NA STOKU GÓR

Faust, Mefistofeles, Cesarz, Hetman, Posłowie Heroldowie, Trabanci, Powicher, Łapcap, Krzepkodzierz, Markietanka489 Doworka. Z głębi odgłos bębnów i muzyki wojennej. Ustawiają namiot cesarski.

HETMAN

Pomysł był dobry, mniemam, doskonały,

że w tej dolinie obraliśmy leże,

choć nieco ciasne dla wojsk armii całej;

zwycięstwo przy nas! Bezwzględnie w to wierzę.

CESARZ

Niewczesna490 wszelka byłaby dziś sprzeczka;

trapi mnie odwrót, bądź co bądź — ucieczka.

HETMAN

Sądzę, każdy strategik491 uzyskałby sławę

z pozycji, w jakiej stoi nasze skrzydło prawe;

spójrz, najjaśniejszy panie, niezbyt strome wzgórze,

lecz i niezbyt dostępne; dla nas szanse duże,

dla wroga jak najgorsze! Na pagórków tamie

konnica przeciwnika w pół szarży się złamie.

CESARZ

Wybór miejsca pochwalam; obaczym, o ile

odwaga zmieni przesmyk ten na Termopile492.

HETMAN

Tu na halach i łąkach obaczysz swych wiernych,

idących towarzyszy do boju, pancernych.

Poprzez modrość mgły rannej błyskają kopije,

wspaniały szyk wojenny snuje się i wije!

Odwaga kipi w piersiach! Postawa ich sroga,

wierę, natarcie gromkie z nóg powali wroga.

CESARZ

Dawno już nie widziałem tak mężnej postawy!

Męstwo podwaja pułki, prowadzi do sławy!

HETMAN

O lewym skrzydle raport będzie zwięzły —:

wojsko zajęło dróg skalistych węzły;

ukryte w rozpadlinach pobok miedz i perci493

jest zwiastunem niechybnym nieprzyjaciół śmierci.

CESARZ

Więc idą sprzysiężeni fałszywi krewniacy,

stryjowie i wujowie, bracia leda jacy;

z dnia na dzień bezczelniejsi, coraz bardziej butni,

cześć tronowi, moc władzy rabowali w kłótni,

a potem powaśnieni kraj sponiewierali,

aż już w jawnym rokoszu przeciw mnie powstali.

Tłum raz na tamtą stronę, raz na tę przechodzi,

aż wreszcie runął nurtem wezbranej powodzi.

HETMAN

Wraca posłaniec wierny wysłany na zwiady,

spiesznie z gór schodzi, z gniazda wrogiej zdrady.

POSEŁ PIERWSZY

Dosyć nam się poszczęściło

w tym niebezpiecznym dziele;

podstępem szliśmy, to siłą —

lecz dobrych wieści niewiele.

Wielu ci hołdowniczą

stwierdza swą wierność przysięgą —

wierni, lecz bardzo się liczą

z wzburzeniem i ludu potęgą.

CESARZ

Dla samosobków korzyść znaczy i zapłata;

samolub czcią, wdzięcznością, wiernością pomiata.

Niebaczni! Czas się pełni! Kres ma wszelka zdrada,

spłoniecie wspólnym ogniem w pożodze sąsiada.

HETMAN

Drugi wysłannik wraca powoli, nieśmiele;

znużony, widać, mocno — drży na całym ciele.

POSEŁ DRUGI

Najpierw ujrzeliśmy, panie,

zamieszania i bezprawia,

aż tu nagle, niespodzianie —

samozwaniec się pojawia.

Nazbiegało się też wiary

na ten hejnał zakłamany —

pod samozwańcze sztandary

tłumy walą jak barany.

CESARZ

Ten uzurpator w samą porę się nadarza,

czuję swe posłannictwo i godność cesarza.

Jako żołnierz przywdziałem rynsztunek rycerski,

teraz pragnę, by zalśnił w glorii bohaterskiej!

Wśród festów494 dworskich, zabaw feerii bajecznej,

czułem głód niebezpieczeństw, walk niedosyt wieczny;

gonitwa do pierścienia wam zręcznym wystarcza,

mnie lśnił się miecz ognisty i płomienna tarcza.

Gdyby nie wasze rady, gry pacyfistyczne,

byłbym was wiódł w zwycięstwa wspaniałe i liczne.

