SCENA III

Dzieńdzierzyński, Pola.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Comment? sur moi? savez vous quoi, c’est bon.

POLA

p. c.

Cóż papka ma znowu przeciwko temu Straszowi?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale cicho! bo nic nie wiesz... tajemniczo był dependentem przy adwokacie... wystaw sobie, ja sam, moją własną ręką, dałem mu kiedyś pięć rubli za kopię wyroku w jednej sprawie... no!

POLA

Więc cóż?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Nic... wziął i schował do kieszeni.

POLA

Ale należało mu się, czy nie?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Wprawdzie to było extra zwykłych kosztów, ale że chodziło mi o pospiech, więc sam mu obiecałem... pisał przez całą noc.

POLA

Więc cóż papka chce od niego?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

No, pozwolisz, że to jest ambarasujące położenie, gdy na raz taki jegomość zjawia się jako sąsiad, dziedzic dóbr i drze się do poufałości...

POLA

I to papka może mówić?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Nie przez arystokrację, jak cię kocham, chociaż mnie o to posądza twoja przyjaciółka... tylko chcę powiedzieć, że taki człowiek nie miał gdzie nabrać tego poloru... cette politure... której się wymaga w towarzystwie comme il faut. Naprzykład na polowaniu, gdy mi go zaprezentowano, powiada: a! pan miałeś handel na miodowej ulicy... no proszę cię!

POLA

Niechże się papka tego nie wypiera, tyle razy już prosiłam.. ja się tak boję złośliwych języków.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Bardzo dobrze, ale to mnie tylko wolno o tem pamiętać, a nie komuś tam... Tak nakazuje poczucie delikatności.... Stawiam ci dowód: wszakże szlachcic na wsi handluje wszystkiem co wyprodukuje, tak czy nie? a niechżeby komu przyszło do głowy nazwać go handlarzem... dajmy na to, nierogacizny... ce serait bon!... dla czegoż ten sam Strasz nie zaprezentował się jako były dependent, tylko jako dziedzic Zagrajewic...

POLA

Ale papeczko, to są słabostki ludzkie, na które trzeba być wyrozumiałym.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

To swoją drogą, ale trzeba także szanować siebie... i dla tego dziwi mnie zapytanie szambelanównej.. bo że on się chce tu wkręcić, to rzecz prosta, ale ona... chociaż to twoja przyjaciółka, niech mi daruje... jakby już brakowało w sąsiedztwie ludzi przyzwoitych... I do mnie pretensja, żem go nie przywiózł... zkąd? co?... p. c. chociaż wiesz ty, że to było powiedziane mądrze, w tem była myśl... niby uważają nas za swoich, traktują jakby już należących do familji.

POLA

która odeszła do okna

Z jakiegoż to tytułu?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

żartując

Je ne sais pas... comme cela!

POLA

Jak papkę kocham, nie rozumiem... może papa sobie z troskliwości o mnie snuć jakieś projekta, ale... to jeszcze coś tak dalekiego... niepewnego..

DZIEŃDZIERZYŃSKI

pieszczotliwie

Ale nie bój się, nie bój... nic pewniejszego... trzeba znać ludzi; gdybyś nie była jedyną dziedziczką Zabrodzia, nie mówię.. ciszej ale oni są po szyję w interesach... taka partja jak ty, to dla nich wielki los.

POLA

Na Boga! czyż papka nie czuje, jak ubliża i sobie i mnie takiem odezwaniem się...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

nieśmiało

Comment? p. c. no cóż... przecie mówimy między sobą... w cztery oczy.

POLA

Wszystko jedno. Poczucie własnej godności nie pozwoliłoby mi oddać ręki człowiekowi, któregobym podejrzywała, że starając się o mnie ma na względzie nie moją osobę, lecz majątek.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale Polu, pozwól no...

POLA

Powiadam papie, że odmówiłabym.. chociażbym nawet szalała za nim.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

A Jezus Marja! kiedy unosisz się bez najmniejszego powodu... któż tu o tem mówi...

POLA

Papka sam nasuwa mi wątpliwość.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ja?... w imię ojca i syna... przekręcasz moje słowa... powiedziałem tylko tak w ogóle.. en genéral.. p. c. z wymówką jesteś tak drażliwa, że sam nie wiem, jak z tobą mówić.

