IV. Na przełomie

  1. Psyche, udzielna księżna włoska
  2. Blaks, dowódca jej zaciężnych wojsk niemieckich
  3. Pietro, zaufany księżnej, historyk
  4. Lorenzo, dworzanin
  5. Giani, kapitan straży pałacowej
  6. Arminio, rzeźbiarz i architekt
  7. Girolamo, poeta i malarz
  8. Leta, Bella, Carmen, damy dworskie
  9. Poseł
  10. Żołnierze, Służba

Rzecz działa się we Włoszech z początkiem XVI wieku.

Sala renesansowa, przedzielona kolumnadą na dwie połowy. Druga połowa, w głębi, wzniesiona jest ponad przednią o parę stopni. Drzwi w głębi, z lewej strony dwoje drzwi: w górnej i dolnej połowie; z prawej w górnej połowie okno, w dolnej drzwi.

ARMINIO

biegnie za odchodzącą w głąb Psychą

Srogaś jest, pani!

PSYCHE

która wstępowała po schodach, zatrzymuje się i odwraca

Nie! Nie jestem sroga...

Pięknam jest tylko...

Podaje mu rękę.

ARMINIO

całując jej dłoń:

Bądź mi więc łaskawa!

Kocham cię, księżno!

PSYCHE

Kocham twoją sztukę,

mistrzu Arminio...

ARMINIO

Co mi sztuka znaczy!

Co marmurowy tłum posągów biały,

co sławę moją poszedł nieść na światy,

gdy moja miłość...

PSYCHE

Czy gotowy, mistrzu,

plan tej lodżetty48?

ARMINIO

Dzieckiem jesteś, dzieckiem

okrutnym, które igra z ludzkim sercem

i zmiany pragnie wciąż! Ty nic nie kochasz!

PSYCHE

Owszem, ja kocham sztukę, piękno — życie,

które jak ogni fontanna wytryska

i gdzieś pod niebem wysoko się spala

i — deszczem żużli opada na ziemię...

ARMINIO

Gorzko to mówisz!

PSYCHE

Cóż ja temu winna,

że nie jest takie to życie, jak pragnę?

że tej drapieżnej pustki w moim sercu,

tej głodnej pustki zapełnić nie mogą

krwawe triumfy mego kondotiera,

przepych, ni sztuka...

ARMINIO

A miłość!?

PSYCHE

Tak... pragnę

miłości, jednak ta, którą mi dajesz,

nie zdoła mojej tęsknoty ukoić...

ARMINIO

Życiem dać gotów49! Możnaż50 kochać więcej?

PSYCHE

Choćby to prawdą było — mnie nie starczy!...

Chciałabym kochać jakąś rzecz ogromną,

straszliwą, wieczną! W oczach mi czerwono,

i wśród posągów, i przy lutni dźwięku

jakaś się czasem krew mym rękom marzy

i nowe życie — przez płomień i burzę...

Cóż to? Zadrżałeś? Kuj marmur, Arminio! —

jeśli wykujesz posąg burzy, wtedy...

ARMINIO

Będziesz mnie kochać?

PSYCHE

Dzieło twoje — kupię!

Odwraca się i wstępuje w głąb sali.

PIETRO

wchodzi drzwiami z lewej strony, w głębi

Dostojna pani...

PSYCHE

Co tam?

PIETRO

Poseł czeka...

PSYCHE

Jeszcze? — Niech wejdzie.

ARMINIO

Bywaj zdrowa, księżno!

Skłania się i wychodzi na lewo.

Pietro wpuszcza posła. — Poseł, w stroju oficera najemnych wojsk niemieckich, wchodzi.

PSYCHE

Wy jeszcze tutaj?

POSEŁ

Czekam odpowiedzi...

PSYCHE

O cóż to idzie?

POSEŁ

Księżna zapomniała?

Powtórzę zatem, chociaż wódz mój kazał

słowa poselstwa — raz tylko wygłosić!

PSYCHE

O cóż więc... prosi wódz moich żołnierzy?

