SCENA I

Pola, Służący wchodzą głównemi drzwiami; potem Gabrjela.

POLA

z której służący zdejmuje okrycie

Więc starsza pani słaba?

SŁUŻĄCY

Tak... po swojemu.

POLA

Jakto, po swojemu?

SŁUŻĄCY

Niby... jak zawsze, na głowę... n. s. więcej ambarasu, jak co warto.

POLA

Panna Gabrjela jest przy matce?

SŁUŻĄCY

A jakże.

POLA

Zaczekam tu... służący wychodzi z okryciem; Pola zdejmuje kapelusz, przygładza włosy przed zwierciadłem, potem przeszedłszy się parę razy w milczeniu, zbliża się do stołu i przegląda pisma; po chwili, biorąc album z fotografiami A!... nie ma świadków... mogę sobie pozwolić. znalazłszy fotografię wpatruje się w nią Mój drogi!... gdybyś ty wiedział... gdybyś mógł temi martwemi oczyma zajrzeć w głąb mojej duszy... p. c. Jak on tu jest doskonale trafiony... wysuwając kartę Gdybym tak sobie przywłaszczyła... dobra sposobność... ale brak mi odwagi... ah! na samo przypuszczenie, że mógłby kto spostrzedz...

Oglądając się machinalnie, spostrzega Gabrjelę.

GABRJELA

wchodząc z lewej strony

Usłyszałam turkot, byłam pewną że to panowie z polowania, tymczasem przez okno spostrzegłam powóz z Zabrodzia... miła dla mnie niespodzianka.. Jak się masz.

Całują się.

POLA

zakłopotana albumem, którego nie wypuszcza z rąk

Podobno mama słaba.

GABRJELA

Trochę migreny, ale już przeszło... teraz usnęła... ucieszy się bardzo, gdy cię zobaczy, tak dawno już nie byłaś u nas.

POLA

j. w.

Podobną wymówkę mogłabym i ja tobie zrobić... n. s. To się złapałam... gdybym mogła wsunąć napowrót.

Udaje że przegląda album.

GABRJELA

Cóżeś ty się tak zagłębiła w tem albumie, nie ma tam nic ciekawego, same wybierki przeznaczone na plondrowanie.

POLA

szybko chowa fotografię do kieszonki; n. s.

Stało się! głośno, przewracając karty albumu na chybił trafił, zmięszana Tak sobie, przeglądam... ale istotnie, ile tu brakuje! pełno pustych miejsc... n. s. E, przecież nikomu nie przyjdzie na myśl... głośno Kto jest ten młody mężczyzna?

GABRJELA

Młody mężczyzna, ten?... ha, ha.. czy ci się podobał?

POLA

Ma wyraz twarzy uderzający.. n. s. nie wiem sama, co mówię.

GABRJELA

To nasz daleki kuzyn.. oryginał sławnie brzydki, ale kolosalnie bogaty... Powiedz sama, czy nie ma on wypisanego na czole: materjał na męża!

POLA

Dla czego?

GABRJELA

Dla tych właśnie przymiotów. Wyobraź sobie, dostał kobietę wykształconą i prześliczną, która jest z nim najszczęśliwszą.

POLA

Mógł się przecie podobać.

GABRJELA

Jako partja, bezwątpienia... kochała się szalenie w innym, i kocha go podobno jeszcze... ale pokazała się kobietą dziwnego hartu.

POLA

Inaczejbym to nazwała.

GABRJELA

Wyratowała z nędzy matkę.

POLA

A! więc po prostu spełniła ofiarę.

GABRJELA

Na której przedewszystkiem sama zyskała grubo, dostawszy męża zgadującego jej myśli i dogadzającego najkapryśniejszym zachceniom... to nic więcej, tylko dowód praktyczności, której mogłybyśmy jej wszystkie pozazdrościć.

POLA

Dziękuję za to.

GABRJELA

Ale bo my popełniamy zwykle ten błąd, że nadto dajemy się powodować czułostkowości... po romansowych głowach snują się obrazy sielankowego szczęścia, które jako marzenia chorobliwe narażają nas tylko na spadanie z obłoków.

POLA

Nawet choćby się urzeczywistniły?

GABRJELA

Alboż to się trafia?

POLA

A małżeństwo z miłości?

GABRJELA

Raz na tysiąc razy, moja droga, wielki los na loterji; jakiegoż to trzeba zbiegu okoliczności, żeby zadowolnić zarazem i pragnienie serca i wymagania rozumu.

POLA

Gdy chodzi o szczęście całego życia, zdaje mi się, że powinnyśmy się radzić tylko serca. Ja przynajmniej nigdybym nie potrafiła iść za mąż bez przywiązania.

GABRJELA

Potrafiłabyś, gdybyś musiała... a zresztą, wszystkie te rojenia o szczęściu o tyle są coś warte, o ile przedstawiają jakąś rękojmię trwałości.

POLA

To już od nas samych zależy.

GABRJELA

Nie koniecznie. Czy wiesz, jak ja sobie wyobrażam szczęście? obejmując Polę i patrząc jej w oczy Oko utopione w oku, w którego głębiach obietnice raju, dłoń w dłoni, której dotknięcie wzbudza bicie mojego serca...

POLA

śmiejąc się

Pokazuje się, że mamy jednakowy gust... ja nie inaczej myślę. Ale tym sposobem, jesteś w sprzeczności sama z sobą.

GABRJELA

j. w.

Za pozwoleniem, nie dokończyłam... Ale to wszystko pod warunkiem, żeby się odbywało na lśniącym parkiecie, wśród ścian źwierciadlanych odbijających bez wykrzywienia oblicza dwojga ludzi szczęśliwych, w atmosferze przesiąkłej wonią wyszukanych pachnideł... bo, wierzaj mi, choćbym usychała z miłości, nie odważyłabym się na życie z człowiekiem ukochanym wśród trosk... przykucie go do siebie w tych warunkach uważałabym za szczyt nierozsądku... zdaje mi się, że znienawidziłabym go, gdyby mi przyszło wystawiać uczucie na walkę z losem!... spokojniej rozumiesz mię teraz?

POLA

Jeżeli mówisz prawdę, to żałuję cię. Ja podzieliłabym chętnie najsmutniejszą dolę z tym, któregobym wybrała.

GABRJELA

Tak ci się zdaje, bo nie jesteś w tem położeniu.