Raz jeden wolnej woli słyszałem wołania,

gdym się ujrzał w królestwie ogni i błyskania;

waliły we mnie groźne roziskrzone głownie

— tak, to było mamidło495! Wielkie niewymownie!

Sławy! Sławy! Zwycięstwa szum skrzydeł polata —

dziś trza mi powetować496 zmarnowane lata!

Tu następuje odprawa heroldów z wypowiedzeniem bitwy uzurpatorowi. Wchodzi Faust z zapuszczoną do połowy przyłbicą, z nim Harnasie w znanych nam strojach.

FAUST

Nie wołani stajemy, panie, przy twym tronie,

hart, przezorność niesiemy ku twojej obronie.

Wiesz o tym, że górale są wtajemniczeni

w hieroglify przyrody i w mowę kamieni.

Duchy, co opuściły już dawno równiny,

pokochały, jak nigdy, wyniosłe wyżyny;

tam, kędy ich bezdroży wielka cichość broni

pracują w metalicznej zacnych gazów woni;

budują, dzielą, łączą — na tym trawią życie,

jedynym pożądaniem ich: nowe odkrycie.

Palce ich delikatne; w ducha majestacie

kształtują przeźroczyste, natchnione postacie;

potem w krysztale, w głębi wiecznego milczenia

widzą rozmaite ziemi dzieje i zdarzenia.

CESARZ

Słyszałem; wiarę budzą we mnie twoje słowa,

lecz ku czemu, rycerzu, zmierza twoja mowa?

FAUST

Sabińczyk, nekromanta497 z Norcji498, wzór wierności,

zaznał, jak, panie, pomnisz, wielu przeciwności.

Los straszliwy! Na męki ogniowe skazany,

wszedł na stos! Żarem iskier syczących owiany

już gorzał pośród bierwion, szczap płomiennych smołą,

wałem żywego ognia spiętrzonych wokoło.

Ani Bóg, ani szatan, złe, ni dobre duchy

zratować go nie mogły! — Tyś strzaskał łańcuchy!

To było w Rzymie. Żyw jest!! Odtąd wdzięczność jego

nie gaśnie; myśli wierne kroków twoich strzegą.

Nie pamięta o sobie od onej godziny —

dla ciebie jeno gwiazdy bada i głębiny;

on, Sabińczyk, nam kazał nieść tobie pomoce,

wiernie stać przy twym boku. — Wielkie są gór moce;

tu natura swobodna w potędze swej działa

w czym tylko czary widzi tępa popów pała.

CESARZ

W dnie radosne, gdy mamy pełno gości wkoło,

co przychodzą weseli, by użyć wesoło,

cieszy nas każdy przybysz, co w gwary i szumy

wchodzi i rozpycha się, i powiększa tłumy.

Lecz ponad wszystko szczerą witany podzięką

ten, co przychodzi do nas z wyciągniętą ręką

i pomoc ofiaruje o rannej godzinie

dnia wielce niepewnego — czym będzie? jak minie?

Dziś właśnie nadszedł taki dzień; niech w dłoni waszej

nie błyska gniewem brzeszczot ostrzonych pałaszy,

uczcijcie chwilę ważną, w której tłum się kłóci,

czy ze mną pójdzie, czy broń przeciwko mnie zwróci.

Człowiek jest zawsze sam! Kto tron swój i koronę

chce zabezpieczyć — w sobie jeno ma obronę.

Niechajże samozwaniec, co przeciw nam staje,

władcę kraju, cesarza szalbierczo udaje

i wojsku marszałkuje, lennikami władnie —

przeze mnie pokonany z mojej ręki padnie!

FAUST

Cokolwiek by rzeczono — aby sprawy ważnej

dokonać — trzeba, abyś, panie, był rozważny.

Czyliż hełmu nie zdobi piór szata wpaniała?

on jest męstwa obrazem, jak głowa dla ciała;

i cóż członki499 bez głowy? cóż sobie poradzą?

z nią żyją, z nią zmierają, pod jej żyją władzą.