POLA

Mam powody.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Jakie?... p. c. słuchajno, czy ja chcę twojego szczęścia, czy nie? jak ci się też zdaje.

POLA

całując go w rękę

Ale nie mam pod tym względem wątpliwości, tylko...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Tylko co?... p. c. że pragnę tego związku, to swoją drogą. Wbiłem sobie w głowę, że musisz być Czarnoskalską i tego ćwieka mi nie wyciągniesz, ale chociażby mi to było najobojętniejszą rzeczą, nie widzę żadnej racji drożenia się i wyszukiwania trudności, skoro Maurycy się o ciebie stara.

POLA

Nic o tem dotychczas nie wiem.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Nie wiesz? a bójże się Boga... toć o tem już wróble na dachach śpiewają... wszyscy wiedzą.

POLA

Ludziom mogą wystarczać pozory, ale nie mnie.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

A to już nic nie rozumiem.. Czegoż ty chcesz od niego? powiedz mi wyraźnie.

POLA

p. c. cichym głosem

Żeby nie zadawał sobie gwałtu, jeżeli narzucona rola zanadto mu jest przykrą.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Narzucona rola? cóż to on komedjant, czy co?... p. c. Moja Polu, zastanów się; to z twojej strony tylko kaprys, romanse, nic więcej... niecierpliwiąc się Nie pojmuję, w kogo się wdałaś, bo ani we mnie, ani w nieboszkę matkę... nie masz za grosz praktyczności. Pola ociera łzy Co to, płaczesz? dajżeż pokój, tego tylko brakuje! jeszcze ja przy tobie się rozbeczę i będzie!... Czy cię tyranizuję, czy zmuszam gwałtem?... powiedz co chcesz, wszystko zrobię.

POLA

Ja tylko proszę, błagam, niech papka nie nagli i zostawi to czasowi... Skoro się przekonam...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale ba, czasowi, czasowi., takie rzeczy się nie odwłóczą... jak zaczniesz grymasić, to ich może urazić, zniechęcić... ciszej a nużby uderzyli gdzie indziej?... będzie żal...

POLA

Jeżeli pana Maurycego nicby nie kosztowało zwrócić w inną stronę swoje zapały...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale moja droga... cóż chcesz... z samej desperacji, par despération, gdy mu będziesz fochy stroić... cóż on zrobi jak go rodzice zmuszą... n. s. zdesperowany Poplątałem się... po chwili błagalnie Polu!

POLA

Ale cóż papka żąda odemnie.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ne fais pas des grima-s, mniej wzgląd na mnie, zrób też coś dla papki.

POLA

Powinniśmy się strzedz cienia pozoru, że się narzucamy... przeceniając zaszczyt należenia do towarzystwa osób, które właśnie z tego tytułu... mogłyby nas traktować... lekko...

DZIEŃDZIERZYŃSKI

niespokojny

Nas traktować lekko? nic podobnego nie zauważyłem... zkądże ci to w głowie?

POLA

Mówię tylko... że nie powinniśmy się na to narażać.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

chodzi p. c.

To prosta rzecz, ale tu nie ma tego rodzaju obawy... sami ujmują nas na każdym kroku, a jeżeli jesteśmy już jak domowi, to wszystkie awanse były z ich strony.

POLA

Papka może się łudzić.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Ale broń Boże! chybaby tak zręcznie udawali. Są ze mną tak poufale... nazywają papką.

POLA

Ojciec jest w tym wieku, że zbyteczna poufałość może być dla niego ubliżeniem.

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Przesadzasz Polu, jak cię kocham przesadzasz... uprzedzając odezwanie się Poli tylko dajno się przekonać: ty mnie tak nazywasz, a że ciebie uważają już za swoją... więc.. tak sobie, pour plaisir... w dobrej komitywie.. ale! à propos papki... proszę cię, bo ty znasz lepiej język francuzki... co za przysłowie może być na: papka?

POLA

Dla czego?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Bo Władysław powiedział mi coś, czego nie zrozumiałem, a nie wypadało mi się zapytać...

POLA

żywo

Pan Władysław?... i cóż to było?

DZIEŃDZIERZYŃSKI

Kiedy zapomniałem... czekajno... qui est papka, plus papka... spostrzegając Gabrjelę cicho! później ci powiem.