POSEŁ

Wódz tych żołnierzy, którzy zza Alp przyszli

tutaj z nim razem i w stu krwawych bitwach,

miecz jego mając za drogowskaz chwały,

bogate łupy wzięli z jego łaski:

Niemiec Blaks, wódz mój, powrócił z wyprawy —

trzy miasta zdobył i — żąda nagrody!

PSYCHE

Żołd wypłaciłam!

POSEŁ

Żąda twojej ręki,

a z nią wraz — tronu książęcego, pani!

PSYCHE

zwraca się do Pietra:

Słuchaj, szlachetny Pietro, jeśli kiedy

będziesz doradcą jakiego książęcia,

daj mu tę radę moją: niechaj wodzów

swych wojsk najemnych trzyma jak ogary:

puścić na zwierza ze smyczy, a potem

rychło na łańcuch wziąć i skuć paszczękę,

by rozjuszone nie pożarły pana!

PIETRO

Dostojna pani...

POSEŁ

Czy to, jak odpowiedź,

mam nieść wodzowi?

PSYCHE

Powiedz mu, co zechcesz.

POSEŁ

Powiem, com słyszał!

Wychodzi.

Psyche zbliża się ku oknu.

PIETRO

postępuje za nią

Nierozważne słowa

z ust twoich, księżno, padły — nierozważne!

PSYCHE

Czyż zuchwalcowi mogłam dać odpowiedź

inną?

PIETRO

Zapewne — ale mądrość książąt

na tym polega, aby tylko wtedy

obrażać, kiedy można ubiec zemstę

obrażonego, to jest... zabić! Zatem...

jeśli masz kogo wiernego...

PSYCHE

Ach! Zabić,

zabić... Czyż mało zabijam? — Mój Pietro,

piszesz historię tych obecnych czasów,

napisz więc o mnie... Nie! Raczej nic nie pisz!

Albo... żem igrać lubiła z tym życiem,

niebezpieczeństwo wyzywać i patrzeć

z uśmiechem bogów na dnie i wypadki...

PIETRO

Napiszę, pani...

PSYCHE

...żem z wodzów najdzikszych

co najdzikszego miała, by mnie słuchał —

że z wstrętem patrząc na jego zwycięstwa

i na łeb jego straszny... skądś mi znany...

z dawna — niepewna życia wobec niego,

drżałam z rozkoszy, że mnie słuchać musi

ten nienawistny! Żem się otoczyła

artystów kołem w całej ziemi włoskiej

co najprzedniejszych, żem pobudowała

pałace złote — a jedną uciechą

w tym to mi było, żem widziała marność

wszystkiego wokół... I jeszcze... to jedno:

że tęsknię, Pietro.

PIETRO

Tak, i to napiszę,

że tęsknisz, pani, wśród przepychu życia,

pełna młodości, świetności i krasy,

pośród artystów, co głoszą twą sławę,

w pośrodku ludzi, którzy cię kochają —

i nie wiesz, czemu tęsknisz...

PSYCHE

Nie wiem, Pietro,

dlaczego tęsknię... Odzyskać bym chciała

coś, com straciła — jeno co? Nie pomnę...

Może sen jakiś? A może... ogromne

szczęście... przepadłe? Zresztą — to jest nuda;

nudzę się, Pietro. To wszystko!

Wychodzi drzwiami w głębi.

PIETRO

pogląda za nią

Ha! Może...

Zstępuje po schodach ku przodowi.

GIROLAMO

wchodzi z lewej od przodu

Jak się masz, Pietro!

PIETRO

Witaj, Girolamo...

GIROLAMO

Księżna tu była?

PIETRO

Odeszła w tej chwili...

GIROLAMO

Nie wiesz, czy będzie dzisiaj przy obiedzie

słuchała...

PIETRO

Czego?

GIROLAMO

Mego poematu,

Pieśń trzecią wzięła do przejrzenia; dzisiaj

przynoszę czwartą...

PIETRO

Czy jest równie długa?

GIROLAMO

Dłuższa jest jeszcze! Dłuższa — o dwadzieścia

oktaw! Dziś w nocy dopisałem. — Pietro!

Jeśli ją pieśń ta nie poruszy...

PIETRO

Może,

może ją wzruszy...

GIROLAMO

Słuchaj, czy to prawda,

com słyszał w mieście, że pono kondotier

w nagrodę zwycięstw żąda ręki księżnej?

