SCENA SIÓDMA
Ernest, Julia.
Julia staje na progu. Ernest zwraca się ku niej z ukłonem. Julia odkrywa woalkę.
ERNEST
w najwyższym zdziwieniu
Julia!
poprawiając się
Pani!
JULIA
w najwyższym wzburzeniu, zaledwie mogąc mówić
Gdzie jest Andrea?
ERNEST
Mąż pani? Nie wiem.
JULIA
Muszę z nim mówić, i to natychmiast!
ERNEST
Ależ uspokój się pani. Co się stało?
JULIA
słabszym głosem
Muszę z nim mówić, tu, zaraz. Chcę go błagać... Teresa mi powiedziała, że poszedł z Albertem do pana, że go tu zastanę...
ERNEST
przystępując do niej i prowadząc naprzód
Zatrzymaj się pani chwilkę...
JULIA
Tu?...
ERNEST
Tak, pani. Racz pani wierzyć, że mnie uszczęśliwisz tym dowodem zaufania; ale nie oglądaj się tak trwożliwie wkoło siebie...
JULIA
Był czas — czemuż przeminął! — kiedy wchodziłam spokojnie do pana jak do brata i nic mnie nie trwożyło w pańskim mieszkaniu. Gdyby nam wtedy przyszło się rozstać, jakże serdecznie była bym uścisnęła tę prawdziwie przyjazną dłoń; może bym nawet była pozwoliła... dotknąć ustami mojego czoła... wobec mego męża, wobec całego świata! A dzisiaj wsuwam się do tego pokoju jak złoczyńca, z twarzą szczelnie zasłoniętą, i serce mi bije ze strachu, aby tu nie wszedł ktoś obcy. Dlaczegóż to wszystko? Wytłumacz mi pan to, jesteś przecież rozumniejszy ode mnie.
ERNEST
Pod tym względem nie, łaskawa pani. Widzę ze smutkiem zmianę, ale objaśnić jej nie umiem. Czuję tylko, że między nami, bez naszej wiedzy i winy, wykopano przepaść, której nie jesteśmy w stanie zapełnić. Dotknięcie rąk naszych dziś już byłoby inne niż dawniej. A co mnie najwięcej boli, to przekonanie, że zatrułem spokój najzacniejszego przyjaciela, który mi tyle dobrodziejstw wyświadczył, i że ty, pani, cierpisz również z mego powodu.
JULIA
Nie mówmy o mnie. Prawda, że miałam przykre dni. Mój mąż od tego czasu stał się dla mnie inny. Ale do pana nie miałam najmniejszego żalu. Nie ma w tym ani trochę pańskiej winy, jeżeli mój biedny Andrea, trapiony niesłusznymi podejrzeniami, zaczyna wątpić we mnie i w mą miłość.
ERNEST
Nie pojmuję, jak można wątpić w taką kobietę, jak ty, Julio!
JULIA
On sam na tym cierpi, lituj się pan nad nim, ale nie potępiaj!
ERNEST
Czyż go potępiam?... Ach, sądzisz pani... Przebacz niebaczne słowo. Biedny Andrea... Ale są ludzie, co wątpią w Boga na niebie... Jak bogacz, posiadając skarb, drży co chwila, aby mu go nie wydarto... O Julio, gdybym jakimś cudem mógł się postawić w jego położeniu, czyż nie drżałbym tak samo?... Kto wie?
Słychać głosy za drzwiami.
JULIA
przerażona
Ciszej, ktoś nadchodzi.
ERNEST
patrząc na zegarek
Niepodobna35.
JULIA
z radością
Andrea! Poznaję jego głos... Zbliżają się do drzwi...
Chce biec naprzód, Ernest ją wstrzymuje.
ERNEST
nadsłuchując
Nie, zatrzymują się...
JULIA
również słuchając
Tak, to inni! O mój Boże!
ERNEST
Jeśli to jacyś obcy ludzie, te drzwi
pokazuje na prawo
prowadzą do alkowy.
Julia zwraca się znów do drzwi.
ERNEST
słuchając
Uspokój się pani, już cicho. Zapewne gospodyni wstrzymała odwiedzających.
idąc na przód sceny
Jakże pani drżysz...