Głowa ranna — one zranione też mdleją,

a gdy głowa zdrowieje, i członki zdrowieją;

już się też ramię kwapi500 ku mężnej obronie,

podnosi tarczę, chroni przed razami skronie;

już też i miecz posłuszny na woli rozkazy,

zadaje nieuchronne i paruje razy,

dzieląc szczęście z członkami, pełna mocy noga,

depce kark pokonany nieszczęsnego wroga.

CESARZ

Gniew mój pustych na wroga nie rzuca pogróżek;

uczynię dla stóp moich z dumnych łbów podnóżek!

HEROLDOWIE

wracają

Ani sławy, ni uznania

nie zaznaliśmy! — Zuchwali —

nasze śmiałe, krewkie słowa

salwą śmiechu przywitali:

„Diabli wzięli już cesarza

wraz z jego świtą niesławną —

jeno echo baśń powtarza:

był cesarz? — był, ale dawno!”

FAUST

Pragnienie najmężniejszych spełnia się! — W obronie

majestatu stajemy wiernie po twej stronie.

Wróg idzie! Twoje wojska oczekują znaku!

Moment sprzyja! Każ trąbić hejnał do ataku!

CESARZ

Prym501 w tej sprawie ma hetman! Żołnierz zawołany!

do Hetmana

W twoim ręku komenda! Rozwiń wielkie plany!

HETMAN

Żołnierze! Prawe skrzydło wyruszy do boju!

Wróg lewym następuje! Nim zajmie szczyt w znoju —

żołnierze! śmiałą szarżą z młodym ducha męstwem

natrzecie nań i walkę zwieńczycie zwycięstwem!

FAUST

Pozwól, hetmanie, aby ten bohater młody,

co rwie się niecierpliwie w zwycięskie zawody —

stanął w twoich szeregach: właśnie skrzydło prawe

w bój rusza, niechaj idzie i pozyska sławę.

Wskazuje na stojącego po prawicy.

POWICHER

wystąpił

Kto mi tam ino502 spojrzy w oozy,

jak go nie lunę w mordę ręką —

ani nie piśnie, krwią się zbroczy,

ze zharataną padnie szczęką.

A kto się grzbietem do mnie zwróci

przez łeb uwalę, szyję, krzyże —

już się ta nigdy nie ocuci,

ani się z ran tych nie wyliże.

Tak środkiem pójdę czyniąc rum503,

a za mną wojska twego tłum —!

Wróg się powali w zawierusze,

we własnej, psiamać, skona jusze504.

Wychodzi.

HETMAN

Kolumna wojsk środkowa niech cicho wyrusza

i spotkanego wroga do ucieczki zmusza.

Spójrzcie na prawo! Bój wre niesłychany,

natarcie pomieszało nieprzyjaciół plany.

FAUST

wskazuje na pośrodku stojącego

Niechaj ten rączy zbyt długo nie czeka —

porwie za sobą wojska jak wzburzona rzeka!

ŁAPCAP

występuje

Niech prócz zwycięstwa wojska z tym się liczą,

że trza się sutą obłowić zdobyczą;

niech nie przepomną505 pośród bitwy tańca,

że celem głównym dla nas: namiot samozwańca.

Nie będzie on się długo rozpierał i śmiele —

żołnierze! Hura! Za mną! Ja kroczę na czele!

MARKIETANKA DOWORKA

mizdrzy506 się do niego

Chociaż nie jestem tobie żona,

alem ci sercem poślubiona;

ach! baba strasznie jest łapczywa —

w sadzie owoce chybko zrywa!

Nic ją nie wstrzyma, nie wystrasza —

w zwycięstwo! Wolność! Dobra nasza!

Wychodzą oboje.

HETMAN

Na lewą flankę507 wróg prawą naciera —

tak, jak mówiłem; wszystkie siły wpiera.

Pozycja nasza świetna — atak bezowocny;

przesmyk zajęli nasi, są w przewadze mocnej.

FAUST

wskazuje na stojącego po lewicy

Pozwól, panie, w bój ruszyć tej postaci męskiej —

wzmocni mocnych i moment przyspieszy zwycięski.

KRZEPKODZIERŻ

występuje

O lewe skrzydło nie ma strachu, panie,

tam, gdzie ja jestem, pewne posiadanie;

wiekiem swym i zaletą właśnie tą się szczycę,

że sam diabeł nie wydrze, co raz w garść pochwycę.

Wychodzi.