PIETRO

Podobno...

GIROLAMO

Więc to stać się może? Piekła!

Co będzie wtedy?

PIETRO

Nic! — Nowego pana

tu dostaniemy, który będzie brudny

jak każdy Niemiec i jako kondotier

głupi...

GIROLAMO

Lecz ja ją kocham, kocham! Słyszysz?

Umrę u nóg jej!

PIETRO

Czy nie lepiej, mistrzu,

ażebyś o tym napisał poemat

lub wymalował tylko taki obraz?

Śmierć jest piękniejsza w sztuce niźli w życiu,

które nie znosi śmierci...

GIROLAMO

Obraz, mówisz?

Tak, to myśl dobra — obraz... lub poemat...

Zamyśla się.

Wpadają Giani i Lorenzo.

GIANI

Kędy51 jest księżna?

PIETRO

Szlachetni panowie!

Cóż to za sprawa tak nagła?

LORENZO

Gdzie księżna?

Chcę mówić z księżną — i to zaraz, zaraz!

Biegnie ku drzwiom w głębi i uderza w nie rękojeścią szpady.

GIROLAMO

To nie przystoi!...

BELLA

staje na progu

Co za gwałt się dzieje!

LORENZO

Pani! Gdzie księżna? Muszę z nią natychmiast mówić...

BELLA

Zajęta miłościwa pani.

Czyta poemat.

GIROLAMO

Pietro, mój poemat...

GIANI

Więc raczcie pani oznajmić, że sprawy

nadzwyczaj ważne tutaj nas przywodzą...

GIROLAMO

Ależ panowie...

BELLA

Nie można przeszkadzać!

LORENZO

Per Baccho52! Muszę ją natychmiast widzieć!

Usuwa Bellę i chce wejść. — W tej chwili na progu pojawia się Psyche z manuskryptem w ręku.

PSYCHE

Cóż to za rozgwar?

LORENZO

Miłościwa pani...

PSYCHE

A! Girolamo! Witaj mi, poeto!

Od wczoraj ciebie nie widziałam jeszcze,

a jednak dzwonią mi twe słowa, mistrzu!

Wskazuje na trzymany w ręku papier. — Girolamo skłania się głęboko.

GIANI

Racz słuchać, pani...

PSYCHE

Witaj, kapitanie —

zechcesz dziś z nami zasiąść do obiadu?

LORENZO

Są ważne sprawy...

PSYCHE

Mówcie, mówcie — słucham...

zwraca się do Girolama:

Płyną twe strofy, jak strumień rozbity

w perły i tęcze na głazach z kryształu...

Poeto! Wieniec twym skroniom przystoi!

GIANI

Posłuchaj, księżno...

PSYCHE

z roztargnieniem:

Mówcie!

LORENZO

Rzecz zbyt ważna.

Ogląda się na obecnych.

PSYCHE

To przyjaciele...

PIETRO

Mamyż53 się oddalić?

PSYCHE

Ależ...

LORENZO

Na Boga! — Tak! I prędko! Prędko!

Pietro i Girolamo wychodzą drzwiami na prawo. Bella cofa się w głąb.

PSYCHE

Cóż to za sprawa?

Pogląda w rękopis.

GIANI

Właśnie przychodzimy...

PSYCHE

Ach, słuchaj, Giani, słuchaj, co za strofa!

czyta:

„Jeśli chcesz życia — oddam! — Jeśli sławy,

pod stopy twoje rzucę ją, jak złoty

wieniec — a ty ją zdeptaj dla zabawy,

a jeśli...”

LORENZO

z wybuchem:

Pani! O twe życie idzie!

Rzuć te papiery i słuchaj!

PSYCHE

O życie?

GIANI

Tak jest! Niestety! — Wódz twoich żołnierzy...

PSYCHE

Ach! Blaks... Przysłał dzisiaj posły do mnie;

chciał mojej ręki!

LORENZO

Teraz żąda księstwa!

PSYCHE

wyniośle:

Czyście w poselstwie od niego przybyli?

GIANI

gwałtownym ruchem odsłania zranioną pierś

Patrz! Oto pismo, które ci przynoszę,

jego sztyletem ryte!

