SCENA II
Gabrjela, Pola, Dzieńdzierzyński, Służący
DZIEŃDZIERZYŃSKI
we drzwiach w głębi, spostrzegłszy Polę z Gabrjelą, uszczęśliwiony, odsuwając służącego, który chce mu odebrać torbę zającem
Co za widok! quel joli paysage... serce mi rośnie, gdy patrzę na tę ich przyjaźń.
GABRJELA
A! pan Dzieńdzierzyński.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
przybiegając
Padam do nóżek, moje uszanowanie... całuję rączki panny szambelanównej. całuje ją w rękę; do Poli całując ją w głowę Jak się masz.
GABRJELA
spostrzegłszy zająca
Cóż za trofeum przy torbie!
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ah! pardon cofając się jakiż ja jestem roztargniony... wchodzić tak do salonu pomiędzy damy... tęgi zając, n’est ce pas? idąc do drzwi W tej chwili służę. zatrzymując się, do Poli Pani szambelanowej nie ma?
POLA
Słaba na migrenę.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
z współczuciem
Ah! co za szkoda!... byłaby go zobaczyła.
POLA
Czy papka sam to zabił?
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Comment? powtarzając po niej Czy papka sam to zabił?... miałem przy sobie sól w papierku i posypałem na ogonek... oj, ty, ty... córka myśliwego i robić tak naiwne pytanie... zabiłem, i to strzeliwszy z pod pachy... do służącego No, weźże tego zająca i zanieś do kuchni, ale powiedz tam, że to ja moją własną ręką zabiłem... pamiętaj!... pan z Zabrodzia swoją własną ręką... powiesz?
SŁUŻĄCY
Powiem, co mi to szkodzi.. i tak nie uwierzą...
odchodzi z torbą i zającem
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Co?
GABRJELA
Pan sam tylko przybyłeś?... gdzież reszta towarzystwa...
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Przyjechaliśmy wszyscy, ale szambelan i obadwa młodzi poszli do siebie... n. s. głupiec.
GABRJELA
siadając na kanapie
A z obcych jest kto? robiąc mu miejsce koło siebie Siadaj pan.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Dziękuję uprzejmie. siadając Nie ma, broń Boże... jesteśmy w swojem kółku.
GABRJELA
Czyż nie było nikogo więcej na polowaniu?
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ale i owszem! nie brakowało nieproszonych gości... spotykaliśmy pełno jakiejś hołoty, figur zakazanych..
GABRJELA
Ale z sąsiadów był kto?
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Nikt, prócz Strasza z Zagrajewic.
GABRJELA
A! pan Strasz... czemużeście go panowie z sobą nie przywieźli?
DZIEŃDZIERZYŃSKI
niechętnie
Do czegożby to było podobne.
GABRJELA
Wiadomo, że pan jesteś zwolennikiem form, ale cóżby to szkodziło!... powiedzże mi pan co o nim... Cóż to za osobistość?
DZIEŃDZIERZYŃSKI
j. w. wstając
Ale proszę pani, czy ja go znam! nie wiem co za jeden.
GABRJELA
Jakżeż go pan z góry traktujesz!.. Mówmy tak otwarcie, czy to grzecznie, żeście odjechali zostawiając tego pana... może go nawet nikt nie prosił.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Nie wiem.
GABRJELA
Jego rzeczą było przyjąć zaproszenie albo wymówić się, ale od panów należał się ten krok uprzejmości.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
Ale kiedy to jest człowiek nie z naszej sfery, je vous assure.
GABRJELA
śmiejąc się
Już takiego ultraarystokraty jak pan jesteś, to nie znam.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
zadowolony
Comment? pani uważasz, że ja jestem arystokratą.
GABRJELA
wstając
Ale jakim!
POLA
która przeglądała pisma, a potem przechadzała się zniecierpliwiona tokiem rozmowy
Papka bo gotów jest bronić nawet tego w co nie wierzy, i na odwrót... wbrew własnemu przekonaniu, byle tylko mieć materję do sprzeczania się z tobą.
DZIEŃDZIERZYŃSKI
protestując
Ale za pozwoleniem.
POLA
Szczególne ma w tem upodobanie.
GABRJELA
O, ja wiem, że pan jesteś duchem sprzeciwieństwa... n. s. Muszę się dowiedzieć, co się dzieje z Łechcińską... głośno Moja Polu, przepraszam cię, że odejdę na chwilkę, ale muszę zobaczyć, czy mama się nie obudziła... natychmiast wrócę.
POLA
O proszę cię... nie rób z nami żadnej ceremonji.
GABRJELA
na odejściu do Dzieńdzierzyńskiego
Gniewam się na pana.
Odchodzi na lewo.