SCENA PIĄTA

Julia i Teresa.

JULIA

A zatem... o cóż idzie? Twoja tajemnicza mina zaczyna mnie niepokoić.

TERESA

Bo też idzie o rzeczy serio.

JULIA

O cóż takiego?

TERESA

Julio, czy wierzysz, że cię kocham?

JULIA

Spodziewam się... Ale chyba nie dlatego wyprawiłaś Ernesta, aby mi to powiedzieć. Cóż się stało?

TERESA

Mam nadzieję, że nic się jeszcze nie stało. Ale musimy ze sobą pomówić, bo zagraża wam wielkie niebezpieczeństwo, którego zapewne nawet się nie domyślacie.

JULIA

Komu?

TERESA

Wam trojgu.

JULIA

Nam trojgu? Trojgu? O kim mówisz?

TERESA

O tobie, twoim mężu i o Erneście.

JULIA

Ale mówże już, nie dręcz mnie dłużej!

TERESA

ociągając się

Mój Albert jest bratem twego męża... nasza cała rodzina... związki, jakie nas łączą...

JULIA

Do rzeczy, moja droga, do rzeczy!

TERESA

Jutro ja mogę potrzebować twojej opieki, twojej rady. Przyjmij dziś moją.

JULIA

Ależ mów wyraźniej. Nic nie rozumiem.

TERESA

To rzecz drażliwa. Wahałam się długo. Mąż mój, tak zawsze dbały o honor swego brata, podziela moje zapatrywanie. Nie można dłużej zwlekać, tu trzeba działać.

JULIA

pozostając

Zaczynasz mnie niecierpliwić. Przestań już raz mówić ogólnikami i powiedz, o co idzie?

TERESA

Chyba już zrozumiałaś, do czego zmierzam...

JULIA

Nic a nic.

TERESA

Śmieją się z niego! Będzie palcami wytykany... on, twój małżonek!

JULIA

Andrea? Co to ma znaczyć? Wiesz dobrze, że on nie daje z siebie żartować! I gdyby mu wpadł w ręce któryś z tych śmiałków, o których mówisz...

TERESA

Niełatwo by mu to przyszło. Można wyzwać na pojedynek... kogoś... ale niechże ktoś spróbuje bić się z całym światem!

JULIA

Z całym światem?! Ale o co? Mówże wreszcie!

TERESA

Widzisz, moja droga Julio, jesteś jeszcze młoda i niedoświadczona i w zaufaniu swej niewinności możesz nieraz nieroztropnie narazić nawet... swoją dobrą sławę. Czy mnie rozumiesz?

JULIA

Ależ mniej niż kiedykolwiek.

TERESA

Nie znasz jeszcze mężczyzn. To lekkomyślni egoiści, którzy dla godziny przyjemności gotowi są poświęcić dobre imię kobiety, honor jej małżonka. Wierz mojemu doświadczeniu, mojej przyjaźni dla ciebie... ten człowiek nie wart ciebie. Bądźże tak odważna, jak jesteś dobra, i postaraj się, aby Ernest dom wasz opuścił.

JULIA

w głębokim zdumieniu i ożywieniu

Ach, teraz dopiero rozumiem! Więc o to wam chodziło!... Któż jest bezwstydniejszy, czy świat, który takie potwarze rozsiewa, czy ci usłużni przyjaciele, co je bezmyślnie powtarzają?

TERESA

Ależ Julio!

JULIA

z wzrastającą mocą

Nie przerywaj mi! Ktokolwiek w naszym stosunku z Ernestem upatruje coś zdrożnego, jest albo wariatem, albo podłym. Mąż mój przyjął go do swego domu jak przyjaciela i syna, ja go polubiłam jak brata i tego się nie zapieram. Ale nigdy, przenigdy żadne nieczyste tchnienie nie zamąciło naszego stosunku. I właśnie to braterskie uczucie, którego bynajmniej przed nikim nie ukrywałam, z którego byłam dumna — właśnie to mi poczytują za zbrodnię, która mnie czci pozbawia, a mężowi memu gotuje hańbę! To oburzające!

Zakrywa oczy.

TERESA

Ależ uspokój się, nie płacz! Nigdy przecież nie myślałam o tobie nic złego, wszakże znam cię dobrze! Ale nie znają cię drudzy, i ci właśnie biorą was na języki. Od zarzutu pewnej lekkomyślności nawet ja was nie zwalniam: i tyś winna, i mąż twój, i Ernest. Moja droga, nie bądźże niesprawiedliwa. Jesteś kobietą jeszcze młodą, mąż twój już prawie stary. I ta zażyłość z takim... poetą, marzycielem, fantastą! Cóż począć? Świat tak już jest zbudowany, że pragnie wyjaśnień tajemniczych stosunków, a w tych wyjaśnieniach nie zawsze szuka najlepszej strony... I dlatego ogół dziś szepce, trąca się łokciami i... spogląda z politowaniem na poczciwego Andrea!

JULIA

Nie, to nie do zniesienia! Jeżeli już ci ludzie biorą mnie w opiekę, jeżeli mnie obmawiają — mniejsza o to, jestem czysta w swym sumieniu. Ale żeby jego, Andrea, najszlachetniejszego, najzacniejszego z ludzi, wciągać w tę sprawę, uważać za... śmiesznego — to nie do pojęcia! Gdybyż przynajmniej nie dowiedział się nic o tym!

TERESA

Musi się dowiedzieć i właśnie w tej chwili objaśnia go... mój mąż.

JULIA

Na miłość boską!...