MEFISTOFELES

schodzi z góry

Spójrzcie jak w całej przestrzeni,

w każdym manowcu, szczelinie,

zbroja srebrzyście się mieni!

Gdy huf się podźwignie, rozwinie

swe szyki bojowe wśród gór —

z hełmów, karacen508 powstanie

zwycięski za nami mur.

cicho do wtajemniczonych słuchaczy

Skąd przyszli? — ach! po cóż pytanie!

Tam w arsenałach tak stali

przy ścianach w niejednej sali,

zbrojno i pieszo, i konno,

i śnili swą chwałę pozgonną,

jakoby nigdy nie zmarli —

tak się w swych zbrojach rozparli —;

mara zakuta przy marze:

rycerze, królowie, cesarze.

Jak cień za nimi się wlecze

wyśnione ich snem średniowiecze.

I cóż? — Ożywiam, inaczę

te puste domki ślimacze

i żenię diabłów z żelazem —

lecz efekt będzie tym razem!

głośno

Słyszycie, jak się z sobą wadzą strachy?

Chrzęszczą, szczekocą potrącane blachy!

Łopocą strzępy chorągwi gorliwie

na wietrze rześkim, gniewnie, niecierpliwie.

Zważcie, lud stary i siarczyście zbrojny

rwie się na boje nowe i na wojny!

Z gór przeraźliwe dźwięki puzonów. W szeregach nieprzyjacielskich wyraźne zamieszanie.

FAUST

Cały widnokrąg w mroku tonie,

a tu i tam rozbłyska, płonie

czerwonych ogni wrogi rój;

w pomroce krwawe błyszczą miecze;

las, skały, ziemia i powietrze —

już całe niebo rusza w bój!

MEFISTOFELES

Na prawej flance mocno! świetnie!

Słusznieś młodzieńca tego chwalił;

harnaś Powicher kropi setnie,

jakby w boisko509 cepem walił.

CESARZ

Zrazu widziałem jedno ramię,

teraz rąk tuzin wroga łamie;

jakaś tam siła rządzi zła.

FAUST

W skwarnej Sycylii ileż razy

jawią się złudne w mgle obrazy,

rozchwiane w pełnym świetle dnia;

wzniesione ku niebieskiej błoni,

skąpane w egzotycznej woni —

dziwne, drgające kryślą tła:

urocze miasta, lasy, wody

i kołyszące się ogrody

maluje w słońcu zwiewna mgła.

CESARZ

Lecz dziw! Lecz dziw! po naszej stronie

las włóczni światłem gromnic płonie —

palą się ostrza naszych dzid —

i sarabandą510 opętańczą

na kopiach żywe ognie tańczą!

Czy to mamidło, senny zwid?

FAUST

Są to, o panie, dawne ślady

przeszłości zagubionej, bladej,

gdy Dioskurów blask511 się tlił;

płomień, na który przysięgali

żeglarze przy wzburzonej fali —

ostatek tu dobywa sił.

CESARZ

Lecz czyjeż to sprawiły czary,

że nam przyroda swoje dary,

swój najcenniejszy zsyła dział?

MEFISTOFELES

Czyjeżby? — Sabińskiego mistrza!

On pomoc swą przyjazną ziszcza

i gromi wroga w ogniu strzał.

Wzburzony wrogów nawałnością,

ratować przyszedł cię z wdzięcznością —

choćby sam marnie zginąć miał.

CESARZ

Tak mnie tam wtedy wiedli z pompą i w splendorze;

zapragnąłem spróbować — co też władza może —

niewiele myśląc — bez krzyku, patosu —

wyrwałem starca z płonącego stosu.

Klerowi nie w smak był mój czyn; chciałem, zrobiłem;

łaski jego z powrotem nigdy nie zdobyłem.

Pamięć krzepkiego czynu starość mą umila,

miałażby wydać owoc owa dawna chwila?

FAUST

Z lichwą512 wraca się czyn z serca poczęty.

Lecz spójrz! — Nad tobą w chmurze słońcem uśmiechniętej

dostrzegam znak przedziwny, obraz wróżby rzadkiej —

uważaj! — może rozwiązanie poda nam zagadki.

CESARZ

Orzeł strwożony leci, zatacza kolisko,

za nim gryf rozjuszony! Naciera nań blisko.