PSYCHE

Co to znaczy?

LORENZO

Blaks obiegł miasto i głośno ci grozi,

że nie dożyjesz do wieczora, księżno!

PSYCHE

A wojsko moje?

GIANI

Wszyscy za nim poszli

i ryczą: „Książę! Książę Blaks niech żyje!” —

Wszyscy! Z wyjątkiem tej garstki jedynie,

którą ja sprawiam... My na śmierć gotowi.

PSYCHE

Na śmierć? A lud mój? A moi poddani?

LORENZO

Księżno! I czymże ty swój lud kupiłaś,

by cię miał bronić? Daruj, że to mówię...

Poddani twoi płacili daniny,

patrząc z daleka na cudne pałace,

które twój kaprys wznosił — i jedynie

gadki wśród ludu twojego chodziły,

że jest tam przepych, że są tam obrazy

i marmurowy biały tłum wśród gajów

oliwnych, bogom pogańskim podobny —

a lud był głodny! — Tyś wojny toczyła

zwycięskie: lud twój oddał grosz ostatni,

by twoje włości rosły, twoja sława!

Teraz Blaks, srogi pies na twym łańcuchu,

którym świat szczułaś, urwał się i szczerzy

zęby przeciwko tobie, zaś ludowi

pieniądz przyrzeka! — I owe hołysze54...

PSYCHE

Więc lud z nim razem? On lud wezwał, mówisz?

GIANI

Tak jest — i lud z nim idzie...

PSYCHE

Lud... Doprawdy,

teraz dopiero przypomniałam sobie,

że jest pode mną lud...

LORENZO

Czemuż nie wcześniej!

Póki był korny55...

PSYCHE

A dziś wstał, jak fala?

I jest potężny? Burzy i obala?

I ze mną walczy? Przejdzie po mym tronie,

po księstwie moim przejdzie i koronie

i pójdzie... dokąd? Ja tam już nie zdążę...

chociażbym może chciała...

LORENZO

Nowy książę

lud twój powiedzie!

PSYCHE

zrywa się

Nie! Wspaniałość moja

oprze się jeszcze!

LORENZO

Nie łudź się, dostojna!

Lud chce swobody! Ty mu jej już nie dasz —

da ją... kto inny!...

PSYCHE

po chwili:

Więc nie ma ratunku?

LORENZO

Owszem — jeżeli to nazwać ratunkiem...

PSYCHE

Słucham cię.

LORENZO

Głos mi uwiązgł56 w gardle...

PSYCHE

Powiedz!

LORENZO

Zdać się na łaskę i niełaskę Blaksa,

albo... uciekać.

PSYCHE

odwraca się z niechęcią

Co ty powiesz, Giani?

GIANI

Mój obowiązek — z setką moich dzielnych

umrzeć przed bramą twojego pałacu.

Spełnię go, księżno.

PSYCHE

Więc — zostanę tutaj.

LORENZO

Na śmierć twą patrzeć nie będę, bo póki...

PSYCHE

przerywa:

Dobrze, już dobrze, przyjaciele moi,

nie mówmy o tym! Jak wiele, myślicie,

upłynie czasu, zanim Blaks tu stanie?

LORENZO

Może godzina...

GIANI

Dwie! Ja za dwie ręczę!

Żyć mam ochotę jeszcze dwie godziny...

PSYCHE

Więc wy jedynie — wy dwaj jeszcze tylko...

Czemuście przy mnie zostali57? Powiedzcie!

Lorenzo i Giani skłaniają głowy w milczeniu.

PSYCHE

Wy mnie kochacie?

LORENZO i GIANI

Księżno!

PSYCHE

Dajcie ręce —

pogańska byłam nad wami władczyni,

tak zakochana w pięknie, blasku, życiu —

ale to przeszło. Pustka w moim sercu —

i do miłości innych już tęsknota

nowe przed stopą mą otwiera wrota,

i jeno uśmiech ten i liść ten z czoła...

Bez łez go rzucam. Przyszłość mnie już woła...

Tak rada jestem!

LORENZO

Co ty mówisz, księżno?

Twe słowa dziwne...

