skręcił tutaj pod klasztorną bramę i stał, na białym koniu, złoty cały od słońca, taki podobny do świętego Jerzego w ołtarzu — i patrzył tu długo, długo...
PSYCHE
Zamilcz!
HANNA
Zamilczę, jeśli każecie, ale ciekawa jestem bardzo, co to za rycerz i czego szuka tutaj...
Wygląda okienkiem.
O, o! — Właśnie widzę go znowu! Tam w dole na drodze wiodącej do klasztoru...
PSYCHE
do siebie:
Więc naprawdę?... O Boże! zlituj się... — W snach go widziałam...
HANNA
Podobny jest z dala do orła z rozwiniętymi skrzydłami, który upatruje zdobyczy... Błyskają w słońcu jego blachy złote i świeci grot na długim drzewcu. O, siostro Psyche! — Ten rycerz może tutaj zajedzie?
PSYCHE
Nie! — Tutaj nikt nie zajedzie. Są mury grube i bramy okute, i jest ten krzyż przed bramą, wielki krzyż, broniący wstępu rozłożonymi ramionami. Widziałam go raz, przed laty, gdym tutaj wchodziła, i dotąd pamiętam. Wielki, wielki krzyż!...
HANNA
I ja go widzę, ten krzyż. Stoi tuż przed bramą i słońce mi zasłania grubym, drewnianym ramieniem...
GŁOS FURTIANKI
Hanno!
HANNA
Matka furtianka mnie woła!
zabiera sprzęty i wybiega, mówiąc jeszcze:
A nie mówcie, żem wyglądała przez okienko!
Znika wśród klasztornych zabudowań.
PSYCHE
O! Gdybym ja to — jak ty — wyjrzeć mogła, zobaczyć łąki i zobaczyć niwy...
rzuca się przed krzyżem na kolana
O Panie! Ukój tę wielką tęsknotę,
która mi piersi rozrywa, na złote
słońce wołając, na rosą
perliste łąki, na szumiące gaje,
gdzie się ptaszęta po zaroślach niosą
i srebrne płaczą ruczaje —
o Panie! Ukój tęsknotę...
Otom Ci miłość przyniosła moją,
młodość i sny me białe —
otom Ci życie oddała całe,
wierząc, że w burzy będzie mi ostoją
Twój krzyż —
a oto serce me niepokój troska:
o gdzież jest, gdzie Twa miłość boska?
Oczy ku Tobie podnoszę wzwyż —
o Chryste! Słysz!
We snach dziecięcych widziałam Cię, Panie,
jak błogosławisz na kwiecistym łanie
pośród pasterzy i dzieci, i owiec
rozkołysaną falę mórz — i zbóż...
Ach! Za takim, zda się,
ja szłam w zamierzchłym jakimś dawnym czasie
w słońca blask i w nieb lazury...
O Chryste! Odpowiedz,
czemu dokoła mnie dziś cień ponury?...
Błogosławieni pokorni i cisi,
błogosławieni...
O Panie! Panie! Broń mnie Ty przede mną,
bo mi tak trupio i ciemno...
W otęczy złocistych promieni
w celi mojej krzyż Twój wisi:
— pójdźcie pragnący! Ja was napoję... —
wisi czarny krzyż...
O serce, serce, o serce moje!
O Chryste! Słysz!
Grzesznam jest, Panie, kajam się przed Tobą,
— Ty słońce stworzyłeś na niebie —
grzesznam jest! — Łąki stworzyłeś kwieciste... —
grzesznam! — I morze rozlewne a sine...
O Chryste!
Gdy nie otrzymam pomocy od Ciebie,
któż mi dopomoże?...
Z weselem na świat szedłeś, nie z żałobą...
— grzesznam jest! Ginę! —
śnią mi się łąki i słońce, i morze,
— kajam się, grzeszna —
o Boże! O Boże, o Boże!
Grzechem jest wszystko! Grzechem radość, śmiech,
grzechem jest życie —
grzeszę, gdy słucham tych dalekich ech,
co tu wpadają z Twych wiatrów szelestem,
grzeszę, gdy patrzę na słońce w błękicie:
grzech! Grzech! I wszystko grzech!? — —
Zgubiona jestem...