FAUST

Wierzę, że wróżba zagadkę wyjaśni,

Gryf jest zwierzęciem urodzonym w baśni,

czyż może taka nierealna postać

we walce orłu prawdziwemu sprostać?

CESARZ

O już się zwarli pośród chmur!

Srożą się dzioby, prężą szpony

do uderzenia i obrony —

walczą w zawiei krwawych piór.

FAUST

Gryf słania się jakby przed zgonem,

zmierzwiony, skrzydła zmięte składa

i z podwiniętym lwim ogonem

pobity w skalne złomy pada.

CESARZ

Zdumiony, pragnę dopatrzyć się treści,

oby się stało tak, jak wróżba wieści!

MEFISTOFELES

ku prawej stronie

Ależ nasi kropią żwawo,

— to się zowie krzepka rzesza;

wróg już całą flanką prawą

cofa się i szyki miesza —

w swoje skrzydło lewe wpiera.

W miejsce słabe nasi duchem513

lecą! — burza wre i wzbiera!

Walą po łbach jak obuchem!

W błyskawicowym rozpędzie

jak dwie rozjuszone fale

runęły wojska rząd w rzędzie —

co za wściekłość! Co za męstwo!

Bitwa rozgrana wspaniale!

Po naszej stronie zwycięstwo!

CESARZ

ku stronie lewej do Fausta

Spójrz! Po lewej coraz gorzej,

wojska nasze jakby w matni

w dół zstępują; coś ich trwoży —

z turni zeszli już ostatniej;

zaprzestali walki — w dali

nagłe wrogów głośne krzyki,

pewnie wąwóz sforsowali!

Oto marnych sztuk wyniki!

Na to grzeszne czarnoksięstwo,

aby odniósł wróg zwycięstwo?!

Pauza.

MEFISTOFELES

Już lecą moje kruki czarne,

przeczuwam wieści z boju marne,

obawiam się, że z nami źle.

CESARZ

Cóż ptaki te zjawione nagle?

Kierują ku nam krucze żagle,

któż je z kurzawy bitwy śle?

MEFISTOFELES

do kruków

Usiądźcie blisko mego ucha;

nie zginie, kto was wiernie słucha —

dziś wasza rada przyda się.

FAUST

do Cesarza

Gołębie znasz, cesarska mości,

co to i z najdalszych nawet włości

wracają, gdzie ojczysty próg.

Dobra z nich poczta w czas pokoju,

wytrwałe i nie szczędzą znoju —

lecz w czasie wojny lepszy kruk.

MEFISTOFELES

Jak przeczuwałem — złe posłanie,

w cesarskiej armii zamieszanie,

lęk ją przy skałach zmógł.

Wierchy zdobyte, los się zmienia...

To byłby orzech do zgryzienia,

gdyby i przesmyk zajął wróg.

CESARZ

Okpiliście mnie w rezultacie,

cesarza we więcierzu514 macie —

grozą przejmuje wasza sieć.

MEFISTOFELES

Jeszcze zwycięstwo możem mieć!

Głowa do góry! Sursum corda!515

Przy końcu walki dzierż się korda516.

Poselska moja czeka brać;

rozkaż! bym też mógł rozkaz dać!

HETMAN

nadszedł w czasie tych słów

Gdyś wszedł w stosunki bliskie z tymi szalbierzami517,

miałem kiepskie przeczucie; wszakże to, co mami,

trwałym szczęściem nie darzy; w ciągłej trosce żyłem;

co teraz? Nie wiem! Radźcie; ja swoje zrobiłem.

Niechaj ci dalej wiodą swe dzieło nieprawe!

ja w twoje ręce składam hetmańską buławę.

CESARZ

Zachowaj ją na lepsze, sposobne godziny,

może się szczęście jeszcze raz pokuma z nami;

mierzi mnie wstrętna zjawa tej groźnej widminy

i te jego konszachty poufne z krukami.

do Mefistofelesa

Nie mogę tobie buławy dać,

godniejszy ją posiędzie.

Rozkazuj teraz, ratuj, radź!

Co może być, niech będzie.

Wchodzi z Hetmanem do namiotu.

MEFISTOFELES

Niechże go strzeże marne godło!

Nam by się z tym niedobrze wiodło,

dostrzegłem na nim krzyża znak.

