SCENA ÓSMA

Ci sami i Andrea.

ANDREA

jeszcze z drugiego pokoju

Puszczajcie mnie!

TERESA

również w drugim pokoju

Ależ na miłość boską!

Andrea, blady, chwiejący się, ukazuje się na progu. Teresa go podtrzymuje. W tej chwili Albert stoi po jednej stronie sceny, po drugiej Ernest i Julia, tuż przy sobie.

ANDREA

A! Czuła para... zawsze razem ... nie omylił mnie słuch... Zdrajcy!

Chce postąpić ku nim, siły go opuszczają. Słania się.

ALBERT

podbiegając ku niemu i podtrzymując

Andrea! Zostaw ich, myśl tylko o swoim życiu!

ANDREA

do Alberta

Okłamali mnie i oszukali. I patrz, jak się garną z ufnością do siebie — jak para gołąbków!

Ernest i Julia odskakują prędko od siebie.

A żadne z nich nie waży się przyjść do mnie...

Julia robi krok naprzód.

Bliżej trochę, bliżej!

JULIA

błagalnie, nie zbliżając się

Drogi Andrea!

ANDREA

rozkazując

Bliżej, mówię! W moje objęcia!

Julia chce to uczynić. Andrea silnym ruchem rzuca ją na kolana.

W prochu leżeć ci, niewierna! Teraz mógłbym cię zgnieść, jak na to tysiąckrotnie zasłużyłaś. Ale prawdziwy winowajca stoi tam!

Wskazuje na Ernesta. Z rozkazującym gestem:

Do mnie!

ERNEST

Tak, zostałeś pan wprowadzony w błąd i nikczemnie oszukany! Ale nie przeze mnie, przysięgam na pamięć mego ojca!

ANDREA

Milcz! Nie znieważaj czystego imienia mego serdecznego przyjaciela! Czy śmiesz bezczelnie zaprzeczać temu, o czym wie cały świat?

ERNEST

„Cały świat” kłamie, ja zaś mówię prawdę i przysięgam na wszystko, co mam najświętszego!

obraca się do Julii

Cóż mamy już począć?

ANDREA

do Alberta

Czy widzisz? Na moich oczach porozumiewają się ze sobą.

ERNEST

W gorączkowych marzeniach widzisz pan straszne, senne obrazy.

ANDREA

Tak, pożera mnie gorączka, to prawda. Chodź no tu bliżej!

Ernest przystępuje do niego.

Więc stoicie teraz oboje przede mną, mogę się wam przypatrzeć! Wyznajcie wreszcie, nędzni, że się kochacie, że się szalenie, występnie kochacie. Wyznajcie mi to!

ERNEST

To nieprawda!

ANDREA

Kłamiesz! I zasługujesz na to, abym ci piętno twej hańby wycisnął na czole — wkrótce, da Bóg, żelazem, a dziś... tą dłonią!

Podnosi się z wysiłkiem i wymierza Ernestowi policzek.

ERNEST

ze straszliwym krzykiem

Ach!

odskakuje na bok, robi mimo woli krok naprzód z groźnym gestem, nareszcie załamuje ręce i stoi bez ruchu. Julia pada na kolana.

Ogólne przerażenie i zgroza. Andrea opada z sił. Albert i Teresa podtrzymują go.

ALBERT

Zabijasz się! Chodź!

Prowadzą Andrea powoli w głąb. Przy drzwiach on staje.

ANDREA

słabym głosem

Umieram, czuję to, ale śmierć będzie mi lżejsza. Hańba za hańbę!

Odchodzą.