Pada twarzą na ziemię. — Naraz wśród ciszy rozlega się za bramą
PIEŚŃ BŁĘDNEGO RYCERZA
Przez dziewięć gór i rzek, przez dziewięć lat
do ciebie dążę, jasna!
Z dalekich krajów tam! Znad sinych mórz: —
— o pójdź! Pójdź ze mną w świat!
Już nadto długi czas cię cela ciasna
więzi — zza krat
pójdź w słońca blask i w uśmiech zórz,
na łąki, lasy, na zielone smugi,
gdzie wiosną okrył kwiat
przewonny sad i kędy dzwonią pługi,
gdzie jasna
toń błękitu szumne srebrzy strugi —
na świat!
PSYCHE
zrywa się, pomieszana
Co to za głos? — Wyśniony... O Boże! Boże, ratuj mnie! Chryste!
Obejmuje krzyż rękoma.
PIEŚŃ BŁĘDNEGO RYCERZA
Od czarodziejów mam o tobie wieść,
ja Błędny Rycerz Słońca,
żeś jest więziona ty! Mój śniony cud:
więc wolność idę nieść —
orzeł skrzydlaty lecę, twój obrońca,
za twoją cześć
rycerski krwawy ponieść trud —
rozkruszyć mury i rozłamać kraty
i wieniec z róż ci spleść
na skroń i mieść45 pod stopy twoje kwiaty!
Do słońca
wołam ciebie! Do życia! — na światy
chcę nieść!
PSYCHE
prawie nieprzytomna:
Miłosierdzia, litości — Boże! Ukryj mnie, ochroń! — O, jak strasznie patrzysz na mnie, Chryste! — Potępiona jestem, przeklęta! Przeklęta!
PIEŚŃ BŁĘDNEGO RYCERZA
O pójdź ze słodkich czar zdrój życia pić,
coś jest jak dzień, jak zorze! —
Korona czeka tam na twoją skroń:
pójdź władać, jaśnieć, żyć!
Ja tobie wrota więzienia otworzę —
już płonie wić
i rży, i rży mój rączy koń:
tam rozkosz, życie, pieśń, tam radość złota,
tam snów się przędzie nić,
by srebrem lśnić wśród barwnych tęcz żywota!
Pójdź w zorze!
Tutaj cienie, głusza, tu martwota —
pójdź żyć!
Furtianka pojawia się z wielkim pękiem kluczy podczas ostatnich słów pieśni Błędnego Rycerza.
PSYCHE
rzuca się ku bramie
O, żyć! O, żyć! — Na świat!
Weź mię, rycerzu, weź!
I nieś
zza krat —
gdzie jasne słońce w błękicie! —
Tu śmierć! — Ja kocham życie!
FURTIANKA
wydaje okropny krzyk zgrozy:
Och!
PSYCHE
ogląda się i spostrzega przybyłą
Dawaj klucze! Klucze!
FURTIANKA
O zgrozo! O zgrozo!
PSYCHE
Daj klucze! Prędko! Klucze!
FURTIANKA
uderza ją pękiem kluczy
Masz! Masz! Ty nikczemna! Wiarołomna! Niegodna świętej sukienki! Masz! Ty zakało! Ohydo szatańska, masz klucze, masz! Masz!
Bije ją.
Na dzwonnicy odzywa się dzwon, zwiastujący przybycie Opata. Wirydarz zapełnia się naraz, wchodzi Ksieni w uroczystym stroju w otoczeniu Mniszek z Kapelanem.
KSIENI
Siostro furtianko! Otwieraj wielką bramę!
KAPELAN
Jego Przewielebność książę opat nasz przybywa!
FURTIANKA
pada do nóg Ksieni
O matko! Matko!
KSIENI
Co tu się stało?
FURTIANKA
wskazuje Psychę
Ta nędzna! — Złapałam — przy wielkiej bramie — słuchała bezbożnego śpiewu, porozumiewała się! Wyjść stąd chciała, uciekać! Moja wina! — Odeszłam na chwilę...
WIKARIA
O zgrozo! Nieszczęsna!
KAPELAN
do Psychy:
Prawdali to46? Prawda?
PSYCHE
Tak...
FURTIANKA
„Na świat, na świat!” — wołała... Do słońca!
Szmer grozy pośród Mniszek, cofają się wszystkie, pozostawiając Psychę samą na uboczu.