PSYCHE

Nic. Chcę być wesoła

przez dwie godziny. — Na ucztę was proszę,

mili...

LORENZO

Tam wróg twój już wywala bramy!

PSYCHE

Tutaj nie słychać! Odgłos walk w oliwnych

gałęziach moich ogrodów uwięzgnie58:

zdawać się będzie, że cyprysy szumią...

Gdy krzyk straszniejszy zabrzmi — to go stłumią

bluszcze na ścianach mojego pałacu

i te makaty... A więc — póki można —

nie chcę nic słyszeć. Wezwę swych przyjaciół —

wy im nie mówcie, że się księstwo moje

liczy na chwile... Chcę, aby tak zaszło,

jak dzień pogodny...

GIANI

Ucztuj! Zaręczyłem

za dwie godziny — oznacz na zegarze!

Czas trzymam w garści!

Zwraca się ku wyjściu.

PSYCHE

Idziesz?

GIANI

Sprawić straże...

Idzie ku drzwiom, jednak przed progiem zatrzymuje się.

Psyche!...

Psyche podaje mu dłoń. — Giani przyklęka i w długim pocałunku ciśnie rękę Psychy do ust, po czym wstaje szybko i nie oglądając się za siebie, wychodzi.

PSYCHE

do Lorenza:

A ty?

LORENZO

Ja? — Zostanę przy tobie,

dopóki...

PSYCHE

Dość już!

Arminio wchodzi.

PSYCHE

W poręś przyszedł, mistrzu!

Właśnie posyłać chciałam moje sługi,

aby cię prosić...

ARMINIO

Księżno, ja przychodzę,

by cię pożegnać!

podaje jej papier

Tu jest plan lodżetty,

którą wystawić chciałaś w swym ogrodzie.

Plan jest dokładny, wykonać go zdoła

każdy architekt.

PSYCHE

Cóż to? Więc mnie, panie,

chcecie opuścić?

ARMINIO

Jadę w świat!

PSYCHE

Lodżettę

nie wiem, czy będę stawiać, lecz was, mistrzu,

zatrzymam...

ARMINIO

Pani! Ja stąd odejść muszę! —

nazbyt cię... kocham.

PSYCHE

Przeto odejść chcecie?

Więc na dzień tylko, tylko do wieczora —

nie! — Dwie godziny pozostańcie jeszcze,

a potem idźcie, panie, za swą sławą,

gdzie los was woła...

ARMINIO

po chwili wahania:

Zostanę, gdy każesz...

PSYCHE

O tak! Dziękuję! — Dzisiaj was dotknęłam;

darujcie! Nigdy to się nie powtórzy...

do Lorenza:

Bądź gospodarzem, Lorenzo, tymczasem

i sproś przyjaciół moich. Ja na chwilę

odejdę, wydać rozkazy i szaty

przywdziać godowe.

Wychodzi.

ARMINIO

Cóż to?

LORENZO

Uczta!

ARMINIO

Wcześnie!

LORENZO

Już czas ostatni, wierzaj, sławny mistrzu!

Wyciąga miecz i ogląda klingę.

ARMINIO

Cóż to, szlachetny panie, miecz w twych ręku?

LORENZO

Oglądam brzeszczot...

Wsuwa miecz do pochwy.

Służba wnosi stół i zastawę.

LORENZO

idzie ku drzwiom z prawej i otwiera je na oścież

Proszę was, panowie —

księżna kazała was bawić, dopóki

nie zejdzie sama.

Wchodzą Pietro i Girolamo.

PIETRO

Długie były rady...

LORENZO

Drobna rzecz, ale pilna!

GIROLAMO

Ho! Arminio!

O łaski księżnej ubiegasz się ciągle?

ARMINIO

Jak ty...

GIROLAMO

Gdzież Giani?

LORENZO

Wyszedł, przygotować...

popis rycerski, którym księżna pani

chce swych przyjaciół po uczcie zabawić.

GIROLAMO

Cóż to za święto dzisiaj?

LORENZO

Wielkie święto!

ARMINIO

Zapewne ku czci zwycięskiego wodza,

który dziś wrócił. Widziałem na mieście

ruch nadzwyczajny. Do bram wszyscy biegą59...