JULIA
Umieram z trwogi! Czas upływa...
ERNEST
Tak, czas upływa, i nie powinienem o tym zapominać, że nie możemy dłużej pozostać razem. Oczekuję na... przyjaciół, których nie mogę odprawić.
JULIA
Wiem o tym.
ERNEST
zdziwiony
Co pani wiesz?
JULIA
Teresa mi wszystko powiedziała. Pan chcesz się bić za mnie! Ja na to nie pozwolę.
ERNEST
Obrażono panią, spotwarzono... Ja obrazę przyjąłem na siebie, teraz więc ta sprawa musi mnie obchodzić.
JULIA
I nas. Jeżeli więc ja pana proszę...
ERNEST
Prośba pani zawsze będzie dla mnie rozkazem. Rozporządzaj pani moją osobą, życiem moim. Gdy jednak o mój honor idzie, tam już ślepo posłuszny być nie mogę.
JULIA
I nie myślisz pan o tym, jakie mogą być skutki tego pojedynku? Czy nie przewidujesz, jak ten fakt wyzyskany zostanie przez nikczemnych potwarców?
ERNEST
Potwarz już istnieje. Przeszkodzić jej nie możemy. Ale możemy jej usta zamknąć — postrachem.
JULIA
A Andrea?
ERNEST
Jak to?
JULIA
Czy sądzisz pan, że będzie spokojnie patrzył na to, gdy ktoś inny stanie w obronie czci jego żony?
ERNEST
Nie mam prawa bronić honoru mego przyjaciela... i o nic się też nie ubiegam. Ale nikt mi nie może zabronić stanąć w obronie kobiety, którą w mojej przytomności niesłusznie obrażono. Jestem znajomym tej damy, słyszałem obraźliwe słowa, przeto moim obowiązkiem, jako uczciwego człowieka, było dać naukę potwarcy, bez względu na wszelkie następstwa.
JULIA
w bolesnym wzburzeniu
Ach, nietrudno będzie panu mnie przekonać, że masz słuszność... nie potrafię zwycięsko z panem rozumować. Ale czyż moje uczucia za nic mają się liczyć? Erneście, proszę cię, błagam, miej litość nade mną! Nie powinieneś pan się bić za mnie.
ERNEST
Droga pani Julio! Nie odbieraj mi odwagi! Co ma się stać, to się stanie! Obelga nie może ujść bezkarnie. A gdybym teraz odstąpił, świat powie, żem podły; mąż pani stanie na moim miejscu, a pani cóż zyskasz? Wynik pojedynków zawsze jest niepewny. A jeśli los poszczęści potwarcy, czyż nie lepiej, aby śmierć spotkała mnie, który jestem sam na świecie, nad którego trumną nie będzie płakać ukochana żona, a łzy przyjaciół i znajomych prędko wyschną?
JULIA
Nie wiesz pan, jak mnie ranisz boleśnie, jak szczerze się za pana modliłam...
ERNEST
Modlić się można za każdego, rozpaczać tylko po jednym.
JULIA
płacząc
Spojrzyj na mnie i... ulituj się!
Ernest chce się do niej zbliżyć, wzruszony, i nagle staje jak wryty. Na schodach słychać hałas i głosy. Julia znakiem wskazuje na drzwi. Następną scenę gra się półgłosem i w przyspieszonym tempie.
ERNEST
śledząc jej ruchy
Ktoś idzie.
JULIA
słuchając
Chcą tu wejść gwałtem.
ERNEST
Tak. Tam
wskazując na drzwi od alkowy
tam, Julio!
JULIA
Dlaczego mam się ukrywać? Mój mąż wszystko zrozumie.
ERNEST
A jeżeli to nie jest mąż pani?
JULIA
Nie on?
ERNEST
To tamci — spiesz się...
JULIA
z wybuchem
Nie bij się! Powinieneś żyć, Erneście.
ERNEST
Nienawiść twoją raczej zniosę niźli pogardę.
JULIA
prawie jednocześnie
O Boże!
Ernest odprowadza Julię do drzwi. Julia wchodzi do alkowy. Ernest zamyka za nią drzwi. Na zewnątrz coraz większy hałas.