FAUST

Co teraz robić?

MEFISTOFELES

Już zrobione! —

Pomoże nam ten kruczy ptak.

Dalejże, czarne kmotry! Bierzcież nas w obronę!

Dalejże nad jezioro! Na służbę i czyny —

proście o złudność nurtów faliste Undyny518;

znanym niewieścim kunsztem sprawnie im się uda

rozdzielić od istoty pozorów przyczyny,

tak, iż każdy by przysiągł, że to fakt, nie złuda.

Pauza.

FAUST

Do pięknych panien nasze kruki

dobrały się przez pochlebstw sztuki;

oto już słyszę szmer strumienia —

ze suchych grani, z skał urwiska,

żywotne, lśniące źródło tryska!

Zwycięstwo w klęskę się przemienia.

MEFISTOFELES

Tego nam trzeba było! Zmiana w oka mgnieniu!

U śmiałych taterników dusza na ramieniu.

FAUST

Strumień się zmienia w sto strumieni;

z rozpadlin lśni się, iskrzy, mieni —

zdwojonym pędem wsparł się łukiem,

spieniony z szumem, grzmotem, hukiem,

już stawem zlustrzył się w kotlinie

i mknie w kaskadach ku dolinie.

Wrogów szeregi jak wiór, śmiecie,

wzburzona fala zmyje, zmiecie;

w skały nawrotem strumień kuje —

aż mnie samego lęk przejmuje.

MEFISTOFELES

Mnie wzroku złuda wód nie mroczy,

lecz łacno519 ludzkie okpić oczy;

czarowne bawi mnie zdarzenie.

W dół pędzą zbitą, trwożną zgrają

i zdaje im się, że pływają —

lęk przed stonięciem tak ich żenie,

a przecież sucho, twardo wszędzie;

teraz już z nimi krucho będzie.

Kruki wracają.

Przed wielkim mistrzem chwała was nie minie;

Alić same mistrzostwo swe okażcie w czynie:

lećcie raźno do kuźni, gdzie górskie podciepki520

w zawiei iskier żywot wiodą krzepki,

gdzie ciągłe kucia, tupoty i stuki.

Z mańki ich zażyć521 trza, pleść banialuki522,

aż was lud karli tym ogniem obdarzy,

co to płonie i pryska, iskrzy się i żarzy.

Tego nam trzeba. Wprawdzie błyskawice lśniące

na widnokręgu, nocą gwiazdy spadające,

to w lipcu rzecz zwyczajna; ale w krzach i w lesie

wynaglone błyskania zuchwałe i biesie,

ale gwiazda, co syczy na mokradłach mrąca —

to sprawa diablo rzadka i niepokojąca.

To musicie uzyskać; bez zwlekań, od razu;

próbujcie najpierw prośby, a potem rozkazu.

Kruki odlatują. Dzieje się wedle słów Mefistofelesa.

Na wrogów już całunem gęste padły mroki;

po omacku się snują, lęk spętał ich kroki;

błędne ognie ich mamią; — błysk oślepiający!

Wspaniale! Byle nieco muzyki trwożącej.

FAUST

Rynsztunek, oniemiały w muzealnym grobie,

ożył na świeżym wietrze i stężył się w sobie;

chrzęści, rzęzi, charkocze, podzwania jak żywy;

dźwięk przedziwny, cudaczny, straszliwie fałszywy.

MEFISTOFELES

Świetnie! Już na nic prośby, groźby —

drży ziemia od rycerskiej kośby,

jak to za dawnych, dobrych lat;

ożyła świetna zbroic krasa,

tamci do lasa, ci do sasa —

na swego brata dybie brat.

Klątwą dziedzictwa powołani,

zażarci i nieprzejednani,

antagoniści walczą wieczni!

Doprawdy, niech cię piorun trzaśnie,

nienawiść stronnictw, partii waśnie —

w zgubę prowadzą najskuteczniej.

Wre walka! Huk się w turnie niesie,

harmider wstrętny, wycia biesie523,

okropna jatka, rzeź sobacza!

Więc dokonana już zagłada;

wrzawa nacicha i opada —

po skałach się w doliny stacza.

Orkiestra rozbrzmiewa nieustającą wrzawą bojową, w miarę rozwoju akcji zmienia się w dziarski, triumfalny marsz.