LORENZO

Przyjdą i tutaj.

PIETRO

do Lorenza:

Jestem niespokojny;

byłem obecny, gdy księżna mówiła

z posłem...

LORENZO

Ach! Głupstwo — rzecz już załatwiona!

PIETRO

Tak? — Czy pomyślnie?

LORENZO

Najpomyślniej w świecie!

PIETRO

do siebie:

A więc wesele pono60 będziem61 mieli!

Wchodzi Psyche; na sukni, w którą była poprzednio ubrana, ma narzucony bogaty płaszcz, na głowie jej błyszczy diadem książęcy. Obok niej postępują jej damy: Leta, Bella i Carmen. Służba wnosi potrawy, owoce i wina.

PSYCHE

Zasiądźcie, mili przyjaciele moi;

chcę być wesoła dzisiaj w waszym gronie!

GIROLAMO

Wyglądasz pani dziś jak dzień, jak słońce!

PSYCHE

Jeślim jest słońce — weselcież się słońcu!

Cóż to, Arminio! Ty jeszcze posępny?

Czyś nie zapomniał dotąd swej urazy?

ARMINIO

Już zapomniałem, gdyś mi błysła twarzą!

PSYCHE

zasiada

Ach! Tak to pięknie! — Lorenzo! Chcę śpiewu;

nad czymże dumasz? Chcę śpiewu! — Tam wisi,

patrz, mandolina — weź i graj... Lub raczej —

nie! Teraz będziem słuchać Girolama.

Poeto! Miałeś nam pieśń czwartą czytać...

GIROLAMO

Mam ją przy sobie, księżno.

PSYCHE

A więc proszę...

O czymże pieśń ta?

GIROLAMO

O czym? — O miłości!

Ta jedna, pani, struna teraz we mnie

drży...

PSYCHE

O miłości!... Wszak wy mnie kochacie?

Powiedzcie — bardzo? Kochacie mnie wszyscy?

PIETRO

Ja stary, księżno, a jeszcze cię kocham!

PSYCHE

Wierzę, mój Pietro. No a wy, artyści?

ARMINIO

Pani! Czyż słów mych dopiero ci trzeba?

Chciałem stąd uciec, lecz przyznam, że lżejsza

śmierć by mi była. Może ty byś wtedy

wierzyła wreszcie...

PSYCHE

A ty, Girolamo?

GIROLAMO

I cóż ci powiem, ja — poeta, który

żyję, by głosić twą sławę! Ja — malarz,

co twoją piękność uwieczniam jedynie!

Chciałbym, ażebym mógł kiedy okazać,

jak ja cię kocham! Aby los nadarzył

jaką sposobność...

LORENZO

Nie wyzywaj losu!

PSYCHE

Ach! Jak to dobrze, że wy mnie kochacie!

A więc beze mnie pusto by wam było?

GIROLAMO

Żyć bym nie zdołał!

ARMINIO

Śmierć bez ciebie, pani!

PSYCHE

zwraca się do Lorenza, z lekką ironią:

I cóż, Lorenzo? — Słyszysz, jak kochają

ci przyjaciele? I czy się nie wstydzisz

swego milczenia wobec onych przysiąg?

Ty mnie nie kochasz! Ty byś nie dał za mnie

życia! — Gdzież Giani? — On mnie też nie kocha,

kiedy nie przyszedł na ucztę...

GIROLAMO

lekceważąco:

Ach! Żołnierz...

LORENZO

Pewno...

PSYCHE

I słusznie! — Czymże byłam dla was? —

Władczyni tylko! — Podczas gdy artystom

dawałam złoto, łaski i natchnienie,

uśmiechy jasne, słoneczną pogodę! —

Lecz cóż to, mili? Czary jeszcze pełne?

Pijcie! Ja proszę, pijcie za me zdrowie!

PIETRO

wznosi kielich

Żyj nam i władaj, księżno, długie lata!

ARMINIO i GIROLAMO

Żyj nam! Dopóki...

Trącają się z Psychą, której kielich pęka.

LETA

Och! Puchar...

BELLA

Zła wróżba!

PSYCHE

Marne szkło! — Złoty mi dajcie! — Panowie,

złotym pucharem za toast dziękuję!...