KSIENI
powtarza głucho:
Do słońca!...
Słychać trzykrotne uderzenie w bramę.
KSIENI
do Furtianki:
Otwórz, siostro, wielką bramę!
Furtianka spełnia rozkaz. Przez otwarte wrota wchodzi O. Blaks, opat, w fioletowym płaszczu, przepasany mieczem. Za nim liczny orszak Dworzan, Księży i Pachołków.
KSIENI
Witam cię w progu, ojcze nasz łaskawy!
O. BLAKS
Bądź pozdrowiona, matko, w imię Boga. Znużony jestem daleką podróżą. Rozkaż, aby mi wskazano izbę, gdzie bym mógł odpocząć.
KSIENI
W żałobie, ojcze mój, przed tobą stoję —
i nie wpierw ci klasztorne otworzę podwoje,
aż sąd tu sprawisz.
O. BLAKS
A cóż tam nowego? Kto jest winny?
KSIENI
Szatan! Oskarżam przed tobą szatana,
iże się zakradł do stada
i białe owce moje bierze, panie!
O. BLAKS
Szatana mogę przekląć, ale na stos go nie poślę! Matko, mów, kogo oskarżasz?
KSIENI
Na wiatr się skarżę, który tu zawiewa
i dusze kusi,
na słońce jasne, które promieniami
grzeszne rozbudza tęsknoty,
na krew tę młodą, która tętni w żyłach
dzieci oddanych Bogu,
i na tę bramę okutą, co kłamie,
że za nią życie jest nie u stóp krzyża!
Skarżę się, panie, ja — matka tych dzieci!
— sądź ty!
O. BLAKS
Chcę znać przestępstwo i wiedzieć, kto jest winny! Wiatru, słońca ani bramy sądzić nie mogę!
KSIENI
Więc sądź me dziecię, które za pokusą
wiatru i słońca, i tej wielkiej bramy
wniosło zgorszenie
w ten Chrystusowy dom!
zwraca się do mniszek:
Przywieść nieszczęsną!
FURTIANKA
wlecze przed opata Psychę
Oto tu jest! Tu jest ta niegodna!
O. BLAKS
Co uczyniła?
FURTIANKA
Uciekać chciała! Opuścić święte klasztorne mury! Na świat uchodzić — z gachem!
MNISZKI
Ukarz ją, ojcze, ukarz ją! O zgrozo!
KAPELAN
Ojcze! Bądź dla niej miłościw! Młoda jest jeszcze...
O. BLAKS
Prawo nie zna miłosierdzia, a jam tu jest prawem!
zbliża się do Psychy; patrzy:
Tyżeś to jest... ty! Znam cię... Uciekać chciałaś?
FURTIANKA
Nie może zaprzeczyć! Nie może! Sama widziałam!
O. BLAKS
do Psychy:
Dlaczego? — Pytam się: dlaczego!
PSYCHE
podnosi głowę
Ty wiesz!
Do słońca chciałam iść! Do życia!
Tu cień! Tu śmierć! Tu grób!
Ja pragnę żyć!
KAPELAN
Zgubiona!
KSIENI
głucho:
Dziecię, biedne dziecię moje...
O. BLAKS
A tak... żyć pragniesz! Musimy cię na przyszłość uchronić od podobnych pokus szatańskich! Czas już najwyższy... Resztę dni, które ci jeszcze pozostają, przepędzisz w najgłębszym lochu klasztornym, nie widząc światła ani ludzkiej twarzy, nie słysząc innego głosu, prócz zastygającego tętna twej krwi i szelestu kropel wilgoci, spadających ze sklepienia. — Będziemy się modlić za ciebie.
KSIENI
do mniszek:
Wiedźcie skazaną! Dzisiaj dzień żałoby...
Mniszki wyprowadzają słaniającą się Psychę. Tymczasem wśród ponurej głuszy rozlega się jeszcze zza bramy
PIEŚŃ BŁĘDNEGO RYCERZA
Na świat, na słońce pójdź! W ogrody tam,
gdzie lśnią czerwone róże,
czekając twoich rąk, gdzie dla twych stóp
pod tęczą złotych bram
wykuto schody w różowym marmurze,
co wiodą w chram47
Życia i Światła...