SCENA TRZECIA
Ci sami i Ernest.
Ernest wchodzi. Artur i Teresa pozostają na swych miejscach, nie oglądając się.
ERNEST
z goryczą, cicho
Takie mnie teraz spotyka przyjęcie w tym domu! I za co? Sprawiedliwy Boże!
Postępuje naprzód.
ARTUR
chłodno
Panie... pojmujesz pan...
ERNEST
wpadając mu w słowo
Domyślam się, że mi chcecie drzwi pokazać, ale za co? Za co? Arturze! Młodość przecież ma instynktowne przeczucia tego, co sprawiedliwe, a co niesprawiedliwe. Możesz ty wątpić we mnie?...
ARTUR
zmieniając ton
Nie, Erneście, kiedy słyszę twój głos, patrzę w twoje oczy, nie mogę ci nie wierzyć! Ale proszę cię, proszę serdecznie, zrób to dla mnie, oddal się. Gdyby cię tu spotkał mój ojciec... Nie masz pojęcia, co się z nim stało; ból i gniew niemal odbierają mu przytomność... Mogłoby dojść do nowej sceny...
ERNEST
patrzy przed siebie błędnie, ale zostaje na miejscu.
ARTUR
z uczuciem
Nie darmo odwołałeś się do mojej młodości; wierzę ci, ale drudzy nie myślą tak jak ja; świat mówi i myśli jak ... jak baron della Rocca!
ERNEST
Ten przynajmniej już nam szkodzić nie będzie.
ARTUR
Jak to, zabiłeś go?
Teresa powstaje.
ERNEST
Kiedy w pokoju zostałem sam z tym okropnym obrazem przed oczami, człowieka śmiertelnie rannego, który ryzykując własne życie, opuszczał mój dom jak zapowietrzony... usłyszałem nad sobą kroki... Domyśliłem się, że baron tam jeszcze jest ze swymi sekundantami... Wyskoczyłem na schody i... spotkałem się z nim oko w oko... Klingi zadźwięczały... i biliśmy się póty, póki jeden z sekundantów nie wpadł ze szpadą pomiędzy nas, wołając: „Dosyć!...”, baron zaś upadł...
TERESA
Martwy?
ERNEST
spuszczając oczy, cicho
Nie wiem...
Pauza. Teresa się odwraca z przerażeniem.
ERNEST
z wybuchem serdecznym
Pani, zlituj się nade mną! Andrea, mój przyjaciel, mój dobroczyńca, czy żyje? Wszakże nie umrze? Ja muszę go widzieć!
TERESA
Niepodobna!
ARTUR
Najzupełniej niepodobna!
ERNEST
Ależ on nie może umrzeć, nie odzyskawszy wprzódy wiary we mnie!
TERESA
Na miłość boską, mów pan ciszej!
ERNEST
Widzi pani, kiedy człowiekiem uczciwym jak ja wszyscy poniewierają, depcą nogami i popychają do zbrodni, to przecież taka rzecz może się stać niebezpieczna nie tylko dla mnie, ale dla wszystkich... Pomyśl pani, że ja w walce z tym niewidzialnym potworem, którego nazywamy „całym światem”, straciłem honor, przyjaźń, miłość, słowem, wszystko — i nic już nie mam do stracenia!
ARTUR
Zaklinam cię Erneście, uspokój się. Gdyby on twój głos posłyszał...
ERNEST
Ach, oby go mógł posłyszeć! Ale myślę, że ten głos szczerej prawdy z większą trudnością przeniknie do jego uszu niż echo podłych plotek, które krążą teraz po wszystkich ulicach i salonach.
z ironią
A ładne opowiadają sobie historie: stary Girolamo zastał swoją żonę... I wszyscy się śmieją... U kogóż? Ma się rozumieć, u młodego Alessandri! Radość ogólna. I Alessandri rzucił się na niego i zadał mu szpadą śmiertelny cios. Tu już się nie śmieją, ale zajęcie wzrasta... Ciekawi są... szczegółów. Wtenczas powstają głosy „przyjaciół” i opowiadają: „To nie było zwykłe morderstwo ze strony Alessandriego, ale cios zadany swemu dobroczyńcy w honorowym pojedynku...” I tak dalej, i dalej szerzy się skandaliczna potwarz. Weźcie, co jest najwstrętniejszego, najnikczemniejszego, a jeszcze dalecy będziecie od tego, co teraz obiega świat i co powiadają o tym wypadku!
TERESA
Cicho, ktoś nadchodzi.
Idzie do drzwi w głębi, zagląda do nich i szybko wraca.
Do Artura:
Oddal go, na miłość boską — to Julia.
ARTUR
kładzie Ernestowi rękę na ramieniu i prowadzi go do bocznych drzwi.
Pójdź, Erneście.
ERNEST
budząc się z odrętwienia
Dokąd?
ARTUR
Chodź. Wiesz przecie, że ci dobrze życzę.
ERNEST
machinalnie daje się wyprowadzić
Czyń ze mną, co chcesz.
Idą na prawo.
TERESA
Teraz jest spokojniejsza, może dowiem się całej prawdy.
Julia wchodzi.