Pije.

Lecz patrzcie! — nudzą się tu moje damy:

bawcież je, proszę! Wszak jam tu nie jedna.

Śmiejże się, Leto! — Lubię śmiech twój srebrny,

co brzmi jak jasna gdzieś w górach kaskada

Bello! Wznieś czoło! Niech twe oczy błyszczą!

Kocham urodę twoją, najpiękniejsza! —

Carmen! Zaśpiewaj! Lorenzo ci zagra...

CARMEN

Jak każesz, pani!

LETA

Podam instrumenty...

Przynosi mandolinę i daje Lorenzowi.

CARMEN

O czym mam śpiewać?

PSYCHE

O szczęściu! O szczęściu!

CARMEN

śpiewa przy wtórze gry Lorenza:

Szukałam szczęścia, o siostry moje!

goniąc przez lądy i morze —

a szczęście pono, o siostry moje!

kryło się w cichym klasztorze!...

Szukałam szczęścia, o siostry moje!

w cichym wśród borów klasztorze —

a szczęście pono, o siostry moje!

było u księcia na dworze!

Szukałam szczęścia, o siostry moje!

Na świetnym książęcym dworze —

a szczęście pono...

PSYCHE

przerywa:

Dosyć tej pieśni! — to jest pieśń tęsknoty,

a tu dokoła nas jest radość, życie...

Życie! — Wszak prawda?

GIROLAMO

Życie jest i — miłość!

ARMINIO

Wierna do grobu miłość!...

PSYCHE

Wierzę, mili!

Możnaż62 nie wierzyć, gdy się zaklinacie,

mistrzowie sławni po wszej ziemi włoskiej?

Ale dość tego! — Teraz posłuchamy

poety. Mistrzu Girolamo, proszę,

czytajcie pieśń swą! Służba! Nalać czary!

Pietro! Uważaj! — Będziesz sędzią, jeśli

nazbyt wzruszona sądzić nie potrafię!

Arminio! Usiądź tu przy mnie, tak... blisko...

Słuchamy, mistrzu!

PIETRO

I ja słucham, słucham...

GIROLAMO

występuje i wsparty o kolumnę, rozpoczyna czytać:

„Dziś los Arnolda zajmuje mnie, przeto

rzucam Rodryga w jamie czarownika

i dążę za nim. Wielką to zaletą

rycerza mego było, że nie tyka

świętości; gdy więc spostrzegł, że z kobietą

walczyć mu padło: wnet zajadłość dzika

zgasła mu w sercu — rzuca miecz, przyklęka...

cios nad niezbrojnym żeńska wzniosła ręka.

On poznał Dorę... O święta miłości,

która zbroice63 łamiesz i paiże64,

przez pancerz w serce...”

Na dworze przed domem wybucha zmieszany gwar: coś jakby krzyki, jakby odgłosy bitwy... — Lorenzo biegnie ku oknu.

ARMINIO

zrywa się

Co to?

PSYCHE

Nic — moi poddani się cieszą!

Przyszli pod okna me wznosić okrzyki.

Czyście się zlękli?

PIETRO

To nie głos wiwatów!

Strzały!

PSH C

Z moździerzy biją na cześć wodza,

który dziś wrócił. Lorenzo, wszak prawda?

LORENZO

wraca do stołu

Tak jest, tak, pani.

PSYCHE

Czytaj, Girolamo!

GIROLAMO

czyta:

„...przez pancerz w serce ugadzasz i kości

przenikasz — gwiazdo na niebios szafirze!

Twój promień duszom mleczną drogę mości,

jeśli wzwyż zechcą iść, a ziemskie niże

rzucić: szczęśliwy, kto cię w życiu spotka,

miłości! — Nawet śmierć dla ciebie słodka!

Niechaj pieśń moja...”

Wołania i szczęk na schodach.

PIETRO

powstaje

Tu się coś dzieje! Szczęk u bram pałacu!

Księżno!

PSYCHE

Siadajcie. Mustrują się straże.

Giani je sprawia... O, mój wierny Giani!...

ARMINIO

Co to ma znaczyć? Tyś pobladła, pani!

PSYCHE

Pieśń Girolama tak mię wzrusza. Czytaj,

czytaj, mój mistrzu...

Ukrywa twarz w dłoniach.

GIROLAMO

czyta głosem cokolwiek niepewnym:

„Niechaj pieśń moja, która sławi ciebie,

trafi do serca mojej jasnej pani,

niech ją do marzeń złotych ukolebie...”

Urywa. — Lorenzo wstaje i zbliża się do drzwi.

PSYCHE

Słuchajże65, Lorenzo!

LORENZO

wyciąga niepostrzeżenie szpadę

Słucham! Ja słucham — cały w słuch się zmieniam!

Nadsłuchując odgłosów z zewnątrz, opiera się lewym ramieniem o uszak66 drzwi, szpadę trzyma na pogotowiu w prawej ręce.

PSYCHE

do Girolama:

Cudna pieśń wasza!

GIROLAMO

czyta z rosnącym niepokojem:

„... niech ją do marzeń złotych ukolebie

i niech jej powie, tej — która mię rani,

że bez niej nie chcę być zbawionym w niebie,

a z nią radosny pójdę do otchłani,

z nią, co jest wróżką dobrą moich wzlotów;

niechaj jej powie pieśń, żem umrzeć gotów

dla niej...”

Od jednego gwałtownego ciosu z zewnątrz rozlatują się drzwi: wpada Blaks, w zbroi. Wszyscy obecni Mężczyźni zrywają się z przerażeniem — Kobiety cisną się z krzykiem około Psychy, która stoi — dumna, nieruchoma, spokojna.

Lorenzo w chwili, gdy drzwi się rozwarły, rzuca się na Blaksa z dobytą szpadą.

BLAKS

Gadzino!

Powala go jednym ciosem ciężkiego dwuręcznego miecza i przeskoczywszy przez trupa, wpada na środek sali.

Gdzie księżna?!

PSYCHE

Ja jestem tutaj!

KOBIETY

O, pani! O, pani!

ARMINIO

Zdrada!

PIETRO

Do broni!

BLAKS

Niech się nikt nie rusza!

Kto miecz wyciągnął — zginie!

GIROLAMO

Daruj, panie...

myśmy...

PSYCHE

A cóż to, przyjaciele moi?

Ha, ha! Wszakżeście chcieli dla mnie — ginąć!

Arminio! Pietro! Mistrzu Girolamo!

— Wszak mię kochacie!

PIETRO

Tak... lecz życie więcej...

I przeto radzę...

PSYCHE

A! Kochacie życie!

Więc jeden tylko był — i tutaj leży

martwy — i drugi — tam, przed bramą, świeży,

piękny, młodzieńczy trup! — A ja, widzicie,

suche mam oczy...

do Blaksa:

Czego chcesz?

BLAKS

Książęcej

władzy — z twą ręką, albo twego życia!

Do mnie, żołnierze!

ŻOŁNIERZE

wpadają tłumnie z gromkim okrzykiem:

Książę Blaks niech żyje!

TŁUM LUDU

za oknem powtarza:

Niech żyje książę!

BLAKS

do obecnych:

A wy? Kto nie wzniesie

okrzyku: wróg mój!

PIETRO

po chwili wahania:

Niechaj żyje książę!

ARMINIO i GIROLAMO

powtarzają niepewnie:

Niech żyje...

BLAKS

do Psychy:

Słyszysz?

PSYCHE

Ha! Poddać się muszę.

Dajcie mi puchar, niech i ja wypiję

zdrowie nowego księcia!

Z pierścienia, który ma na palcu, wsypuje do złotej czary truciznę.

Niechaj żyje

książę Blaks, Psychy następca! — I włada!...

Pije.

PIETRO

Tak, to rozumnie!

do służącego:

Księciu czarę nalej,

niechaj wraz z nami...

Psyche zachwiała się, blednie...

KOBIETY

z krzykiem:

Otruła się! Biada!

Księżno! — Umiera!

PSYCHE

walcząc z ogarniającą ją śmiercią, zrywa się jeszcze raz i mówi, patrząc Blaksowi w oczy:

Nie! — Ja idę... dalej...

Słania się i opada na ręce podtrzymujących ją dam.